Winem po Dolnym Śląsku. 5 winnic, które musisz odwiedzić

W jedzeniu najbardziej interesują mnie ludzie.

I chyba właściwie przez ludzi zaczęłam interesować się winem. Kto je robi, dlaczego się tym zajął, czego sam szuka w winie i co chce nam przekazać, jakie chce w nim zawrzeć emocje.

 A jeśli tym winem jest wino polskie wino to ta opowieść interesuje jeszcze bardziej.  Bo kto właściwie porywa się na taki szalony pomysł, by w kraju, który z winem zupełnie się nie kojarzy zacząć je robić? W dodatku często wywracając dla niego swoje życie do góry nogami. Tych historii nie ma na etykietach butelek, czasem może szepnie coś z nich sommelier, i tyle. Najlepiej poznać je u źródeł.


Ja tak zrobiłam podczas pewnego wrześniowego weekendu. Spakowałam aparat, kalosze, Kubę – świetnego operatora i ruszyłam na  rodzinny Dolny Śląsk, który jest jednym z wiodących regionów winiarskich w Polsce. Na cel wzięłam pięć winnic należących do Dolnośląskiego Szlaku Piwa i Wina – inicjatywy mającej na celu promocję enoturystyki (czyli – turystyki winiarskiej), małych, lokalnych manufaktur, ale też odkrywania regionu – jego geografii i historii –  nieco innego punktu widzenia.  Na moim szlaku znalazły się Winnica Jakubów, Winnica Moderna, Winnica Silesian, Winnica Agat i 55-100

Każda z winnic jest inna – ma inną genezę, leży w innym zakątku regionu, specjalizuje się w innych winach. Prowadzą je rodziny, przyjaciele, małżeństwa. To, co ich łączy to olbrzymia pasja do tego, co robią – oraz nieustanna chęć doskonalenia i rozwoju. Ten mega drive, sprawiający, że serce rośnie.

Co ma Dolny Śląsk do wina? Sprzyja temu klimat – to taki “biegun ciepła” w Polsce, łagodne pagórki zapewniające dobre nasłonecznienie winorośli ale też chroniące je przed przymrozkami (przypominajka z lekcji fizyki z podstawówki – zimne powietrze zwykle spływa “w dół”, z pagórków w doliny), zróżnicowane gleby.  Oczywiście to także  – wynikająca z uwarunkowań terroir spuścizna, bo historia winiarstwa na tych terenach liczy sobie kilkaset lat, czego dowodem są choćby nazwy widniejące na starych mapach, takie jak np. Winna Góra.

Ale to też – a może przede wszystkim –  ludzie, łączący w sobie cechy szalonych wizjonerów i pasjonatów oraz gotowość do ciężkiej pracy. Każda z wybranych winnic jest inna – jest gdzie indziej położona, ma inna genezę, 

Przypomnijcie sobie swoje wakacje we Włoszech czy we Francji i wycieczki do winnicy, degustacje w cieniu winorośli, spacery między szpalerami krzewów. I to, z jakimi emocjami po powrocie do domu opowiadaliście o tych wycieczkach i spotkaniach z winiarzami swoim znajomym, pewnie przy okazji degustując przywiezioną z wakacji butelkę.A dlaczego te wycieczki nie miałyby się odbywać po Polsce. Tym bardziej, że dzięki takim inicjatywom jak Dolnośląski Szlak Wina i Piwa oraz gotowych do przyjmowania gości winiarzy, wiadomo gdzie jechać i że jest po co (warto jedynie zapowiedzieć się z wizytą,bo jednak winnica to absorbująca praca;-). Zatem jedziemy!

WINNICA AGAT. PRZYRODA.

Kraina Wygasłych Wulkanów – już samo to hasło brzmi na tyle magicznie, ze chce się ruszyć w podróż. A najlepiej ruszyć do Sokołowska na Pogórzu Kaczawskim. To niewielkie miasteczko, ukryte między łagodnymi pagórkami. A na jednym z tych pagórków jest winnica.

Spotykam  Marcina Kucharskiego, choć – jak przyznaje na wstępie – winnice założyła jego mama. Nazwa pochodzi od agatu – kamienia półszlachetnego charakteryzującego się niemalże malarskimi wzorami. – To jedyne miejsce w Polsce, gdzie można je znaleźć dosłownie na polu – mówi Marcin. Minerały były też drugą pasją mamy Marcina, więc nazwa przyszła w naturalny sposób.

Winnica Agat w Sokołowsku

Zaczęło się od kilkuset krzewów, nasadzonych żeby zrobić wino na własne potrzeby. Z czasem jednak prywatne hobby przerodziło się w większy – choć wciąż kameralny – projekt (choć z 2 hektarów obecnie wino produkuje się póki co z jednego z hektara, który daje rocznie około 4 tysięcy butelek.). Dzisiaj na czele winnicy stoi Marcin, który odziedziczył ją po swojej mamie, zamieniając miasto na malownicze wzgórza.

-Trudno produkować wino bez pasji. I może dlatego daje mi to tyle radości. Nie robimy wina na skalę przemysłową, znam każdy zakątek winnicy, każda butelka przechodzi przez moje ręce. Ale też dzięki tej skali możemy się tym winem bawić, szukać nowych smaków, kierunków. To mnie w tym najbardziej kręci – to, że wino jest twórcze, a nie odtwórcze. Że za każdym razem robi się je niemal na nowo. – mówi.

Przy winnicy działa agroturystyka z kuchnią opartą na regionalnych składnikach, regularnie odbywają się tutaj kulinarno-winiarskie pikniki z cyklu “Żarwino”. Przyjeżdżając można nie tylko spróbować wina, ale też wybrać się na mineralogiczny spacer z wykwalifikowanym przewodnikiem. Ale ja najchętniej bym po prostu siedziała na ławeczce ukrytej między brzozami na szczycie wzgórza porośniętego winogronami, z kieliszkiem tutejszego Johannitera.

Winnica Agat
Sokołowiec 113, 59-540 Sokołowiec,
www.winniaagat.pl

WINNICA JAKUBÓW. RZEMIOSŁO I ARTYZM.

– Zawsze lubiłem “robić”, realizowałem się w rzemiośle – niezależnie, czy było to pszczelarstwo, czy tworzenie łuków – przyznaje mi Michał Pajdosz. Szczerze – cieszę się, że jednak robi wino.

Michał wszedł w świat wina nieco z przypadku – winnicę w Jakubowie założył jego ojciec, jako formę hobby równoważącego pracę w lokalnej hucie oraz odskocznię od życia w mieście. Niestety, w roku, gdy w winnicy miały się odbyć pierwsze zbiory, ojciec Michała zmarł – a on sam musiał nagle przejąć całość obowiązków. Miał wtedy zaledwie dwadzieścia kilka lat.

Oraz, jak się okazało, naturalny talent do winiarstwa.  Premierowe butelki z Jakubowa zostały nie tylko zauważone, ale i docenione, a dzisiaj kolejne roczniki wina są wypatrywane przez amatorów polskiego wina z wypiekami na twarzy i niecierpliwością godną dziecka czekajacego na Gwiazdkę.
Jednak mimo tych laurów i sukcesów to, co bije od progu przekroczenia furtki do ogrodu Pajdoszów to …pokora. I entuzjazm do tego, co się tutaj robi – oraz popychający do tego, bo robić lepiej i bardziej. Na dzień dobry wita mnie mały warzywnik oraz skrzynki butelek czekających na napełnienie. Gdzieś  obok dwie sprowadzone  z Gruzji ręcznie robione kvevri czyli gliniane amfory, w których będzie dojrzewać wino. Za obecną winiarnią – rusztowania sygnalizujące powstanie nowej piwniczki. 

Winnica Jakubów

-Staramy się robić wina, które smakują przede wszystkim nam, ale jednocześnie pamiętamy, że piją je także inny. I wydaje mi się, że tylko gdy winiarz naprawde lubi swoje wino, to jest w stanie o nim prawdziwie opowiadać innym i je szczerze promować.

Jak mówi, wino leży na skraju wielu światów i można je na różny sposób przedstawiać. – Można do niego podejść stricte technologicznie, a można przyjechać do nas, do winiarni. Poznać ludzi, którzy je robią. Przejść się na spacer na skraj miasteczka, za las, na pagórki, na których znajdują się nasze winnice. Odwiedzić ruiny XVII wiecznego zamku czy pięknie odrestaurowany kościół św. Jakuba Apostoła, z którego można zejść do niewielkiego wąwozu, w którym bije źródło z krystaliczną woda. Mam wrażenie, że dopiero wtedy degustujemy wino w pełni – gdy poznamy osobę, która za tym winem stoi, kiedy poczujemy zapach powietrza w winnicy.

Winiarnia w Jakubowie
Musiaki z Jakubówa – moje ulubione

-W tym całym biznesie kręci mnie najbardziej aspekt rzemiosła. Bo w moim odczuciu rzemiosło daje pole do artyzmu, do kreacji. I chcę winem opowiadać właśnie o nim i jak za pomocą naturalnych procesów można z owoców wykreować różne smaki czy doznania. Robimy dwa różne hibernale – każdy smakuje zupełnie inaczej. Ale na tych dwóch interpretacjach temat się nie wyczerpuje. I to jest w winiarstwie prawdziwie fascynujące. – dodaje. 

Pierwsze wino, jakie w swoim życiu zrobił Michał, do razu trafiło do sprzedaży. Kolejne roczniki spod jego ręki przyniosły mu przydomek “króla hibernala”. Hibernal to jeden z tzw. szczepów hybrydowych, jak sugeruje nazwa – odporny na mróz.Surowe, zerwane z krzaka owoce hibernala mają piękny, świeży aromat, pobrzmiewają w tle tropikalnymi owocami – słodkimi, ale rześkimi. Jednak właśnie ta świeżość i subtelna owocowość – przynajmniej w mojej opinii – w hibernal bardzo łatwo utracić, gdy robi się z niego wino. Ale Michał umie ją zachować. Tytuł zasłużony.|
Michał wyznaje zasadę, że mniej, znaczy więcej. A to „mniej” oznacza w jego przypadku mniejsze ingerencje w to, co dzieje się z winem w winiarni.  – Do tego punktu dochodzę z perspektywy osoby, która już poznała dobrze winiarstwo konwencjonalne i teraz jestem na etapie wyłączania kolejnych owoców cywilizacji w winiarni. I okazuje się, że nie oznacza to straty na jakości. – mówi.

Winnica Jakubów
Jakubów 14, 59-160 Jakubów
https://www.instagram.com/winnicajakubow

Winnica Moderna. Mój Wrocław.

Nie powinno się oceniać wina po etykiecie. Ale w przypadku Winnicy Moderna zaczęło się właśnie od etykiety. Na pierwszym, jakie wpadło w moje ręce była Iglica – jeden z symboli mojego rodzinnego Wrocławia. Na innym – lotniczy rys osiedla Maślice,  dokładnie te same domy, w których wychowała się moja mama. Bo można zabraccczłowieka z Wrocławia, ale nie da się zabrać wrocławia z człowieka. oraz sentymentu dla tamtejszej architektury, w szczególności modernistycznych perełek. 
-Winnica nazywa się Moderna, bo jesteśmy psychofanami architektury modernistycznej – wyjaśnia mi Nestor Kościański, twórca jednej z kilku winnicy znajdujących się w rejonie Wzgórz Trzebnickich, kilkanaście kilometrów na północ od Wrocławia. 

Jak przyznaje, jego pasja do wina rozwijała się latami. – Gdybym miał odpowiedzieć jednym zdaniem, dlaczego założyliśmy winnicę, to dlatego, że zaczęliśmy pić wino – żartuje. – To była ewolucja, od picia” po prostu”, do picia bardziej świadomego, zgłębienia świata wina. I z czasem pojawiła  się myśl, że zamiast być konsumentami, może kiedyś moglibyśmy też zostać jego wytwórcami. W końcu udało się nam kupić ziemię  posadziliśmy winnice – a nasze lotne marzenia nabrały bardziej realnych kształtów. z bankowca zostałem winiarzem. 

Wybrali Wzgórza Trzebnickie – Wino czuje się tu bardzo dobrze. Nasza winnica znajduje się na łagodnych pagórkach, na podłożu lessowym, które dobrze trzyma wilgoć. Gdybyśmy mieli szukać miejsc o podobnych warunkach, to moglibyśmy ruszyć na północ Austrii albo gdzieś do Włoch – opowiada i dodaje, że najstarsze wzmianki o istnieniu winnic na Wzgórzach pochodzą z XIII wieku. 

W winnym projekcie spotkały się dwie pasje – do wina i do architektury. Choć Nestor odgraża się,
że nie jest w tej dziedzinie ekspertem, to chodzący przewodnik po wrocławskiej modernie. – Uwielbiam te czyste formy, bez nadmiernej ornamentyki, bez rozdmuchania. – wyjaśnia. I takie są też jego wina – czyste, klarowne, lekkie, skupione, z dobrze zbudowaną kwasowością i minerlanością. Trzymajace się zasady jednego z ojców modernizmu, Ludwiga Miesa van der Rohe, że “mniej znaczy więcej”.

Fascynacja architekturą znalazła swoją emanację w etykietach. – Są proste, zredukowane, minimalistyczne, jak etykiety z tamtych czasów. Na każdej uwieczniliśmy jakiś wrocławski budynek, który wydaje mi się wyjątkowy, ale  sięgamy i do modernizmu międzywojennego, ale i modernizmu powojennego – mówi Kościański.  W efekcie sięgając po butelki Moderny można odbyć podróż przez Wrocław i odkryć jego sekrety. – Wybór jest zupełnie subiektywny – po prostu budynek musi nam się podobać, muszą się wiązać z nim jakieś emocje. Tak jest choćby z  naszym Chardonnay, na którym widnieje rycina dawnego terminalu lotniczego na Gądowie. Kiedyś mieszkaliśmy w tej części miasta i właśnie ten budynek mijałem niemal codziennie w drodze do pracy. Wtedy był dość zaniedbany, ale kilka lat temu został odnowiony i złapał nowy blask, zachwyca krągłościami charakterystycznymi dla tamtych czasów – wyjaśnia.

Winnica Moderna
Krakowiany, 55-095 Długołęka

WINNICA SILESIAN – RODZINA

Gdybym mieszkała we Wrocławiu, pewnie jeździłbym tam co weekend – bo bagieniec, w którym znajduje się Winnica Silesian, jest położony niecałą godzinę drogi (w dodatku dość malowniczej) od Stolicy Dolnego Śląska. To jedna z najmłodszych – a jednocześnie największych winnic w regionie. Pierwsze krzaki posadzono tu w 2016 roku – ba, od razu nasadzono ich 11 hektarów! W porównaniu z zagranicznymi winnicami może nie wydaje się to wiele, ale trzeba pamiętać, że średnią wielkość polskiej winnicy to 1,5 czy 2 hektary. Zatem, w skrócie, tutaj postanowiono pójść szeroko. 

Winnica Silesian

Tak naprawdę postanowił to Jarosław Mazurek, spiritus movens całego przedsięwzięcia. Rodzina Mazurków od pokoleń zajmuje się rolnictwem, m.in. uprawą warzyw na nasiona, ale także z profesjonalną hodowlą koni. Do koni zresztą w tej historii będę wracać jeszcze kilka razy w tej opowieści. Na razie wrócimy do Jarosława, który szukając nowych dróg w agrokulturze, a jednocześnie pomysłu na rozwinięcie gospodarstwa tak, by coś dla siebie znalazły w nim jego córki, Sonia i Maria, zainteresował się winiarstwem. Zainteresował się na tyle na poważnie, że zapisał się do akademii winiarskiej w Jaśle. Wkrótce pod Bagieńcem pojawiła się 11 hektarowa winnica. Postawiono głównie na tzw. szczepy hybrydowe, czyli nowe odmiany winorośli wyhodowane specjalnie po to, by znosiły trudniejsze warunki pogodowe (np. były bardziej odporne na mróz) ale też na choroby, m.in. Johannitera, Seyval Blanc czy regenta, ale też Rieslinga czy niezwykle rzadkiego Rotter Rieslinga, z którego powstaje jedno z najbardziej znanych (i docenionych tutejszych win), o pięknym rudo-złocistym kolorze.


Właśnie to było pierwsze wino z Silesiana jakiego próbowałam – niezwykle esencjonalne, jesienne w kolorze ale i w smaku, mocno zbudowane, z delikatnym posmakiem suszonych cytrusów i moreli. Na etykiecie widniał tarantowaty koń oraz trzymający go za uzdę mały chłopiec – mający ledwie kilka lat brat założyciela Silesiana, Piotr Mazurek, który jako mały chłopiec jeździł na oklep na swojej klaczce po okolicznych pastwiskach. Kolejne etykiety to kolejni członkowie rodziny, często właśnie w towarzystwie koni. Babcia Ludwika na Róży, dziadek Paweł z klaczą Agatą i tak dalej. Choć obecnie konie to domena innej odnogi rodziny Mazurków, część zabudowań gospodarstwa, w którym znajduje się winiarnia zajmują wykorzystywane wciąż stajnie, a ciszę podwórka przerywa czasem rżenie koni.

W Silesianie winem zajmuje się cała rodzina. Jerzy, czyli ojciec, zajmuje się prowadzeniem winnicy, przeprowadza wszystkie zabiegi pielęgnacyjne. Mama, Wioletta, prowadzi na terenie winnicy Spichlerz Kultury, która skupia wielu artystów partycypujących w imprezach odbywających się na jej terenie. Esben, mąż starszej z córek, Soniii, jest winemakerem, tzn. zajmuje się produkcją wina. Sonia oraz Maria zajmują się sprzedażą, promocją, kontaktem z restauracjami oraz organizacją wydarzeń. O ile Maria od dziecka odgrażała się, że będzie rolniczką (co budziło szczere zdziwienie jej kolegów w gimnazjum) , tak Sonia pracowała przy produkcji filmowej. Z czasem jednak poczuła, że życie w Londynie ją męczy, że brakuje jej przyrody – dlatego wróciła. – Pracy jest bardzo dużo, ale my chyba potrzebujemy cały czas coś robić. Mamy to w genach. – żartuje Marysia. Ale jest też dużo zabawy, bo regularnie w Bagieńcu odbywają się pikniki, winne kolonie dla dorosłych, koncerty. Pretekstów do wizyty nie brakuje.

Maria i Sonia Mazurek

WINNICA 55-100. PRZYJACIELE.

Do Rzepotowic przyjeżdżam na zachód słońca, które powoli schodzi nad pagórki otaczające od południa Wrocław. Na werandzie niewielkiej kawiarni czekają leżaki z nadrukowanym “55-100” – kodem Rzepotowic, ale i nazwą winnicy, założonej przez Tomasza i Doriana. Po całym dniu marzę, by usiąść na jednym z nich i nic nie robić – ewentualnie popijać tutejsze wino. Ale w końcu nie przyjechałam tu (wyłącznie) dla przyjemności, ale żeby zebrać materiał – przyjemność zostawiam Wam.

– Nasza pasja do wina zaczęła się od pasji do podróży, w szczególności od wypraw do Hiszpanii. Tam po raz pierwszy odwiedziliśmy winnice i winiarnie. To doświadczenie nas zmienia, a atmosfera, która mu towarzyszyła, widok, jak wino zbliża ludzi, jak jest pretekstem do rozmów – zupełnie urzekła. Potem była Portugalia i historia się powtórzyła. Kolejne destynacje wakacyjne wybieraliśmy już właśnie przez pryzmat wina, aby móc zobaczyć jak najwięcej winiarni, spotkać winiarzy, zobaczy, jak wino powstaje ale też go spróbować, by poszerzać swoje smakowe horyzonty. Siłą rzeczy zainteresowaliśmy się tym, jak to jest z winiarstwem w Polsce. I gdy okazało się, że tych winnic jest naprawdę sporo i że robią świetne wina, w głowie pojawił się pomysł, by może spróbować samemu i stworzyć własną winiarnię   – opowiada Dorian.

Do swoich marzeń podeszli jak zawodowcy – zaczęli mocno zgłębiać temat, czytać, odwiedzić winnice. – Tomasz jest wykładowcą na Uniwersytecie Przyrodniczym, wiec mielismy ułatwiony dostęp do wiedzy ale też winnicy doświadczalnej Uniwersytetu gdzie mogliśmy nie tylko poznać różne szczepy, ale też zdobywać pierwsze szlify jeśli chodzi o pielęgnację winogron, tłoczenia soku itd. A pozyskiwana wiedza  utwierdza nas, że chyba może się nam udać. 

Pierwsze winiarskie eksperymenty na własną rękę przeprowadzili korzystając z …winogron z babcinej działki, na stancji w Warszawie. – I oczywiście nie obyło się bez przygód. Gdy wino w szklanym gąsiorze zaczęło fermentować, przeciskające się przez rurkę gąsiora banieczki powietrza oraz ich regularne pykanie nie dawały mi zupełnie spać. Pewnej nocy wytargałem więc gąsior do przedpokoju. I byłoby lepiej gdyby…gąsior nie postanowił wybuchnąć.Okazało się, że przy przenosinach rurka się czymś zatkała, a fermentacja była na tyle intensywna, że szklana butla nie wytrzymała powstałego w jej wnętrzu ciśnienia – opowiada mi Dorian.  

Z pierwszym winem wystartowali w 2020 roku, co czyni 55-100 jedną z najmłodszych winnic na Dolnym Śląsku. Od początku Tomaszowi i Dorianowi zależy, by być otwartym na gości, by winnica tętniła życiem. Można się tu wybrać na wizytę połączona ze spacerem po winnicy, degustacją win oraz serów (wybitnych!) z okolicznej Sernicy Dolnośląskiej. Na razie gości podejmują w niewielkim budynku winiarni połączonym ze sklepikiem, choć w planach jest budowa większej przestrzeni przy samej winnicy.

-Od początku chcieliśmy stworzyć coś, co będzie nasze ale czym będziemy mogli dzielić się z innymi – podkreśla Dorian – Bardzo zależy nam na budowaniu całego przeżycia, na opowieści, na podzieleniu się naszą pasją a w końcu winem, które jest nasze od początku do końca – od posadzenia krzewów, po naklejanie etykietek. Wino scala, łączy ludzi. Spotykają się przy nim przyjaciele ale i tworzą nowe przyjaźnie. To nas najbardziej w tym wszystkim fascynuje. 

Rzepotowice 17
55-100 Rzepotowice
http://www.55100.pl

Wpis powstał w ramach kampanii promującej Dolnośląski Szlak Piwa i Wina we współpracy z Urzędem Marszałkowskim Województwa Dolnośląskiego.
Przedstawione opinie są niezależne oraz w pęłni osobiste.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.