Mediolan: co i gdzie zjeść

Moda modą, do Mediolanu przyjeżdża się konsumować. Po pierwsze sztukę. Po drugie – jedzenie. Oto najsmaczniejsze kąski, jakie udało mi się upolować w tym mieście. Chwała za aleje platanów, parki, za wystawy w Mudec oraz spacerowe trasy wzdłuż kanałów – tylko dzięki nim miałam siłę na więcej!

Na śniadanie

Włoskie śniadanie to kawa i cornetto. Allora!

L’Arabesque
Kawiarnia, a od południa także księgarnia (#kartapłacze) oraz sklep z meblami vintage. Choć nie jest to typowa historyczna kawiarnia, ma niekwestionowany urok. Oraz najlepsze cornetto z najlepszy kremem, który zamiast przesłodzonego, podejrzanie żółtego kremu przypomina raczej upstrzony ziarenkami wanilii idealny creme anglaise. Absolutny numer jeden w moim niewielkim rankingu
L’Arabesque, Largo Augusto 10, www.larabesque.net


Pavé Break
Moja guru w zakresie mediolańskiej gastronomii, Giorgia, zna moją słabość do dobrego glutenu. I z miejsca podsunęła mi Pavé. To piekarnia oraz śniadaniownia specjalizująca się w chlebach na zakwasie, bagietkach oraz słodkich wypiekach, będących wariacja na temat francuskiej ciastkarskiej klasyki. Tutejsza specjalnością są croissanty z malinową kruszonką oraz malinowym dżemem (firmowe przetwory można też kupić na wynos), ale są też bostocki, monokle, kouign-amanny i inne. W sekcji śniadaniowej znajdziecie tez granolę, kanapki lub po prostu pajdę firmowego chleba z konfiturami.
Pavé, Via della Commenda 25, www.pavemilano.com

Café Marchesi
Klasyka gatunku oraz jedna z kawiarnianych ikon miasta. Pasticceria Marchesi, której początki sięgają lat 20. ubiegłego wieku, należy dzisiaj do domu mody Prada, a trzy lata temu oryginalny lokal doczekał się młodszej filii. I to właśnie ją miałam okazje odwiedzić podczas wizyty w Mediolanie. Choć jest tu elegancko (mosiądze, szlachetne drewno, witrynki i gablotki z drażami i makaronikami, obite pluszem meble) to wciąż napijecie się tutaj kawy al banco, zakąszając ją zupełnie niczego sobie cornetto.
Pasticceria Marchesi, Via Monte Napoleone 9, www. pasticceriamarchesi.it

Na lody

Nie ma wyjazdu do Włoch bez gelato. Kropka.

Pavé
„Pewnego dnia przechadzając się po Mediolanie w poszukiwaniu dobrych lodów napotkaliśmy starą znajomą, która była specjalistką w produkcji lodów. Wzięliśmy to za dobry znak i zapytaliśmy się, czy by do nas nie dołączyła”. Tak piekarnia Pavé doczekała się drugiego , niezależnego lokalu specjalizującego się właśnie w lodach. I to jakich.
O ile włoskie gelaterie często oszałamiają wręcz mnogością dostępnych smaków (do tego stopnia, że nawet przy długiej kolejce trudno podjąć decyzję), tutaj zamiast na ilość postawiono na zaskakujące smaki, których chyba nigdzie znaleźć nie można. Co powiecie na ananas z chrzanem. Albo czarny bez z sorbetem aromatyzowanym oregano? Ja sięgnęłam po te drugie oraz tradycyjnie pistacje i w ten sposób zakończyłam wizytę w Mediolanie. I to naprawdę w smacznym stylu.
Pavé Ice Cream, Via Cesare Battisti, 21

La Gelateria della Musica
Przez wiele osób wymieniania jako najlepsza (a przynajmniej jedna z najlepszych) lodziarni w Mediolanie. I choć nie zbadałam organoleptycznie wszystkich tamtejszych gelaterii, ta jest zdecydowanie warta odwiedzenia. Urzekł mnie przede wszystkim wybór lodów pistacjowych: z pistacji prażonych, surowych, czekolada z pistacjami, stracciatella z pistacjami, pistacje z mlekiem ryżowym…i tak dalej. Poszczególne smaki lodów nazywają się od znanych piosenkarzy, aktorów i innej maści celebrytów (Taylor Swift, Tracy Chapman. Uwaga: jedną z filii LGdM znajdziecie kilka kroków od Fondazione Prada – warto zatrzymać się tu na chłodna przekąskę przed powrotem do miasta.
La Gelateria della Musica, www.lagelateriadellamusica.it

Lunch

Exit Gastronomia Urbana,
Miejsce podsunięte mi przez inną zaufaną mediolańską duszę, Toma. Exit mieści się w pawiloniku stojącym na placu niewielkim placyku gdzieś między biurowcami i starymi, miejskimi kamienicami. Zazwyczaj w takich miejscówkach kryją się lodziarnie, ostatecznie niezbyt ciekawa pizzeria, a tymczasem tutaj mamy do czynienia z pełnowymiarową (no, metaforycznie) knajpą, stawiającą na kuchnię sezonu. Pewnie gdzieś tam jest to kuchnia włoska, ale ja bym ja określiła raczej kuchnią „to co było dzisiaj na bazarku”. jest kilka przystawek, w głównych a to królik, a to ryba, młody bób (przy mnie łuskany ze strączków) z groszkiem i burrattą albo risotto. Niektórych dań ledwie po kilkanaście porcji, wiec zdarza się, że „wychodzą” , świetne wina. Pierwszy raz wpadlismy tam raz na drobne przekąski (spróbujcie flagowych tostów z grubą warstwa masła i anchovies), innym razem na risotto. Polecam!
Uwaga: miejsce jest czynne od rana (granole, słodkie wypieki) a także w porze kolacji
Exit Gastronomia Urbana, Via Cenisio 68, www.exit-milano.com

Spazio Niko Romito
Mediolańska filia cenionej gwiazdkowej restauracji z Rzymu. Mieści się wygodnie, bo w Mercato del Duomo http://www.ilmercatodelduomo.it/ , czyli kompleksie gastronomicznym znajdującym się tuż przy samej katedrze. A – prócz baru Aperola zajmującego dach – Spazio Niko Romito wygrało tutaj chyba najlepsza miejscówkę, z której rozciąga się piękni widok na tętniący życiem plac. Wnętrza składa się z dwóch przestrzeni – nieco bardziej ciemnego i kameralnego, sąsiadującego z oszklona kuchnia raz jasnej sali jadalnej, z oknami na plac (robiąc rezerwacje upewnijcie się, ze Wass stolik znajduje się właśnie tam). Karta jest bardzo krótka, ale różnorodna. Ja poprzestałam na domowej roboty linguine z anchovies, cytryna i kaparami i musze przyznać, ze dawno nie zjadłam tak dobrze zrobionej pasty (uwaga: porcje nie przypominają tych z typowych trattorii, więc po talerzu primi spokojnie zostanie Wam miejsce na danie główne).
Spazio Niko Romito Milano, Mercato del Duomo – Galleria Vittorio Emanuele II, 4. piętro, www.spazionikoromito.com

Na aperitivo

Bar Rebelot
Jeden z miliona (no, prawie) barów w rejonie Naviglii. Nie tylko dobre koktajle oraz wina (w dużej części naturalne lub z mniej znanych regionów winiarskich), ale i całkiem fajne , ciekawe jedzenie.
Bar Rebelot, Ripa di Porta Ticinese 55, www.rebelotdelpont.com

Mag Cafè
Kilka kroków dalej. Ciekawy wystrój przypominający ni to antykwariat, ni to składzik Dumbledore’a, ni to stara aptekę. Codziennie inny koktajl dnia, zawsze – koktajle pod znak zodiaku. PS. Naprawdę dobra kawa!
Mag Cafè, Ripa di Porta Ticinese, 43

Tipografia Alimetare
Miejsce znajdujące się dalej od centru, ale warte wyprawy, zwłaszcza, jeśli zapragniecie czegoś nieco innego , tez kulinarnie. Założycielką Tipografii jest Carla di Girolamo, która przez kilkadziesiat lat pracowała jako dziennikarka (stąd pisarskie akcenty we wnętrzu) . Po odejściu z mediów zajęła się produkcją wysokiej jakości oliwy. Oraz Tipografią, którą na codzień prowadzi Martina (front, bar) oraz Mattia (kucharz). Kuchni w rozumieniu pomieszczenia praktycznie tu nie ma, ale jakimś cudem codziennie pojawiają się ciekawe dania, bazujące na ty, co akurat w sezonie (choćby mieszane, zielone listki w sosie z mascarpone – taka kuchnia włoska, ale jednak nieco inna). Pasja właściciela są lokalne produkty, sery i wędliny, a także fermentacja (stąd pikle, kiszonki, kombuche), a obojga – naturalne wina oraz piwa z małych browarów. Chyba najfajniej wpaść tu na śniadanie – świeże, cieplutkie croissanty, kanapki, focaccie, albo popołudniu, na aperitivo z deską lokalnych serów. Bardzo fajny, sąsiedzki, zupełnie nieturystyczny klimat.
Tipografia Alimetare, via Dolomiti 1 , www.tipografiaalimentare.it

Na kolację

Trippa
Tak, to prawda. Ja, osoba, która praktycznie mięsa nie jada, poleca Wam knajpę o nazwie „Flaki”. Ale wytrwajcie ze mną. Trippe jako miejsce do niezbędnego odwiedzenia poleciło mi dwóch znajomych mediolańskich foodies, których wyborom ufam bezgranicznie. Więc trudno było nie iść. Niewielki lokal, w wystroju przypominający prosto urządzoną trattorię to jedna z tych lokalnych perełek, które przekazuje się z ust do ust i którym do szczęścia nie potrzeba szczególnego marketingu. Robotę robi jedzenie, za które odpowiada pochodzący z Ligurii szef kuchni Diego Rossi, ongiś związany z fine diningiem, który postanowił porzucić na rzecz prostszej formy i luźniejszej atmosfery. Trzon meny stanowi mięso i podroby: pieczona szpik, podawany w przekrojonej wzdłuż kości, vitello tonato (NAJLPESZY sos ever), tatar, gnocchi z ragù tak dalej. Zawsze w menu znajdziecie smażone na głębokim tłuszczu flaczki z solą i świeżym rozmarynem, podawane jako zagryzkę przed nadejściem głównych dań. W menu pobrzmiewa tez czasem liguryjskie pochodzenie szefa- ja miałam okazję zjeść vignerolę, rzymskie danie bazujące na młodym groszku, bobie innych nowalijkach. Nie jest to miejsce dla wegetarian, ale pescatarianie powinni sobie dać radę.
Fajne wina, fajna muzyka, genialna atmosfera.
Trippa , Via Giorgio Vasari 1, www trippamilano.it


Lume *
Ponieważ podczas mojego krótkiego pobytu w Mediolanie to raczej gwiazdkowe restauracje przychodziły do mnie, niż na odwrót, zdążyłam odwiedzić tylko jedna z gwiazdkowych restauracji – Lume.
Lume mieści się z dala od centrum, na terenie nowego kompleksu loftów, apartamentów i studio fotograficznych (jakże wygodnie mieć pod ręka i gwiazdkową knajpę). Lume oznacza światło i to właśnie ono czyni wystrój białych pozbawionych praktycznie dodatków wnętrz, jasnych dzięki dużym, schodzącym do ziemi oknom oraz ażurowym przepierzeniom. Restauracja działa w porze lunchu i kolacji, i o każdej porze do dyspozycji gości są cztery menu: a’la carte oraz trzy menu degustacyjne (plus, jako czwarte, codziennie inne menu lunchowe, co uważam za dość ambitne posuniecie ze strony kuchni) . Menu lunchowe jest dość proste i klasyczne, dlatego zdecydowałam się na menu lunchowe. Dodatkowo dzięki uprzejmości szefa kuchni, mogłam spróbować dwóch „siganture dish” z menu degustacyjnego (niestety, czas nie pozwalał na pełną degustację). Pierwszym było biało-czarne, sepia z panna cottą z jeżowców (bardzo surrealistyczne w formie, delikatne, z akcentem położonym na jeżowce; zapewne więcej sensu robiłoby w narracji menu degustacyjnego niż solo). Drugim daniem była esencja tocco alla genovese, klasycznego dania przyrządzanego z mięsa, grzybów i pomidorów, tutaj zredukowanego do postaci ultra esencjonalnego, napakowanego umami sosu. Mam nadzieję wrócić kiedyś na całe menu degustacyjne, bo chętnie spróbowałabym tych dań w ciągu całej narracji wymyślonej przez szefa kuchni.
Lume, via G Watt 37,  www.lumemilano.com


Na pizzę

Pizzeria Berberè
To już w tej chwili całkiem solidna sieć, działająca w kilku włoskich miastach, a także spokrewniona z popularna londyńską Radio Alice. Berberè wpisuje się w nurt pizzerii nowej fali, które zamiast podążać tradycyjna ścieżką pizzy, tworzą ją na nowo. Po pierwsze, tutejsze ciasto to ciasto na zakwasie, a nie na drożdżach, poddawanej długiej fermentacji oraz wysoko uwodnione. Do wyroby pizzy używane są także maki ze starych odmian zbóż (warto zapytać, jaka jest danego dnia w użyciu), a na wierzchu placków lądują najlepsze lokalne składniki, w mniej ( groszek, śmietana, grzyby; grillowane cukinie, cebula i feta) lub bardziej klasycznych połączeniach. Ja zdecydowałam się na moją imienniczkę, czyli prawie-Magheritę ze świeżą, nie zapiekaną mozzarellą di bufala z Cetary i pomidorami, a jako druga w stół wjechała pizza z ostrą ndują ze Spilingi, a do tego po kieliszku musującego Brut and the Beast. Wracałabym! Natychmiast!
Pizzeria Berberè, via Vigevano 8, www.berberepizza.it


Pizza Sorbillo
Polecana (także przez kucharzy) jako jedno z najlepszych miejsc na pizzę. Historia pizzerii sięga lat 30. ubiegłego wieku, kiedy to dziadek obecnego właściciela założył swój pierwszy lokal w Neapolu. Teraz biznesem zajmuję się Gino Sorbillo, który za swoja kwaterę główną obrał Mediolan. W tej chwili pod szyldem Sorbillo działają w Mediolanie trzy pizzerie oraz niewielki lokal z pizzą smażoną w głębokim tłuszczu (do tego jedna pizzeria w Neapolu oraz jedna w Nowym Jorku!). Gino i jego brat Toto specjalizują się w neapolitańskich plackach na ekologicznej mące, na które trafiają wysokiej jakości składniki. Pizza jest bliższa w stylu neapolitańskie, a pojedyncze placki są większe niż te wBerberè (raczej jedna pizza na dwie głowy). W menu miliony propozycji, więc na pewno każdy znajdzie coś, co mu zagra w duszy i na podniebieniu.  Poszłyśmy w klasykę, czyli Margheritę. Była BARDZO serowa, dość dobrze wypieczona, cieńśza niż w Berberè, ale jednak z miłą otoczką z ciasta. We dwie nie dałysmy jej rade, ale obok goście wciągali po całe placki.
Gino Sorbillo Olio a Crudo Milano, via Montevideo 4,  www.sorbillo.it

Mediolan odwiedziłam na zaproszenie organizatora konkursu San Pellegrino Young Chef Award

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s