Aarhus: co i gdzie zjeść

Północnoduńskie Aarhus może się pochwalić tytułem Europejskiej Stolicy Kultury 2017. A że kultura to też kulinaria, nie brak tu atrakcji dla tych, którzy prócz uciech dla ducha szukają też czegoś dla ciała i podniebienia. Gdzie na śniadanie, gdzie na lunch, gdzie kolację pod znakiem nowej kuchni nordyckiej? Oto mój krótki przewodnik po Aarhus i 10 miejsc, które warto odwiedzić.


Aarhus Central Food Market
Ta kameralna hala kulinarno-gastronomiczna otworzyła sie kilka lat temu przy głównym miejskim deptaku. Część stoisk oferuje produkty bazowe (np. sery, owoce morza, produkty ze składników nie poddawanych obróbce w wysokiej temperaturze, czyli tzw. „raw”), a niektóre gotowe dania – od belgijskich gofrów z Liege, przez wietnamskie kanapki banh mi i duńskie sznytki w wersji przekąskowej (normalnie duńskie kanapki spokojnie mogą zastąpić posiłek, a przy jedzeniu wymagają operowania nożem i widelcem), są sałatki, hiszpańskie tapas, filia lokalnej palarni i kawiarni La Cabra (kawę „z kozą” spotkać można w specjalistycznych kawiarniach w Polsce), stoisko słynnego duńskiego browaru rzemieślniczego Mikkeler oraz bar serwujący koktajle w rżniętych kieliszkach. Z racji braku solidniejszego śniadania decyduję się na owsiankę z kajmakiem, migdałami i surowym jabłkiem ze stoiska będącego filią słynnego kopenhaskiego lokalu Groed („groed” oznacza tyle, co owsianka, a bistro było chyba pierwszym, które postanowiło wynieść nudną, poranną paciaję do rangi ciekawego, pożądanego dania). Jest różnorodnie, nowocześnie, miejsko, niektórzy powiedzieliby pewnie – hipstersko (cokolwiek się pod tym słowem obecnie kryje). Na początku dnia tłumów raczej się tu nie znajdzie, ale im bliżej pory lunchowej, tym bardziej wspólne, proste stoły zapełniają się ludźmi – studentami, mamami z dziećmi, turystami. Podobny zestaw publiczności przyciąga drugi jedzeniowy targ – Aarhus Street Food Market – zdecydowanie większy i nieco bardziej „uliczny” w stylu, którego leitmotifem jest – jak wskazuje nazwa – street food, z naciskiem na dania różnych kuchni narodowych. Całość przypomina zlot foodtrucków, tyle że w zamkniętej przestrzeni dawnej hali. Jest gwarnie, skwiercząco, kolorowo, pachnie wędzonym chili, kuminem i tłuszczem, na którym smażą się grzeszne kąski. Na lunch, na kolacje, na jedzenie „w międzyczasie”, bez szczególnych wymagań co do anturażu oraz w dość przystępnej (przynajmniej jak na Danię) cenie.


ARoS Food & Wine Hall

To miejsce to moje odkrycie. A raczej perełka, którą odkrył przede mną mój aarhusański insider i przewodnik, Stephen. Chcąc połączyć przyjemne z pożytecznym (choć w moim przypadku to przyjemne z przyjemnym) oraz uciechy dla ducha oraz dla ciała, odwiedzcie ARoS, czyli muzeum sztuki nowoczesnej, które słynie z rewelacyjnych ekspozycji oraz swej tęczowej „aureoli” wieńczącej dach jego siedziby. A jak dla mnie mogłoby też słynąć ze swojej restauracji. Mieści się ona na czwartym poziomie budynku (prócz niej, na parterze, działa zupełnie niezogorsza muzealna kawiarnia z kanapkami, ciatskami i kawą). Z okien mieszczącej się na przedostatnim piętrze budynku restauracji rozciąga się widok na miasto, stanowiący przedsmak tego, co czeka tych, którzy wdrapią się na dach, by przespacerować się tęczowym tunelem Olafura Eliassona. Spacer potem, najpierw jedzenie – to podawane w Arhus Food &Wine Hall ma sznyt nowoczesnego bistro (w dodatku w zupełnie przystępnych cenach) i bazuje na regionalnych, sezonowych składnikach. Kuchnia sama piecze podawany gościom chleb, szef kuchni sam wytwarza serwowane na przystawkę wędliny (dojrzewające mięsa widać w szklanej gablocie zdobiącej salę jadalną). A jak komuś spodobają się talerze czy sztućce, to może je kupić w muzealnym butiku.


The Great Coffee

Chyba w żadnym innym kraju nie piję tyle kawy, co w Danii. A w Aarhus można napić się kawy „wspaniałej”. Właśnie taką skromną nazwą „Great Coffee” ochrzcił swoją palarnię i kawiarnię Søren Stiller Markussen, wielokrotny laureat konkursów baristycznych, który w pewnym momencie postanowił sam wypalać swoje ziarna. Robi to codziennie i codziennie cyzeluje wypracowywane przez lata receptury na idealne espresso, kawę z chemexu czy z syfonów, których cały rząd stoi na majestatycznej ladzie. Przygotowanie kawy tą metodą przypomina alchemiczne eksperymenty – podświetlone od halogenowych palników banieczki z wodą oraz miedziane elementy osprzętu rzucają złocisty blask na kręcącego się przy nich baristę, który tu coś podpatrzy, tu zamiesza, to przekręci. Nie wiem, czy to za sprawą magicznej atmosfery czy wyłącznie jakości kawy, ale napar smakuje świetnie. Popijając kawę można zapytać właściciela o stojące na ladzie drewniane karafki z wydrążonych pieńków (trzyma w nich kawę), a w gorące dni napić się cold brew, skapującego kropla po kropli w szklanej instalacji zdobiącej jedną ze ścian.

Hærværk
Restauracja wyrózniona symolem BiB Michelin, w której spróbujecie nowej kuchni nordyckiej w nieformalnej atmosferze. Nie ma tu białych obrusów, jest ciepła, kamerlana atmosfera, sa pełne smaku dania, ciekawe wina. Nie chce się stąd wychodzić.


PS. W Aarhus znadziecie 4 restauracje wyróżnione gwiazdkami Michelin. O jednej z nich, Domestic,  w kolejnym wpisie.

Ingerslev Boulevard
Gdy wiem, że czeka mnie wyprawa do nieznanego miasta, zawczasu sprawdzam, gdzie i kiedy odbywają się lokalne bazarki. Podatruję co jest na straganach, co trafia do koszyków, próbuję, podpytuję, kupuję. Targ na Ingerslev Boulevard polecił mi mój nieoceniony przewodnik po Aarhus, Stephen. A ja polecam go dalej Wam. W każdą środę i sobotę na bulwarze pojawia się kilkadziesiąt stoisk ze świeżymi produktami: warzywami, owocami, mięsem, rybami, kwiatami w bukietach i ziołami w doniczkach, przetworami. Można kupić pieczywo z domowych piekarni, zjeśc frikadelle z ryby albo naleśniki. Ja wróciłam z targu z mąką z ekologicznego gospodarstwa oraz ziarnami szmaragdowej pszenicy (dalej nie wiem, czym jest :-), dżemem z rokitnika i oczywiście miodem.


La Cabra Coffee
To nazwa, która jest pewnie znana niektórym kawoszom z Polski (kawę z kózką można kupic np. przez Coffee Desk i napić się jej w niektórych kawiarniach typu speciality). Jest dobra kawa, jest muzyka puszczana z czarnych płyt, oraz jest rewelacyjny chleb (gdy byłam tam na wiosnę, piec do chleba współdzielił podziemia kawairni z piecem do wypalania kawy:-). W menu znajdziecie chleb z domowym masłem (wierzcie mi, czasem do szczęścia nic więcej nie trzeba), tosty z awokado, jajko na miękko czy granolę, a przy ekspresie, wystawione na ręcznie robionych paterach – croissanty i bułeczki. Na miejscu kupicie też oczywiście firmową kawę oraz akcesoria do jej przyrządzania.


Langhoff og Juul

Tu można poczuić, co oznacza słowo hygge. Hygge jest tutaj wnętrze, ekologiczne produkty używane do przyrządzania prostych, ale ciekawych dań, krótka, ale daleka od banału karta win oraz uprzejmy serwis. Głodnym się nie wyjdzie, a na pewno wyjdzie sie w na tyle dobrym nastroju, by kontynuować wieczór w jednym z okolicznych barów.

Nummer 24
Nie trudźcie się szukając jej w sieci, bo zakład nie ma ani strony, ani fanpage’a – więc według współczesnych standardów można by wątpić w jego istnienie. Ale piekarnia pod nuerem 24 naprawde istnieje. A świadczy o tym piękny zapach mocno wypieczonych bochenków, wydostający się zza co i rusz otwieranych drzwi. Ostrzegam, to piekarnia, a nie śniadaniownia. Tu przychodzi się głównie by chleb kupić. Ale można też zjeść kromkę z masłem lub bułkę z serem, których wybór jest wystawiony w niewielkiej szklanej witrynce.


Saart
Miejsce dla mięso, kiełbasko, szynko i…. chinkali-żerców. Wszytskie sprzedawane tu wędliny, czy to na wynos, czy to w formie desek przekąsek, wytwarzane są na miejscu, rpzez szefa kuchni, a mięso do ich przygotowania pochodzi  z własnej, ekologicznej hodowli. Do tego…chinkali, chaczapuri (właściciel ma słabość do kuchni gruzińskiej) oraz domowego wyrobu makarony, które zwykle pojawiają w menu jako danie danie dnia.

S’Vinbar
Po prostu i aż winebar. Miejsce, których tak bardzo brakuje mi w Warszawie, które nie jest ani sklepem z winami, ani restauracją z winem, a po prostu lokalikiem, gdzie można się tego wina napić, zjeść oliwki i spędzić czas ze znajomymi. Piłam tu kosmicznego pét-nata (pétilliant naturelle),i mam nadzieję po niego wkrótce wrócić. PS> osoby winne zainteresuje tez pewnie sklep Rosforth&Rosforth, drugi po Kopenhadze, który posiada filie jedynie w Aarhus.




PS.

A jeśli komuś marzą się specjalnie smakoszowskie atrakcje, temu polecam odbywający się na jesieni Food Festival, w ramach którego będzie można spróbować wytworów lokalnych producentów, wziąć udział w warsztatach, pokazach, specjalnych kolacjach przy wspólnych stołach. Ja właśnie się tam wybieram, więc zapraszam Was na bieżącą relację na instagram: www.instagram.com/minta_eats


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s