Na czczo w miasto: CK Oboźnia i U Szwejka

Cesarz Franciszek Józef I słynął z zamiłowania do pracy i do dobrej kuchni. Ta druga mogła być prosta, ale musiała być przednia. Według niektórych źródeł, Franz Joseph jadał śniadanie o 5 rano -tak, by jak najwcześniej zająć się obowiązkami rangi państwowej. Według innych, zwykł śniadać wprost przy biurku, by nie odrywać się od dokumentów. Ulubionym daniem cesarza był ponoć Tafelspitz, czyli wołowina gotowany z warzywami. Ale też specjalnie pod jego podniebienie nadworny kucharz stworzył Keiserschmarnn, czyli rwany na kawałeczki omlet, miękki i chrupiący zarazem, oprószony cukrem pudrem i podawany ze śliwkowymi powidłami. Taki, jaki jadłam w CK Oboźni pewnego wieczoru.

CK Oboźnia
CK Oboźnia na śniadanie
CK Oboźnia - śniadanie CK Classic
CK Oboźnia - śniadanie CK Classic
CK Oboźnia - śniadanie austriackie
CK Oboźnia

Mając w pamięci ów omlet ze śliwkami oraz chcąc umilić poświąteczną szarugę dobrym śniadaniem, namówiłam Nakarmioną Starecką oraz jej Kuchcika na śniadanie w CK wydaniu. Na stronie znaleźliśmy informację, iż śniadania serwowane są od 9.30 do 12 więc, dając te pół godziny na rozruch kuchni, umówiliśmy się na 10. Jak się okazało (na miejscu) w przerwie świątecznej restauracja zrobiła sobie nieco luzu i postanowiła rozpoczynać prace później. No ale cóż, byleby śniadanie było. W menu jest kilka porannych pozycji, m.n. jajecznica po stryjsku (z 5 jaj, z pestkami dyni i olejem dyniowym), kiełbaski, omlety. Ja zgodnie z planem zamówiłam  śniadanie austriackie, czyli omlet cesarski (13 zł), koleżanka Nakarmiona – zestaw CK Classic (3 jajka wedle uznania z kiełbaskami norymberskimi lub bekonem, pieczywem i pomidorem; 9,90 zł) a Kuchcik – śniadanie Sachera, czy 3 duże kiełbaski cielęce z wody  podawane z tostami z serem. Do zestawów kawa lub herbata śniadaniowa (czytaj Lipton; herbata zamawiana osobno to Richmond w imbryczku). Inni obok już jedzą, my czekamy, lustrując zasoby pobliskiej półeczki z winami tudzież z lekką konsternacja spozierając na Panią Kelnerkę, która w pewnym momencie opuszcza pokład. Po dobrych dwóch kwadransach pojawiają się talerze. Mój omlet przypomina owszem ten jedzony kilka dni wcześniej, ale zamiast duszonych, korzennych śliwek w miseczce znajdują się zwyczajne powidła ze słoika. A jednak bez tych śliwek omlet nie jest już taki sam, czego nie tuszuje nawet nadmierna ilość rodzynek dodana do ciasta. Omlet Nakarmionej oceniony zostaje jako dobry. Ale o dodatku w postaci placka ziemniaczanego z mrożonki (nie mylić z zamrożonym, domowym plackiem ziemniaczanym) i ja, zdalnie, nic dobrego nie jestem w stanie powiedzieć. Podobnie, niestety o tostach z serem Kuchcika (chleb tostowo-przemysłowy, lekko ciepły, z niestopionymi kawałkami sera w środku). Oj, dobrze nie jest. Nasze uwagi trafiają tajemnymi kanałami do kuchni, skąd po chwili przychodzi zaproszenie. I grzeczne przeprosiny od szefa kuchni – że nie powinno to tak wyglądać, czy się nie zniechęciliśmy i żeby jeszcze wrócić, a tym razem nie płacimy.

Menu śniadaniowe i śniadanie Sachera
Menu śniadaniowe i śniadanie Sachera

Po udanej kolacji (nie jednej), śniadanie w CK było lekką wpadką i rozczarowaniem. Ale ujęło mnie to, że szef stanął na wysokości zadania, ze nikt nie wmawiał, ze tak ma być, a po prostu przyznał się, że nie było najlepiej, że danie nie wyglądało, jak zwykle. I za to duży plus. Niestety, często a jakąkolwiek uwagę w knajpie, dostaje się odpowiedź, że klient się nie zna, że zna się kucharz, a danie ma wyglądać tak, jak wygląda. Tu nikt nam nic nie wmawiał i za to dla Oboźnej ów plus. Jednak czemu taka różnica między śniadaniem, a bliską ideału kolacją?

Restauracja Szwejk
Restauracja Szwejk
Restauracja Szwejk

Trzymając się CK klimatów, za kolejny punkt wędrówki obraliśmy głodną trójką do „Restauracji U Szwejka”  na Placu Konstytucji aka MDM. Tej knajpy chyba nikomu nie trzeba przedstawiać – świątek, piątek, lato czy zima, popołudniami jest tu komplet gości, a często żądne dużego jasnego i golonki tłumy czekają w ogonku przed wejściem do lokalu. Choć ten sam region kulinarny, Oboźnia i Szwejk leżą na przeciwnych biegunach. Ta pierwsza jest kameralna, mała, „bliska”. Szwejk to gastronomiczna machina, wydająca – śmiem podejrzewać – kilkaset dań dziennie. Od takich miejsc nie oczekuje się polotu czy tego, że nagle zagada z nami szef kuchni, ale liczy się na pewien standardowy poziom – że obojętnie, czy będzie to poniedziałek rano, czy sobota, danie będzie takie samo. O 10 (o tej dopiero Szwejk się otwiera na gości) w środku tygodnia nie było tu zbyt wielu klientów. Co nie przeszkodziło kelnerom w niezauważaniu naszej trójki. W końcu, po złapaniu niewinnego przedstawiciela obsługi, ze śniadaniowej karty zamówiliśmy: jajecznice z suszonymi pomidorami, bazylią i parmezanem (koleżanka Nakarmiona; 16,90 zł), kiełbaski norymberskie z grilla z ketchupem i musztardą w liczbie 5 (Kuchcik; 9,90 zł) oraz racuchy z cukrem pudrem i miodem, bez miodu (ja; 9,90 zł).

Restauracja Szwejk
Restauracja Szwejk - jajecznica z bazylią, suszonymi pomidorami i parmezanem

Dodatkowo herbata (Irving + mały kubek z Ikea), dwie Americany (napoje do śniadań płatne osobno). Pojawiła się jajecznica, pojawiły się kiełbaski a w końcu i moje racuchy. Każde danie na dużym talerzu ozdobionym karbowaną sałata i segmentem garpefruita (czy się siedzi, czy się leży, owocowe garnie się należy). Moje racuchy taplają się w miodzie i cukrze, więc udają się do odmiodzenia. Nim wróciły, skosztowałam jajecznicy S – koncepcja ciekawa, choć ja bym bardziej takie smaki widziała w formie omletu lub frittaty, podanej na obiad lub kolację. Pojawiają się racuchy. I niestety, mimo iż w żołądku tańczy już nie mały, a średni głód, nie chce mi się nawet ich skosztować. Płaskie toto, wysmażone na wiór i jakieś mało racuchowe. Wbijam widelec i…placka wycieka strumyczek tłuszczu. Mając pod bokiem eksperta Kuchcika zapytuję, czy aby tak racuch powinien się prezentować, a przynajmniej, czy powinien być faszerowany olejem. Nie powinien. Po skosztowaniu honorowego kęsa, zostawiam racuchy nietknięte. Nie mając nic do robienia, ani jedzenia, zagaduję o kiełbaski, które miały być clue dzisiejszego wyjścia. I jednakoż nimi nie są, bo zdają się być niedzisiejsze. Obronną ręką z potyczki wychodzi włoskie w tonie danie Nakarmionej. Wychodzimy, nie płacą za racuchy odesłane w niemal nietkniętej postaci.

U Szwejka - racuchy na słodko
U Szwejka - racuchy na słodko (wbrew pozorom - nie placki ziemnaiczane)

Co na to cesarz Franciszek Józef? Pewnie z rozpaczy, głodu  (lub zgagi) zrobiłby sobie supełki na wąsiskach.

CK Oboźnia
ul. Oboźna 9
Warszawa
www.obozna.pl

Restauracja U Szwejka
Plac Konstytucji 1
Warszawa
www.uszwejka.pl

3 Comments Add yours

  1. jak to jest, że restauratorzy nie potrafią trzymać poziomu. Wystartują dobrze, a potem wpadki.. Szkoda

    Lubię

  2. Amber pisze:

    Mieliście dużo cierpliwości z testowaniem CK.Mi by jej nie wystarczyło…

    Lubię

  3. hania-kasia pisze:

    Apetycznie wygląda jedynie jajecznica.

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s