Olia Hercules i fasolka po ormiańsku

– A może zostaniesz na obiad?
Na takie pytania zawsze odpowiadaj TAK. Zwłaszcza, gdy zada Ci je Olia Hercules.

Olię poznałam dawno temu, za sprawą felietonów, jakie pisała do kulinarnej rubryki Guadiana, w których kusiła smakami zupełnie nieodległego, ale jednak mało znanego Wschodu Europy. Potem była Olia i jej książka „Mamushka”, która zachwyciła ciepłem, prostotą i przyziemnością, z tą odpowiednią, wyważoną drobiną romantyzmu i nostalgii. Napisana przez Ukrainkę wychowaną w Wielkiej Brytanii książka okazała się zaskakująca bliska. Bliska rodzinnyi opowieściami, pogmatwanymi losami rodzinnymi oraz smakami, przypominającymi mi kuchnię mojej wrocławskiej Babci.
O tym miałam okazję powiedzieć jej sama, gdy spotkałyśmy się po latach w Londynie, podczas pop-upu Olii towarzyszącego premierze jej drugiej książki. W Londynie byłam w zupełnie innym celu, ale los podsunął informację o kolacji oraz dwa wolne bilety. „Biorę!”
Po całym dniu pracy oraz dwóch ulewach, dotarłyśmy z towarzyszącą mi w londyńskiej eskapadzie Martą do lokalu, w których Olia wydawała wschodnioeuropejską kolację. Z przewiązaną na głowie karminową chustką i takimi ustami, szalała z wydawką szykując kolejne półmiski dań. Byly pikle i osetyjskie placki, był gwar, muzyka, gruzińskie wino. Gwar jak na gruzińskiej suprze.
Ale sama Olia do stołu usiadła dopiero wtedy, gdy goście rozpływali się nad deserem – jak przystało na dobrą gospodynię. (wywiad, jaki po tym spotkaniu zrobiłam z Olią znajdziecie w ubiegłorocznym wydaniu Kukbuka).

A potem znowu był Londyn i znowu przypadek. Wpadłam na chwilę by zostawić gazetę z wydrukowanym wywiadem. – A może zostaniesz na obiad? – powiedziała Olia, tym razem gotująca na gościnnych występach w jednej z moich ulubionych knajpek w Londynie, DuckSoup Shop w Soho. Choć wszystkie miejsca były wyprzedane, magicznie znalazł się jeden dodatkowy, dla zbłąkanej (i dobrz,e neiwielkiej gabarytami) wędrowczyni.

Na samym końcu wąskiego pomieszczenia zajmowanego przez restaurację, kryła się ni to wnęka ni to osobna salka, niemalże skrojona pod stół, który wypełniał całą jej przestrzeń. Choć na dworze było jeszcze jasno, stół zatopiony był w przyjemnym, kameralnym półmroku, który okazał się idealnym tłem do niespiesznego obiadu. Zajęłam miejsce między zupełnie nieznajomymi osobami, przyjaciółmi i rodziną Olii. Jak na rodzinny stół przystało, mogliśmy liczyć na rodzinne traktowanie i obsługę przez samą autorke wieczoru, która pracowała za dwojga i na dwóch zmianach. Na doświadczonym liczymi posiłkami blacie pojawiały się kolejne talerze i półmiski przynoszone przez Olię z kuchni, które po chwili zajęły wypełniły całą dostępną przestrzeń niczym porcelanowa układanka. Złota fasolka szparagowa z orzechami i sosem z pomidorów, barszcz z kaczką i tartym jajkiem, osetyńskie placki nadziane zieleniną. Do tego pikle, kiszonki, chleb na zakwasie i omasty. Lepiej, niż moich przypadkowych współbiesiadników, znałam dania, o których czytałam w książce Olii, znałam ich historie, a często odtwarzany w domu smak. Ale ktoś podał kromkę pieczywa, ktoś skomentował nadzienie w drożdżowym placku, wybłagał ostatniego kiszonego pomidora lub porcję jogurtu dosmaczonego miętą i nagle ta nieznajomość przestawała mieć znaczenie. Mimo, że w daniach nie było nic z polskiej kuchni, były narysowane tymi samymi smakami. Niby były obce, a jednak tak podobne.
Mówi się, że jedzenie zbliża. I wiem, że brzmi to jak najbardziej tandetny frazes. Ale tak właśnie było tutaj.

Z tego obiadu serce skradła mi fasolka z pomidorami i orzechami. NIby nic , ale podobnie jak kilka innych prostych dań z książek Olii (buraki z suszonymi śliwkami, tosty z brzoskwinią i zieloną adżiką) weszła ona do mojego stałego, letniego jadłospisu. I już nie mogę się doczekać lata i prawdziwych pomidorów, z którymi wychodzi ona najlepiej.

Fasola z pomidorami po ormiańsku
(Przepis z książki „Mamuszka” Olii Hercules)
Składniki:
300 g fasolki szparagowej, pokrojonej na 2 cm kawałki
2 łyżki wody
1 biała cebula, pokrojona w cienkie plasterki
1 pomidor odmiany bawole serce (bez skóry), starty na tarce
1 ząbek czosnku, przeciśnięty przez praskę
sól morsa i świeżo zmielony czarny pieprz, do smaku
3 łyżki orzechów laskowych, młodych , do posypania (opcjonalnie)

Włóż fasolkę do rondla i dodaj 2 łyżki wody. Ułóż na wierzchu plasterki cebuli, przykryj rondel i duś na dość małym ogniu przez 10 minut.. Wymieszaj starte pomidory z czosnkiem. Dopraw dużą ilością soli i pieprzu. Wymieszaj dressing z gorącą fasolką, dopraw, posyp orzechami, podawaj na ciepło lub zimno.

Jeden komentarz Dodaj własny

  1. CookUp pisze:

    Są sytuacje, w których warto mówić „TAK!”. I z całą pewnością jedną z nich jest zaproszenie na wspólny posiłek, bo w końcu jedzenie naprawdę zbliża. 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s