Kolumbia: tam, gdzie rosną złote owoce

Droga do celu nie była łatwa. Choć przejechałam w życiu niejedną trasę i wspięłam się samochodem na niejeden szczyt, to Andy postanowiły wystawić mnie na próbę wytrzymałości. W pewnym momencie, po minięciu kolejnego miasteczka, kierowca odbił w górę, by polną, niewidoczną na pierwszy rzut oka droga, wspiąć się na jeden z pagórków pokrytych z pozoru jedynie dziką roślinnością. Jednak to właśnie tu, na wysokości ok. 2700 m np.m. pośród niej miał się kryć cel naszej górskiej eskapady – plantacja miechunki peruwiańskiej.

dsc_3747

Pomarańczowa kulka w delikatnej niczym bibułka, pergaminowej łupince, wieńcząca czekoladowe ciastko lub zatknięta na rancie szklanki z owocowym smoothie – to właśnie o tym owocu mowa. Daleka krewniaczka pomidorów, podobnie jak one wywodzi się z wysokogórskich rejonów Peru (stąd nazwa) i Chile. I to właśnie w tropikalnych regionach Ameryki Południowej zlokalizowane są obecnie jej główne uprawy. Jej głównymi producentami są dzisiaj m.in. Peru, Ekwador oraz Kolumbia, w której miałam okazję zobaczyć, jak rosną „złote owoce”.
I przyznam, że wizyta na farmie była dla mnie lekkim zaskoczeniem. Zamiast wielkiej „plantacji”, farma okazała się być niezbyt dużym poletkiem, przywołującym na myśl niewielkie winnice, jakie odwiedzałam na północy Hiszpanii.
Rzędy bujnych, dość wysokich krzaków, wiły się na szerokość całego zbocza, dochodząc do polnej drogi, którą przed chwilą wspinał się nasz busik.
dsc_3722
Cała plantacja (słowo jest tu nieco na wyrost) miała ledwo pół hektara i – jak wytłumaczył mi mój przewodnik, Hugo z lokalnej firmy skupującej i przetwarzającej owoce, wcale nie należała ona do najmniejszych, a raczej przeciętnie dużych. Zasadzone w rzędach krzaki miechunki przypominają wybujałe krzaki pomidorów. I podobnie jak one, że względu na ciężar owoców, którymi są dosłownie obsypane, wymagały wsparcia ze strony człowieka oraz niezliczonej ilości sznureczków, którymi wiotkie gałązki pojedynczych krzaków były podwiązywane do ciągnących się w poprzek zbocza linek.

dsc_3649


Po zakwitnięciu, owoce miechunki potrzebują ok. 2-3 miesięcy by dojrzeć, ale ponieważ w rejonie ich upraw nie ma właściwie pór roku, pojedynczy krzak może jednocześnie kwitnąć i dawać owoce.

dsc_3652

Ze względu na dość stabilne warunki pogodowe i łagodny, ciepły klimat oraz nieznaczne wahania temperatur, zbiory trwają praktycznie cały rok. Dojrzałe owoce mają intensywnie pomarańczowy kolor, a okrywająca je „latarenka” (zresztą właśnie tak nazywałam pokrewny gatunek miechunki, jaki moja babcia hodowała we wrocławskim ogrodzie) zaczyna usychać. Co ciekawe, niedojrzałe, zielone jagody są trujące (ale też na szczęście bardzo niesmaczne, więc raczej małe szanse, by ktoś miał ochotę je w takiej postaci zjadać).
Świeże, gładkie niczym szklane kulki jagody okazały się delikatnie lepkie i pewnie dlatego tak trudno było mi się od nich… oderwać.dsc_3656-1O ile pracując w winnicy po 1-2 kiściach tracę na nie apetyt, to w przypadku miechunki trudno było przejść obok krzaka z kuszącą kolorem, dojrzałą jagodą lub nie podnieść z ziemi obiecująco wyglądającej, przeschniętej paczuszki z soczystym owocem. W myślach rozgrzeszałam się przyzwoleniem danym przez właściciela poletka oraz wszystkimi witaminami (C, B) i substancjami odżywczymi (sa cneione głównie ze względu na wysoką zawartość potasu), jakich wraz z każdym kolejnym owocem sobie dostarczałam 🙂
Jeśli swoim wyglądem krzaki miechunki przypominają wam rośliny spotykane w suchych bukeitach, to trop jest słuszny – miechunka peruwiańska jest krewniaczką bardzo podobnej, ale uprawianej w celach dekoracyjnych miechunki rozdętej, o czerwono-pomarańczowych pergaminowych kwiatach. Sama pamiętam, że gdy byłam mała, w naszym ogrodzie rosło jej kilka krzaków, a całe wiechy „latarenek” trafiały do wazonów, razem z pędami winorośli o puruporwych liściach i ozdobnymi trawami, które tak lubiła moja babcia. Ta miechunka dobrze radziłą sobie w Polskim klimacie i jak wyczytałam w internecie, jej krewniaczka o jadalnych owocach jest uprawiana w zimniejszych regionach, np. w Wielkiej Brytanii, ale owocuje zdecydowanie słabiej (a u nas pewnie nie przeżyła by zimy).
dsc_3699
Jak poinstruował mnie Hugo, z pojedycznej rosliny owoce zbiera sie co 2-3 tygodnie, a pojedyncza roślina miechunki rocznie może wydać nawet 200-300 niewielkich owocków (jednak na 1 kg suszonych owoców miechunki potrzebnych jest aż 5 kg świeżych jagód). Słodko-kwaskowe, niezwykle intensywne w smaku owoce dość dobrze znoszą przechowywanie w chłodzie (nawet do kilku miesięcy), ale często się je też suszy – i w tych dwóch postaciach można je kupić zwykle w Polsce (wysuszone owoce nadal zawierają sporo cennych substancji odżywczych). W Kolumbii spotkałam się też z puree/pulpą z miechunki, z której przyrządza się owocowe koktajle czy desery, ale też miechunkowymi przetworami, np. dżemami i salsa (salsa z miechunki i chilli wróciła zresztą ze mną do Warszawy)

dsc_3681-1


Dziękuję firmie Bakalland,która umożliwiła mi odwiedziny na planatcji.

5 uwag do wpisu “Kolumbia: tam, gdzie rosną złote owoce

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s