Berlin: co i gdzie zjeść

Do Berlina zbierałam się jak sójka za morze – mimo, że jest raptem godzinę lotu od domu. W końcu jednak apetyt na Berlina wezbrał na tyle, że wraz z moją najwierniejszą towarzyszką eskapad ruszyłyśmy na Zachód. Berlin, baby, I am coming!

Warszawę, w której mieszkam, czasem nazywa się „nowym Berlin”. Nie wiem, czy na wyrost, czy nie – to do Waszego osądu. Na pewno wiele te miasta łączy, choć nadal wiele różni. Jeśli jednak w tym porównaniu miało być coś na rzeczy, to chciałabym, by Warszawę czekał podobny gastro-los, a miasto stało się tak dobrą pożywką dla tak wielu fajnych knajp, kawiarni i piekarni, jak stało się to za zachodnią granicą. Mamy – w Warszawie – już za sobą boom trzeciofalowych kawiarni, teraz – rzemieślniczych piekarni. I czekam, że po nich – wzorem Berlina – pojawią się fajne neobistra oraz restauracje, mocno pracujące z lokalnymi producentami, niepretensjonalne wine bary z ciekawą selekcja win oraz prostymi, ale pysznymi przekąskami.
A póki co – jedźcie do Berlina. Najlepiej – na głodniaka!

Na śniadanie

Albatross

Jeden z  najgorętszych “glutenowych” adresów w mieście. Piekarnia słynie z chlebów na zakwasie na długiej fermentacji, ale dla mnie na nie mniejsza uwage zasługują tutejsze wypieki na cieście francuskim. Bo tak dobrego Francuza nie jadłam od dawna. Idealne, wyraźnie zarysowane listkowanie, kruche płatki ciasta i wyraźny smak masła. A do tego albo szparagi, albo krem miodowy (a raczej – solidny kubeczek kremu), gorzka czekolada. A croissanty z karmelem i kwiatem soli morskiej – klękajcie narody!

Albatross
Graefestraße 66/67
https://www.facebook.com/albatrossberlin/

Albatross

Black Isle Bakery

Świetna piekarnia i ciastkarnia, polecona przez niezawodnego Pera, prowadzona przez Szkotkę, która postanowiła osiąść w Berlinie. Przepięknie urządzone , ascetyczne i jasne wnetrze stanowi niemalże samo wodzi wzroku ku centralnie ulokowanej witrynki z ciastkami oraz znajdującym się za barem warsztatem piekarniczym. Stanąwszy przed bogatym wyborem, zdecydowałyśmy się z Magdą zdać na właścicielkę, która na talerzyki nałożyła nam cynamonową drożdżówkę oraz grubą kromkę szkockiego piernika, pachnącego od sowitej dawki imbiru i ciemnej melasy, podanego z solonym masłem.  Niestety, jedzeniowy maraton nie pozwolił nam – ku wielkiemu rozżaleniu – skosztować innych tutejszych smakołyków, np. polecanego Millionaires Shortbread (kruche ciastko, solony karmel i gorzka czekolada) czy batonów cytrynowych. Anglicy mają takie określenie “fingerlicking good” – i tak bym właśnie określiła tutejsze słodkości. Rano zjecie tutaj cudnie proste śniadania, np. kromki pieczonego przez właścicielkę chleba z serkiem kremowym i ogórkiem

Black Isle Bakery
Linienstraße 54
http://www.blackislebakery.com

Annelies

Jedno z miejsc, które najchętniej przeszczepiłabym sobie „na dzielnię” . Słynie głównie ze śniadań i weekendowych brunchy – jednak takich, których nie spotkacie nigdzie indziej.  Pozycji w menu jest raptem kilka, ale ma się ochotę zjeść je wszystkie. Obok klasyków takich jak owsianka czy granola, albo jajka sadzone, znajdziecie znajdziecie w nim też tosty z chleba na zakwasie z jajecznicą, solonym żółtkiem tartym jak parmezan (ale bijącym go w tej kombinacji na głowę!) lub bardziej sycące dania, idealnie nadające się na brunch, np.  firmowe kiełbaski z ziemnaiczanym gratin, ukryte pod płatkami kruche cykorii czy młode ziemniaczki ze szparagami i jajkiemi. A na deser ni to racuchy, ni to gofry z jagodami w tymianku i robioną na miejscu kwaszoną śmietaną. Do picia: kawa z duńskiej palarni La Cabra, a jak weekend to Mimosa i krwawa Mery.
PS. Annelies to młodsza siostra popularnej ( i jednej z najfajniejszych) kawiarni w mieście, Distrikt Coffee, gdzie również zjecie fajny, poranny posiłek.

Annelies
Görlitzer Strasse 68
https://www.facebook.com/anneliesberlin/

21gramm

Tę śniadaniownię wyróżnia przede wszystkim wnętrze, zaadaptowane po dawnej kaplicy. Kamienne filary, kolebkowe sklepienia, wysokie okna i ciche, zielone podwórko, w którym zjecie śniadaniowe klasyki: jajka na kilka sposobów, firmową granolę z owocami, jajka po turecku czy podane na toście z awokado.

21 gramm
Hermannstrasse 179
www.21gramm.berlin/

Na kawę

Berlin był jednym epicentrów rewolucji, która przetoczyła się swego czasu przez świat kawy. To tutaj działa kilka z najbardziej znanych mikropalarni kawy, więc jeśli Wasze życie napędzane jest kofeina – to w Berlinie jesteście u siebie.

Bonanza Coffee Roasters

Posiada kilka lokalizacji, ale chyba najlepiej odwiedzić kawiarnię przy palarni. Przestronne, jasne wnętrze wprowadza w spokojny nastrój, a różnej wielkości stoły i stoliki oraz dorodne rośliny pozwalają znaleźć kącik dla siebie (uwaga: dla tych, co chcą popracować przewidziano osobny stolik). Nie ma tu wyraźnie zarysowanego baru, co dodatkowo nadaje lekkości pomieszczeniu, a wysokie okna oddzielające część kawiarnianą od palarni sprawiają, że, że wydaje się ono wewnątrz wnętrze, niż sądziło by się na pierwszy rzut oka. Dla mnie zaskoczeniem była sama kawa. W domu głównie korzystam z kaw Bonanzy do przyrządzania przelewów lub pijam ją na mieście zaparzoną w dripie lub chemexie. Tutaj – skuszona poranną porą – zdecydowałam się na cappuccino, które okazało się nad wyraz mocne i intensywne w smaku (czego zazwyczaj nie ma w kawach palonych na jasno). Na miejscu kupicie oczywiście ziarna, firmowe filiżanki czy akcesoria baristyczne, a do zjedzenia upolujecie ciastka z piekarni Albatross.

PS. Odwiedziłam też i polecam drugą, bardziej kameralna i kompaktową miejscówkę. Bonanzy na Prenzlauerbergu.

Bonanza Coffee
Adalbertstraße 70 (palarnia), Oderberger Str. 35 (kawiarnia)
http://www.bonanzacoffee.de

Five Elephant Coffee

Obok Bonanzy chyba najbardziej znana kawiarnia i palarnia….a także “sernikarnia”. Bowiem to właśnie tutejszy sernik nowojorski śmiało mógłby startować w konkursie na najbardziej kultowe berlińskie ciastko.
Sernik dobry (acz nie wiem, czy w moim prywatnym top 3;-) kawa fantastyczna, a wystrój lokalu na Kreuzbergu – rozbudzający pragnienie, by kupić gdzieś bilet i lecieć hen.

Five Elephant
Reichenberger Str. 101
http://www.fiveelephant.com

Isla Coffee

Kawiarnia idelanie ulokowana na trasie między Neukoelln a Kreuzbergiem, hołdująca idei less waste, urządzona z pomysłem i z pomysłem karmiąca. Do picia przede wszystkim kawa z firmowych ziaren (podawana w filiżankach zrobionych z odpadów po produkcji kawy – how cool is that!), a do jedzenia pomysłowe tosty i kanapki. Filozofia „less waste” przejawia się w maksymalnym wykorzystaniu składników, jakie trafiają do kawiarni, np. mleko pozostałe po przyrządznaiu pianki do cappuccino jest używane do robienia ricotty lub jogurtu podawanego z firmową granolą.

Isla Coffee Berlin
Hermannstraße 37
https://www.facebook.com/Islacoffeeberlin/

Na lunch

Rocket + Basil

Bistro założone przez siostry Xenię i Sophie, które swego czasu prowadziły w Berlinie klub śniadaniowy, a także bloga. Działa zaledwie od kilku miesięcy, ale już ma swoich fanów. Ich kuchnia to wypadkowa rodzinnych tradycji (dziewczyny mają perskie korzenie) oraz życiowych losów i podróży, m.in. z Londynu i Sydney, z których zbierały smaki. Rano zjecie tutaj śniadania, w ciągu dnia – lunche, codziennie inne, bogate w warzywa, strączki, kasze i kuszące aromatami bliskowschodnich przypraw, których autorki menu nie szczędzą w swoich daniach. Jest sumak, berberys, cytryna, kruszone pistacje i woda różana, dużo pietruszki i kolendry. My załapałyśmy się na kanapki z marchewkami pieczonymi w robionej na miejscu harrisie oraz półmisek z pieczonym kalafiorem, bakłażanem oraz sałatką z soczewicy i bulghuru z marynowaną fetą. No a na deser genialne, maślano-orzechowe ciasto na pistacjach. To, co mnie urzekło w tym lokaliku, to szczerość – za ladą krzątają się właścicielki, przeżywające pierwsze miesiące swojego “dziecka”, dodatki takie jak harrisa czy mieszanki przypraw są robione na miejscu, a same dania mają w sobie swoistą domość.

Rocket + Basil
Lützowstraße 22
www.rocketandbasil.com

Fine Bagels

Baglownia i księgarnia z literaturą anglojęzyczna w jednym – czy mogłoby byc lepiej? Bajgle robione sa jak trzeba, według tradycyjnej receptury udoskonalonej przez Laurel Kratochvilową (o której wiecje przeczytcie w moim artykule w Wysokich Obcasach). Bajgle występuja w kilku rodzajach, mają skórzastą, stawiajacą opór zębom skórkę i idealny miąższ, niezbyt puchaty, ale i nie zbity. Do tego twraożek z łososiem, albo masło orzechowe z galaretką z porzeczek , a na deser słodki regulach.

Fine Bagels
Warschauer Str. 74

Na wino

JaJa Berlin

Popularny winebar stojący naturalnymi i biodynamicznymi winami. Niewielkie pomieszczenie w ciepłe popołudnia i wieczory “wylewa” się krzesełkami i stolikami na chodnik. Na tablicy znajdziecie zawsze kilka win dnia w bardzo rozsądnych cenach, 5-8 Euro, od bieli przez pomarańcze po czerwień. A do jedzenia drobne danka: rzodkiewki z masłem z dzikiego czosnku, rzodkiewkowym pesto albo mozzarella di buffalla z truskawkami i groszkiem lub ceviche z malinami. Jeśli wpadniecie tam raz to z dużym prawdopodobieństwem będziecie szukać pretekstów, by zajrzeć tam znowu.

Jaja Berlin
Weichselstraße 7
www.jajawine.de

Palsta

“Palsta” oznacza po fińsku “ogródek działkowy” . I gdy to się wie, wszystko staje się jasne. Niewielką dziuplę z winem oraz  drobnymi daniami założyła Finka, Viivi, która wybrała Berlin za swój nowy dom. Nazwę miała w głowie już wcześniej , ale dla lokalu usytuowanego tuż przy dawnych ogródkach działkowych oraz zielonych terenach Tempelhofer Feld pasuje jak ulał. napijecie się tutaj win wybranych przez właścicielkę (głównie naturalnych lub od małych producentów) , zjecie też drobne dania w stylu neo-bistro. A w głośnikach muzyka z winyli.

Palsta
Oderstraße 52
http://www.palstawinebar.com

Na kolację

Nobelhart & Schmutzig

Wybranie tego miejsca na pierwsza kolacje w Berlinie to jak trzęsienie ziemi u Hitchcocka. To kuchnia, która stoi produktem – produktem, który ma miejsce pochodzenia, człowieka, który za nim stoi oraz historię. Nieskomplikowane dania hołdują zasadzie “jeśli masz coś świetnego, po prostu tego nie zepsuj”. Takich szparagów, jak w N&Sch nie zjadłam nigdzie wczesniej i obawiam się, że nie zjem jeszcze długo. Białe, kruche, pozbawione włókien, o strukturze, z która wcęsniej sie nie spotkałam; podrasowane jedynie olejem lnianym i piklowanymi kwiatami czarnego bzu. I tak dalej. Za miejscem stoi zgrane kombo Billy’ego Wagnera oraz Mishy Schaefera, idealnie uzupełniającego się duetu sommeliera/frontmana i chefa kuchni. Obu bardzo zależy na wykorzystywaniu lokalnych produktów oraz promowania takiego podejścia do gotowania i jedzenia , czego efektem jest np. inicjatywa die Gemeinschaft, w ramach której berlińscy szefowie kuchni mogą wspólnie zamawiać  składniki od okolicznych producentów. Więcej o Nobelhart Schmutzig w osobnym wpisie. Ale zdjęć nie oczekujcie – w restauracji telefony i aparaty zostają w torbach!

Nobelhart & Schmutzig
Friedrichstraße 218
www.nobelhartundschmutzig.com

Mrs Robinson

Miejsce, które zaczynało jako wine bar z winami naturalnymi, a wyewoluowało w neobistro z kuchnia oparta o lokalnie pozyskiwane składniki. Zresztą to właśnie orae oraz bliższa praca z producentami była motorem ewolucji, jakie Pani Robinson zdążyła przejść w sumie krótkim czasie swojego istnienia. Mimo, że menu opiera się na tym, co lokalne i sezonowe, nadal naznaczona jest japońskimi inklinacjami szefa kuchni, który sam robi misa czy koji. U nas na stole pojawiły się dzikie ostrygi z sake i jusem z kurczaka , szparagi z marynowanym rabarbarem  i różaną kombuczą (super), a wreszcie szpadki z kawałkami ośmiornicy poprzetykanymi wołowym tłuszczem, dosmaczone na finał wędzoną papryką oraz jogurtem, które skradły serce Magdzie.

Mrs Robinson
Papellealle 2

www.mrsrobinsons.de

Barra Berlin

Wybrałam się tu na ostatnią kolację w Berrinia i była to idealna kropka nad i wyjazdu.  Założona przez grupkę znajomych knajpka jest wzorcem nieformalnego, luźnego bistra z nowoczesną, nieprzekombinowana kuchnią, świetnymi winami i jeszcze lepszym vibe’m. Przeleciałyśmy we trzy pół karty – zaczynając od domowej focacci (wyłom od mody na chleb na zakwasie;-)  i dzikich ostryg z Holandii, przez szparagi z kozim serem i trybulą, sałatkę z kalarepki, jabłka i młodych orzechów czy ceviche, dobijając się z łakomstwa musem czekoladowym z lodami kardamonowymi. Ach, no i jeszcze tutejsze pici, które jest rolowane kolektywnie przez ekipę na jednym z jadalnianych stołów. Miejsce do wracania!

Barra Berlin
Okerstrasse 2
https://www.barraberlin.com/

Coda *

Wyjątkowe miejsce, które pierwotnie było koktajlbarem z wyrafinowanymi deserami, a obecnie funkcjonuje jako pełnoprawna restauracja, w której menu opiera się na daniach inspirowanych sztuką cukierniczą. Przeciekawe doswiadczenie, gdzieś tam w sercu spełniające dziecięce marzenie, by jeść tylko to, co słodkie – choć w rzeczywistości w menu pojawiają się jak najbardziej wytrawne dania. Szerzej o Codzie – w osobnym wpisie.

Coda BAR
Friedelstraße 47

Na lody

Jones Ice Cream

Miejsce polecone przez nie byle kogo, bo szefa kuchni restauracji Coda, mistrza w dziedzinie deserów i słodkich dań  – Rene Franka. I faktycznie – w dziesiątkę. Do wyboru kilkanaście smaków lodów mlecznych oraz sorbetów, które można zamawiać w papierowych kubeczkach lub robionych na miejscu słodkich wafelkach, idealnie wypieczonych i maślanych w smaku. Próba wanilii oraz lodów sernikowych zdana na pięć z plusem.

Jones Ice Cream
Goltzstraße 3
http://www.jonesicecream.com

Na zakupy (i jedzenie)

Markethalle Neun

Hala targowa na kreuzbergu, która kilka lat temu zyskała nowe oblicze i lokatorów. Szczególnie warto wybrać się tutaj  w weekend, gdy wystawia się najwięcej sprzedawców, w tym lokalnych producentów. Hali, którą zwiedziłam w towarzystwie chyba najlepszego berlińskiego gastro-przewodnika i twórcy Berlin Food Stories, Pera Meurlinga  poświęcę osobny wpis.

Markthalle Neun
Eisenbahnstraße 42/43
http://www.markthalleneun.de

Na plener

Thai Park

Nie jest to odkrycie, a już chyba jedna z ważniejszych i obligatoryjnych atrakcji gastro-turystycznych Berlina.

Thai Park Markt
Pommersche Str. 11
http://www.facebook.com/thaiparkberlin/

Jak się poruszac po mieście?

Cyba najwygodnijeszą formą dotrcia do Berlina (i najbardziej eko) jest pociąg. Eurocity z Warszawy do Belrina jedzie 6 godzin, a w centrummiasta ladujecie w sam raz na obiad. Pro tip: warto polować na bilety w promocyjnej cenie, dostępne np. w kasach międzynarodowych na dworcu.
Belrin jest dobrze skomunikowany siecią metra, tramwajów i autobusów, więc jeśli planujecie w spędzić w mieście kilka dni, warto wyposażyć się w kartę Berlin Card – w cenie 34 Euro mamy nieograniczone przejazdy po mieście (przez 4 dni), a także darmowe wejścia do wybranych muzeów oraz zniżki.

Gdzie spać?

Hotel Oderberger Berlin

Butikowy hotel na Prenzlauerbergu, znajdujący się w dawnych termach, które przepięknie zaadaptowano na nowe potrzeby. Duże pokoje  z widokiem albo na ciche podwórko lub równie kameralną, zadrzewioną uliczkę. Dogodnie ulokowany, pięć minut spacerem do metra (a po drodze jeszcze piekarnia Zeit Fur Brot), dwie minuty od kawiarni Bonanzy, z parkingiem na samochody gości (25 euro/doba) oraz rowerami do wypożyczenia.
Właściciele postanowili nie zrywać zupełnie z przeszłością, zachowując imponujący basen, przywołujący na myśl łaźnie znane z Budapesztu oraz sauny (ciekawostka – basen ma dwa oblicza; czasem zakrywany i zamienia się wówczas w sale konferencyjna lub balową)
Zachwyciło mnie tutejsze śniadanie, bazujące na lokalnych produktach, od niemieckich serów, przez miejski, berliński miód, soki z dodatkiem superfoods czy wreszcie po berliński sekt, czekający w coolerach na ranne ptaszki. A do tego stacja z goframi (też bezglutenowymi), mnóstwo owoców, świeżych warzyw , różnego rodzaju pikli czy sosów.
Wszystko to w postindustrialnych wnętrzach dwupoziomowej sali restauracyjnej, pozwalającej na znalezienie własnego kącika i rozkoszowanie się swoim śniadaniem przy porannej prasie.

Hotel Oderberger Berlin
Oderberger Strasse 57
www.hotel-oderberger.berlin

Spodobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi na Facebooku i Twitterze!
Nie zapomnij też polubić MintaEats na Facebooku oraz Instagramie – znajdziesz tam więcej pomysłów na podróże oraz adresy najsmaczniejszych miejsc w Polsce i zagranicą!

Jeden komentarz Dodaj własny

  1. CookUp pisze:

    Sam wstęp Twojego posta sprawia, że robimy się głodni. Głodni podróży i głodni poznawania dobrych rzeczy. Twój przegląd to taki „fingerlicking good”, a że mamy lato to chyba czas spakować plecaki. 😉

    Polubienie

Odpowiedz na CookUp Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.