Trójmiasto: gdzie jeść

GDAŃSK Drukarnia Cafe Tu zwykle wpadam na kawę, bo było to jedno z pierwszych, centralnie położonych miejsc,  w których można było się napić porządnego flat white’a czy cappuccino. Kawiarnia korzysta z ziaren z małych palarni z Polski i z zagranicy, w lecie poratuje Was solidnym cold brew, a w zimie – cappuccino. Do jedzenia owsiane…

Roślinna uczta w restauracji Gemyse

Długi stół w pełnej wonnych ziół i krzaków pomidorów szklarni, ukrytej w sercu zabytkowego parku, obfitorśc letnich warzyw i dwugwiazdkowy szef kuchni? Chyba sama bym nie mogła tego lepiej wymyślić.

Aarhus: co i gdzie zjeść

Północnoduńskie Aarhus może się pochwalić tytułem Europejskiej Stolicy Kultury 2017. A że kultura to też kulinaria, nie brak tu atrakcji dla tych, którzy prócz uciech dla ducha szukają też czegoś dla ciała i podniebienia. Gdzie na śniadanie, gdzie na lunch, gdzie kolację pod znakiem nowej kuchni nordyckiej? Oto mój krótki przewodnik po Aarhus i 10…

Lyon i lekcja u Paula Bocuse’a

Lyon to nie tylko masło, masło i pasztety w złocistych skorupkach z (maślanego) ciasta. To to też Paul Bocuse’a. A może – przede wszystkim. Nazywany papieżem gastronomii, Bocuse to żywa legenda sztuki kulinarnej. Jego nazwisko nosi statuetka, o którą co dwa lata walczą najlepsi szefowie kuchni z całego świata, a także mieszcząca się w Collonges…

Lyon: Bouchon i „mózg” przędzalnika

Tak, mózg przędzalnika. Tak w wolnym tłumaczeniu brzmiałaby nazwa jednego ze specjałów, bez którego nie mogłoby się chyba obejść menu żadnego porządnego, lyońskiego bouchon. Zanim przejdziemy do mózgu – o bouchon. Bouchon po francusku znaczy tyle, co korek*. Ale tym mianem przyjęło się też określać typowe, lyońskie lokale, tkwiące na gastronomicznym kontinuum gdzieś między restauracją…

Lyon: co i gdzie zjeść

Francja uchodzi za miejsce narodzin światowej kuchni. A jeśli tak jest, to Lyon niekwestionowanie jest tego świata pępkiem. Choć może dzisiaj nie jest w centrum uwagi, tak naprawdę to w Lyonie „wszystko się zaczęło”. Tutaj działały Kuchnie Matek, silnych kobiet, które w czasach rewolucji przemysłowej karmiły pracowników lyońskich przędzalni sycącą, domową kuchnią (ba, jedna z…

Tam i z powrotem: Dom na Wschodzie

Podczas podróży do Białowieży zatrzymalismy się w Domu na Wschodzie, uroczym, sielskim pensjonacie prowadzonym przez Marka i Asię. Miejsce znałam przez ich…chleb i powidła, których kiedyś spróbowałam u Zosi P. I wiedziałam, że jeśli ktoś robi dobry, uczciwy chleb, konfitury i domowe masło, to to musi być dobry adres.  – Długo myśleliśmy o agroturystyce, pierwotnie…

Tam i z powrotem: Puszcza Białowieska

Kilka lat temu, stojąc za kulisami TEDxWarsaw, słuchałam, jak Adam opowiada kilkuset osobom, jak wygląda las. Taki prawdziwy. A nie taki, jakim nam się zwykle on wydaje. Ze swojej zakuluarowej skrytki widziałam zdumione twarze osób zasiadających na widowni, wpatrujących się w zdjęcia prezentowane na kinowym ekranie, jakby właśnie zobaczyły nieznane wcześniej sobie zjawisko. A po…

Restobar Ogień: pop-up pod gwiazdami

Ich ścieżki przecinały się już wcześniej, w różnych konfiguracjach. I w końcu, podczas jednego z mityngów z wizyt w od pojawił się pomysł, by zrobić coś razem. To była ta pierwsza iskra.

Gourmet Fesztivál- smaczny powód, by jechać do Budapesztu

Z miejscami, które są blisko jest tak, że czasem jest do nich najdalej. Ja tak miałam z Budapesztem. Kusili znajomi, łatwość podróży, obiecujące smaki, będące solidnie przegryzionym mariażem cesarskiej obfitości, urodzajnego terroir oraz tradycji kultur, które zamieszkiwały brzegi Dunaju. Kapiącym czekoladą z orzechami, furmintem i gęsim tłuszczykiem. Jednak, przez lata nasze ścieżki nie chciały się…

Kolumbia: uczta na ulicy

Były wszędzie. Raczej mniejsze, niż większe. Trzymające się formy chyba siłą woli sprzedawcy. Na rogu, pod murkami, przy szkołach, przystankach, biurach. Jedzenie Choć byłam tu i tam, dopiero w Kolumbii po raz pierwszy zetknęłam się z prawdziwym bogactwem street foodu. Na własne potrzeby, podzieliłam je na trzy kategorie: napoje (czytaj: głównie kawa, ale nad morzem…

Kolumbia: tam, gdzie rosną złote owoce

Droga do celu nie była łatwa. Choć przejechałam w życiu niejedną trasę i wspięłam się samochodem na niejeden szczyt, to Andy postanowiły wystawić mnie na próbę wytrzymałości. W pewnym momencie, po minięciu kolejnego miasteczka, kierowca odbił w górę, by polną, niewidoczną na pierwszy rzut oka droga, wspiąć się na jeden z pagórków pokrytych z pozoru…