Bolzano (i okolice): co i gdzie zjeść

Miłość do Południowego Tyrolu wzynawałam tutaj już kilka razy – nie tylko ze względu na świetne warunki do uprawiania zimowych sportów, ale także jedzenie, którym te zimowe wyprawy można sobie umilić.
O ile w zimie kuszą południowotyrolskie stoki, tak w lecie turystów przyciągają trasy wycieczkowe, winnice, agroturystyki położone na nizinach czy wreszcie Bolzano – największe miasto i stolica prowincji (największe, co oznacza, że liczy ok. 120 tys. mieszkańców).
Co i gdzie zjeść w Bolzano oraz w okolicy ? Oto krótki (ale mam nadzieję sycący) przewodnik.

Bolzano

Fishbank

Czyli, w wolnym tłumaczeniu, stoisko rybne czy stół z rybami. To popularna i niezwykle malownicza knajpka, w sezonie działająca raczej na chodniku, niż w pomieszczeniu. Rozpoznacie ją pewnie już z daleka, po kolorowych parasolach oraz pstrokatych tabliczkach z różnymi życiowymi „mądrościami” za trzy grosze. Za tytułowymi stołami (oryginalne, marmurowe stoły, z których kiedyś sprzedawano ryby) ujrzycie pewnie charyzmatycznego właściciela – Cobo – o sumiastych, srebrzystych wąsach, w panamie oraz z fajką w ustach, polewającego kolejne Veneziana czy Huga. Zamówcie – w końcu to Południowy Tyrol! – to drugie, albo kieliszek kernera czy schivy, a pod niego bruschettę, którą odmieniono tutaj chyba przez wszelkie możliwe przypadki. Uwaga, choć zazwyczaj bruschetty kojarzą się jako filuterne grzaneczki, tutaj mają formę pokaźnych kromek stostowanego pieczywa, więc jedna porcja spokojnie wystarczy za lekki obiad czy kolację.

Fischbank, Via Dr. Josef Streiter 28,

Gelateria artigianale – Eisdiele by Nicolas

Bardzo dobre lody, kropka. A na pewno najlepsze zjedzone w Bolzano (choć przyznaję, że nie przejedliśmy wszystkich lodziarni). Polecam zwłaszcza wszelkie orzechowe – z orzechów włoskich, z włoskich z figą, z orzechów laskowych czy pistacjowe. Te ostatnie, o złoto-zielonym kolorze, miały wyraźnie wyczuwalny posmak prażonych orzeszków. Ostrzegam, może się okazać, że jedna gałka to za mało, więc od razu poproście o dwie!
Gelateria artigianale- Eisdiele by Nicolas, Piazza delle Erbe 7

Eccetera

Ponieważ wspomniany wyżej lokalik nie działa w niedzielę, gdyby ochota na lody zastała was w właśnie siódmego dnia tygodnia, podrzucam drugi adres. Jest tu może dla mnie ciut niżej od Nicolasa, ale też dobrze. Specjalnością tej lodziarni jest sorbet z kwiatów czarnego bzu, więc jeśli lubicie ten smak, wybór jest oczywisty.

Eccetera, Via dei Grappoli 23

Panneteria Grandi

Jedną z rzeczy, których trzeba spróbować w Południowym tyrolu jest schuttlebrot, czyli chrupiący chlebek o strukturze pumeksu (tak, wiem, że nie brzmi to apetycznie) z kminkiem, który kiedyś sprawdzał się jako prowiant pasterzy oraz górskich wędrowców. To też obowiązkowy element “marende” czyli popołudniowego posiłku składającego się z sera i wędlin. Inne lokalne pieczywo – idealne dla łagodniejszych podniebień – nazywa się pusterer breatl i ma postać niewielkich (ok. 12 cm średnicy) spłaszczonych bułeczek wypiekanych z ciemnej mąki. By zaopatrzyć się w jedne i drugie, udajcie się do piekarni Grandi, gdzie obok bardziej międzynarodowych wypieków kupicie także regionalne specjalności.

Panneteria Grandi, Via dei Bottai 18

Hotel Laurin

Przepiękny, historyczny hotel – taki, w którym od razu spodziewacie się dam w koktajlowych sukniach, Herculesa Poirota czytającego w lobby gazetę, ewentualnie zimnych nóżek wystających spod fortepianu. Nie trzeba być ani Herculesem, ani gościem hotelu, by skorzystać z jednej z jego atrakcji, jaką niewątpliwie jest bar w ogrodzie W lecie, między drzewa wychodzą także stoliki restauracji (którą zawiaduje szef kuchni o południowo-tyrolsko-sycylijskich korzeniach, czego skutkiem są śródziemnomorskie akcenty w karcie lub całe specjalne wkładki. My trafilismy np. na tydzień z owocami morza i rybami (a ja – na zupełnie przyzwoity makaron z langustynkami i sosem na bazie bisque).

OKOLICE

Panholzer

Stosunkowo nowa restauracja, prowadzona przez małżeństwo Martinę i Daniela. Ona zajmuje się winem, on – kuchnią. Tę ostatnią należałoby zakwalifikować jako nowoczesna kuchnie południowotyrolską (ze śródziemnomorskimi akcentami postulowanymi – jak zdradza właścicielka – przez część gości, którzy prócz lokalnych pstrągów czy sandaczy chcieliby czasem zjeść doradę czy kałamarnice:-). Mi serce skradło risotto dosmaczone olejem z pędów sosny – nie przearomatyzowane, idealnie kremowe, z ziarenkami strzelającymi pod zębami. Oryginalne w smaku danie wykończono delikatnym kozim twarożkiem oraz świeżymi czereśniami – połączenie mało oczywiste, ale jak się okazało świetnie się harmonizujące. Do tego karta win, w której znajdziecie naprawdę ciekawe butelki z okolicy, w tym pozycje z biodynamicznej winnicy Mannicor, która jest dosłownie za płotem. Pro tip: w lecie restauracja otwiera ogród z widokiem na zbocza okolicznych gór – widok za milion. Warto!

Panholzer, S. Giuseppe al Lago, 8, 39052 Caldaro sulla Strada del Vino
http://panholzer.it/

Zum Loewen

Jednogwiazdkowa restauracja , której (od 32 lat!) kieruje Anna Matscher, jedyna w Południowym Tyrolu szefowa kuchni wyróżniona gwiazdką przez inspektorów Michelina. Zum Loewen to przedsięwzięcie rodzinne – Annę wspierają mąż oraz córka, którzy zawiadują piwnicą win oraz salą na której podejmowani są goście. Sam lokal zajmuje pomieszczenia po starej, działającej tu przez wieki gospody oraz patio zamknięte szklanym dachem. Menu szefowej kuchni to “lżejsza” klasyka- zamiast potężnych sosów oraz kilogramów masła, Anna sięga raczej po oliwę oraz zioła, które – podobnie jak większą część warzyw – pozyskuje z własnego ogrodu, znajdującego się kilka minut drogi od miasteczka. Risotto z pomidorami na trzy sposoby oraz towarzyszące mu lody na bazie pieczonego bakłażana (!), bazylii oraz sera Almkaese były idealnym zwieńczeniem przejażdżki do restauracyjnego warzywnika o na długo zapadną mi w pamięć (podobnie jak niepozorny, twarogowy knedelek z morelami, bardzo domowy i ciepły, kończący cały posiłek)

Zum Loewen, 39010 Tisens
www.zumloewen.it

Weingut Elena Walch 

Elena Walch to jedno z najsłynniejszych winiarskich nazwisk w rejonie a także jedna z osób stojących za rewolucją jakościową win z Południowego Tyrolu. Wżeniona w rodzine winiarzy Elena postanowiła w pewnym momencie dokonać mocnych zmian w tym, co i jak jest winifikowane, co znalazło odzwierciedlenie na etykiecie. Obecnie winnica zajmują się jej dwie córki, choć mama wciąż jest zaangażowana w kluczowe decyzje dotyczące roczników oraz sprzedaży.Na pewno jest to historia i wina, które warto poznać. A najlepiej w posiadłości Leżącej przy jednej z parceli zarządzanych przez Elenę Walch – Castel Ringberg. To piękny jak cacuszko niewielki pałacyk, w którym działa niewielkie bistro serwujące świetnej jakości lokalne wędliny oraz unikalne gatunki serów od małych producentów. Degustację można połączyć z spacerem po winnicy z przewodnikiem (po wcześniejszym umówieniu), który da okazję do przekonania się na własne oczy, w jakich warunkach rosną winogrona i jak wpływa to na walory owoców.

Ostaria al Castello,  Castel Ringberg, San Giuseppe al Lago 1, 39052 Caldaro
http://www.elenawalch.com

Affineur DEGUST

By zrozumieć , czym jest to miejsce, trzeba wyjaść pierwszy człon nazwy, czyli „affineur”. Tym mianem określa się osoby zajmujące się wyszukiwaniem, selekcja oraz dojrzewaniem serów. na taki pomysł wpadł założyciel tego nietypowego (jak na region stojący produkcją mleka oraz serów) biznesu, eks-chef, któremu brakowało ciekawych, ale lokalnych serów. Zamiast porywac się na ich robienie, zaczął wyszukiwac tcyh najlepszych serowarów, kupowac młode sery i samodzielnie je wykańczac, a to szczepiąc pleśnią, a to zawijając w liście winorosli lub ziół, macerować w winogronach, konserwować w wosku lub popiele, a nawet – płatkach złota. W sumie w katalogu znajdziecie ponad 200 różnych serów (i ostrzegam, wszystkie będziecie chcieli kupić!). W niewielkim sklepiku, który zajduje się w niepozornej części Bressanone, nie tylko te sery kupicie, ale też ich spróbujecie pod fachowym przewodnictwem obsługi (czyli zazwyczaj żony lub córki założyciela).

2 komentarze Dodaj własny

  1. Monika pisze:

    Super artykuł! Jaka szkoda że wszystkowiedzacy Google podpowiedział mi o tym dwa dni po opuszczeniu Bolzano i okolic! Zapisuję na przyszłość.

    Polubienie

    1. to trzeba za rok znowu jechać;-D

      Polubienie

Odpowiedz na Monika Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.