Restobar Ogień: pop-up pod gwiazdami

Ich ścieżki przecinały się już wcześniej, w różnych konfiguracjach. I w końcu, podczas jednego z mityngów z wizyt w od pojawił się pomysł, by zrobić coś razem. To była ta pierwsza iskra.

Gourmet Fesztivál- smaczny powód, by jechać do Budapesztu

Z miejscami, które są blisko jest tak, że czasem jest do nich najdalej. Ja tak miałam z Budapesztem. Kusili znajomi, łatwość podróży, obiecujące smaki, będące solidnie przegryzionym mariażem cesarskiej obfitości, urodzajnego terroir oraz tradycji kultur, które zamieszkiwały brzegi Dunaju. Kapiącym czekoladą z orzechami, furmintem i gęsim tłuszczykiem. Jednak, przez lata nasze ścieżki nie chciały się…

Kolumbia: uczta na ulicy

Były wszędzie. Raczej mniejsze, niż większe. Trzymające się formy chyba siłą woli sprzedawcy. Na rogu, pod murkami, przy szkołach, przystankach, biurach. Jedzenie Choć byłam tu i tam, dopiero w Kolumbii po raz pierwszy zetknęłam się z prawdziwym bogactwem street foodu. Na własne potrzeby, podzieliłam je na trzy kategorie: napoje (czytaj: głównie kawa, ale nad morzem…

Kolumbia: tam, gdzie rosną złote owoce

Droga do celu nie była łatwa. Choć przejechałam w życiu niejedną trasę i wspięłam się samochodem na niejeden szczyt, to Andy postanowiły wystawić mnie na próbę wytrzymałości. W pewnym momencie, po minięciu kolejnego miasteczka, kierowca odbił w górę, by polną, niewidoczną na pierwszy rzut oka droga, wspiąć się na jeden z pagórków pokrytych z pozoru…

Kolumbia: Na straganie w dzień targowy

Gdziekolwiek nie trafię, miejscem, które staram się odwiedzić, jest lokalny targ. By nacieszyć oczy, kubki smakowe, a przy okazji poznać kuchnię kraju przez jej składniki. Podpytuję sprzedawców, próbuję, patrzę, co inni wkładają do koszyków i idę w ich ślady. Nie inaczej musiało stać się w Bogocie! Zwłaszcza, że na targ mogłam się wybrać ze znajomą…

Syrniki na śniadanie. Pozdrowienia z Moskwy

– Dzień dobry, nie miałaby Pani ochotę odwiedzić Moskwy? Takie pytanie usłyszałam w słuchawce dosłownie na tydzień przed planowaną premierą książki. A wyjazd miał niemalże się z nią pokrywać. Ale takie okazje trafiają się raz na…no przynajmniej mi zdarzają się stosunkowo rzadko. Więc – lecę. Moskwa nigdy chyba nie była na szczycie mojej listy „miejsc…

Kalifornia w łupinie. Sałatka z jarmużu z kiszonymi cytrynami

Zbiory oliwek w Alentejo i winobranie w Normandii. Łowienie dorszy na dalekiej północy i robienie oscpka w polskich tatrach. Lubię wiedzieć jak powstają i skąd biorą się produkty. Jak formowane są olbrzymie kręgi parmezanu, jak długo smażą się strzeleckie powidła, jak znajduje się białe trufle. Nie mam ścisłej listy, jasno określonych celi, do których dążę tylko, by je odptaszkować i…

Na trufle by!

Widziałeś kiedyś, jak zbiera się białe trufle? No właśnie, ja też nie. Aż do ubiegłego tygodnia. To było jedno z moich mikro marzeń. Rzeczy do spróbowania, doświadczenia na własnej skórze. Zbieranie białych, piemonckich trufli było jedną z nich. Nieco poszukiwań, sprawdzania, korespondencja i …się udało. Białe trufle to szlachetniejsze kuzynki tych czarnych – ich aromat…

Kopenhaga: śniadanie

Dobrze jest dobrze zacząć dzień. Zwłaszcza, jeśli w planach ma się całodniowe spacery po pięknym mieście. Dlatego na koniec relacji z Kopenhagi to, co od czego powinno się zaczynać: kilka pomysłów na śniadania. O jednym – Groed – już pisałam w osobnym poście. Miejsce nie jest nowe, nie jest szczególnie urodziwe, ale śniadania są sycące…

Kopenhaga: Aamanns

Są kanapki i są smørrebrød, czyli kanapki w duńskim stylu. Na ciemnym, wilgotnym, żytnim chlebie o głębokim smaku. Obłożone dodatkami tak bogato, że trudno byłoby się do nich dobrać bez widelca i noża. Kanapka totalna. Smørrebrød są dostępne praktycznie wszędzie: na szybko zjemy je w choćby w cudownej Hali Targowej Torvehallerne (na szybko bynajmniej nie oznacza,…

Kopenhaga: Noma

Pomysł był równie prosty i spontaniczny, co może i szalony: a gdyby tak zjeść urodzinowy obiad w Nomie? Pomysłem podzieliłam się ze znajomymi i nagle w kalendarzu, przy dacie 28 listopada, pojawił się wpis:  lunch w Kopenhadze. Kupiłam bilet, spakowałam kilka rzeczy i bardzo rano ruszyłam na lotnisko. O Nomie pisano i mówiono już wiele. Kilkukrotna laureatka…

Kopenhaga: tam i z powrotem

Kopenhaga, na dwa dni, tam i z powrotem. Brzmi szalenie? Może, ale warto. Kopenhagę odwiedziłam pierwszy raz kilka lat temu, też w listopadzie. I mimo melancholijnej szarości, niestrudzonego wiatru i wilgoci z jezior zdobiących miasto, z miejsca poczułam się w Kopenhadze jak u siebie. I wiedziałam, że chcę tam wrócić. Okazja nadarzyła się przez przypadek….