Minta Eats

In France, cooking is a serious art form and a national sport.

Sześciu polskich kucharzy i Trzy Znaki Smaku

with one comment

Francuski Roquefort, Parmigiano Reggiano z wybranych rejonów Emilii-Romanii, polski oscypek – te sery często wymienia się jednym tchem jako przykład kulinarnych specjalności i chluby danych regionów.

IMG_1895

Wisła w Janowcu

IMG_1930

Menu kolacji na sześciu szefów kuchni

Długa tradycja wytwarzania, specyficzny proces produkcji i receptura oraz terroir, czyli warunki otoczenia, w jakich powstają, składają się na ich wyjątkowe walory smakowe. By chronić te produkty w ich tradycyjnej formie (kto choć raz naciął się na oszukanego, krowiego oscypka ten wie, o czym mowa) kilkanaście lat temu Unia Europejska wprowadziła system oznaczeń – przypominający nieco włoski lub francuski system apelacji – potwierdzających rzetelność ich produkcji lub potwierdzających ich pochodzenie, skutkujące określonymi cechami produktu. Te oznaczenia to Chroniona Nazwa Pochodzenia, Chronione Oznaczenie Geograficzne oraz Gwarantowana Tradycyjna Specjalność. Pierwsze z oznaczeń, najbardziej restrykcyjne, obejmuje produkty wytwarzane z surowców pochodzących wyłącznie z określonego obszaru geograficznego lub których wszystkie fazy wytwarzania odbywają się na tym obszarze.
W tej chwili unijne oznaczenia przyznano 36 polskim produktom. Dziewięć z nich: bryndza podhalańska, fasola Piękny Jaś z Doliny Dunajca, fasola wrzawska, karp zatorski, miód z Sejneńszczyzny, oscypek, podkarpacki miód spadziowy, redykołka oraz wiśnia nadwiślanka posiada oznaczenie ChNP.
Niestety, o ile oscypek czy bryndza czy wreszcie truskawka kaszubska (ChOG) przebiły się do powszechnej świadomości, o tyle inne raczej nie cieszą się powszechną popularnością. Być może zmienią to ministerialne kampanie, takie jak Trzy Znaki Smaku. Ale moim zdaniem potencjał – chyba większy – tkwi w tym, co robią szefowie kuchni – zwłaszcza ci tworzący kuchnię Polską w nowym, świeżym wydaniu i to, w jaki sposób te produkty – w tym mniej znane i „kochane” -można wykorzystać.

IMG_1857

Plantacja fasoli wrzawskiej

IMG_1892

Zamek w Janowcu.

Dowiodła tego wydana w ramach kampanii promującej wspomniane oznaczenia na Zamku w Janowcu kolacja, której menu opracowało sześciu kucharzy i restauratorów: Robert Harna (Warszawska Akademia Kulinarna), Tomasz Hartman (Szajnochy 11, Wrocław), Grzegorz Łapanowski (Grupa Kulinarna Łapanowski, ambasador kampanii promocyjnej Trzy Znaki Smaku), Łukasz Toczek (Metamorfoza, Gdańsk) Tomasz Trąbski (Concordia Taste, Poznań) i Tomek Woźniak (Kitchen, Warszawa).

IMG_1908

Tomasz Trąbski, Concordia Taste (Poznań) i Tomasz Hartman, Szajnochy 11 (Wrocław)

IMG_1905

Polskie pomidory

IMG_1923

Kolacja „Trzy Znaki Smaku”

IMG_1922

Grzegorz Łapanowski

Prócz znanego oscypka czy sera korycińskiego na warsztacie pojawiły się m.in. chleb prądnicki, kiełbasa lisiecka oraz mniej znane: wiśnia nadwiślanka (ze względu na dobrą ekspozycję oraz wapienne skały, na których rosną drzewa, owoce są niezwykle słodkie), fasola Piękny Jaś z okolic Wrzaw (wilgotne grunty sprawiają, że ziarna fasoli mają dużo cieńsza skórkę, niż ziarna tej samej odmiany uprawiane na innych terenach).

IMG_1942

Chleb prądnicki w oleju rydzowym

 

IMG_1949

Kolacja „Trzy Znaki Smaku” na sześciu szefów kuchni

Ogólna refleksja w kwestii dań: były dobrą realizacją i odpowiedzią na zadany. Proste, sezonowe, nieprzekombinowane. Reprezentowały sobą kuchnię produktu w czystej postaci. Najbardziej spodobały mi się polskie wariacje na temat zestawu ser-pomidor, bo dalej ubolewam, że w Polsce, zwłaszcza w restauracjach typu fine-dining, tak bardzo niedoceniane są warzywa.

Ser koryciński z palonym chleb. Chef: Tomasz Hartman, Szajnochy 11

Ser koryciński ChOG z palonym chlebem prądnickim ChOG, olejem rydzowym i pomidorami. Chef: Tomasz Hartman, Szajnochy 11

Pierwsze danie w menu: ser koryciński, palony chleb prądnicki nasączonym aromatycznym olejem rydzowym i polskie pomidory. Całość doprawiona olejem szczypiorkowym. Świetne, proste danie, inspirowane – jak mówił Tomek – smażonym przez jego mamę chlebem – a mi przywodzące na myśl porządki w ogrodzie i opiekany nad ogniskiem chleb zagryzany późnymi pomidorami z własnej uprawy. Podobało mi się, jak grały tu tekstury – skrzypiący w zębach ser, chrupiący chleb i perwersyjnie mięsiste i słodkie pomidory. Dowód, że proste rozwiązania są najlepsze.

Kolejna wariacja na temat pomidorów wyszła od Grześka Łapanowskiego: Caprese.pl czyli pięć odmian pomidorów m.in. malinowe, czarne, koktajlowe, starty oscypek i korycin. Do tego pieprzne kwiaty nasturcji oraz łuskane w autokarze soczyste ziarna niedojrzałej jeszcze fasoli wrzawskiej.

Caprese.pl. Chef: Grzegorz łapanowski

Caprese.pl. Chef: Grzegorz Łapanowski

Kolejne danie: sarna z wiśnią nadwiślanką i kurkami. Klasyczne zestawienie ciemnego, dzikiego mięsa i owoców. Sarna przygotowana na różowo, do tego głębokie w smaku wiśnie, młode marchewki, kurki, pestki słonecznika. Chyba nieco na siłę do całości dodano kiełbasy lisieckiej, która moim zdaniem nic nie wnosiła, a budziła niepotrzebny zamęt w smakach.

Sarnina z wiśniami nadwiślankami ChNP, kurkami, pestkami słonecznika i kiełbasą lisiecką. Chef:  Łukasz Toczek, Metamorfoza

Sarnina z wiśniami nadwiślankami ChNP, kurkami, pestkami słonecznika i kiełbasą lisiecką. Chef: Łukasz Toczek, Metamorfoza. Fot. Grzegorz Kołaszewski

Kilka dni wcześniej, podczas kolacji w Concordia Taste w Poznaniu miałam okazje próbować grzywacza poddanego z ugotowaną al dente soczewicą i smardzami. Podczas kolacjina Zamku w Janowcu Tomek Trąbski wrócił z tematem, podając gołębinę w bardziej „spolszczonym” wydaniu – z soczewicą z kurkami i aromatycznym, cierpko-słodkim sosem na bazie suski sechlońskiej i wiśni nadwiślanki. To danie, które moim zdaniem spokojnie mogłoby wejść do restauracyjnej karty. Nic nie było w nim na siłę, smaki dobrze się uzupełniały i tworzyły spójną, zrównoważoną smakowo kompozycję.

Pierś i udko confit gołębia z soczewicą z kurkami i sosem z suski sechlońskiej i wiśni nadwiślanki. Chef: Tomasz Trąbski, Concordia Taste

Pierś i udko confit gołębia z soczewicą z kurkami i sosem z suski sechlońskiej i wiśni nadwiślanki. Chef. Tomasz Trąbski, Concordia Taste Fot. Grzegorz Kołaszewski

Ostatnim daniem wytrawnym była podhalańska jagnięcina podana przez Tomka Woźniaka, który postanowił inkorporować do dania egzotyczne składniki takie jak sos sojowy czy olej sezamowy.

Jagnięcina podhalańska ChNP z pesto z jabłek grójeckich i mięty, salsą pomidorową, suską sechlońską oraz piklami z kolorowej marchewki. Chef: Tomek Woźniak

Jagnięcina podhalańska ChNP z pesto z jabłek grójeckich i mięty, salsą pomidorową oraz piklami z kolorowej marchewki. Chef: Tomek Woźniak, Kitchen. Fot. Grzegorz Kołaszewski

Za deser odpowiadał Robert Harna z Warszawskiej Akademii Kulinarnej. Na wstępie przyznam, ze nie jestem wielką fanką ciast typu murzynek z  buraka czy brownie z fasoli. Ale finałowe danie nie budziło żadnych zastrzeżeń, nie było w nim czuć krztyny fałszu, jaki czasem drzemie we wspomnianych cukierniczych wynalazkach. Brownie z dodatkiem puree z fasoli wrzawskiej było idealnie wilgotne, maślane, czekoladowe i nie nazbyt słodkie, przełamane świeżym sorbetem z wiśni nadwiślanki i liofilizowanymi malinami. Do tego miniaturowe bezy oraz żel z maślanki z wanilią (ten element pasował mi najmniej, nie z racji smaku, ale raczej konsystencji). Znów danie, które można by umieścić w menu.

 

Brownie z fasoli wrzawskiej ChNP z sorbetem z wiśni nadwiślanki ChNP, bezami i żelem z maślanki. Chef: Robert Harna, Warszawska Akademia Kulinarna

Brownie z fasoli wrzawskiej ChNP z sorbetem z wiśni nadwiślanki ChNP, bezami i żelem z maślanki. Chef: Robert Harna, Warszawska Akademia Kulinarna. Fot. Grzegorz Kołaszewski

 

Tu taka refleksja – odwiedzając włoskie restauracja, nawet nad Wisłą, czasem można się natknąć w menu na dania z mozzarellą DOP czy parmezan z podobnym określeniem. Skoro ktoś jest skłonny informować, że użyta przez niego mozzarella posiada oznaczenie włoskiego systemu apelacyjnego, to czemu nie podawać – o ile oczywiście jest to uprawnione – podobnej informacji o oznaczeniu unijnym przy polskim produkcie? Ok, te cztery dopisane w menu litery nie wpłyną na smak potrawy, ale może wzbudzą zainteresowanie – choćby jednej na sto osób, która zapyta, co oznaczają. Z założenia wspomniane oznaczenia i wydawane producentom certyfikaty mają gwarantować rzetelność produktu  – to, że kupujemy prawdziwy oscypek z owczego mleka czy jagnięcinę z Podhala (tej akurat w Polsce praktycznie się nie kupi, ale to temat na inny wpis). A przecież jeśli mamy poznawać jakieś produkty, to koniecznie właśnie w tej rzetelnej, nieoszukanej formie.

Więcej o produktach posiadających oznaczenia pochodzenia na www.trzyznakismaku.pl.

 

Pomidory z malinami i miętą

with one comment

Malinowe, bawole serca, czereśniowe, tygrysie, czarne, żółte…Najlepiej wszystkie na raz.

IMG_2209

Wszystkie pomidory świata

W tym roku pomidory są tak słodkie, że dodane do nich maliny dodają raczej kwasu, aniżeli owocowej słodkości. Do tego mięta, oliwa z oliwek, pieprz. Trudno tu nawet mówić o przepisie, a raczej krojeniu tego, co przyniosło się z targu. Możesz dodać okruchy ricotty albo sera korycińskiego, ale nie musisz.

IMG_2304

Pomidory z miętą i malinami

Sałatka z kolorowych pomidorów z malinami

Składniki:
2 średnie pomidory malinowe
1 bawole serce
4 żółte i 4 czerwone pomidorki koktajlowe
1 zielony pomidor „tygrysi”
1 czarny pomidor
garść listków mięty
2-3 łyżki oliwy
sól morska, świeżo mielony pieprz

 

Pomidory umyj, osusz, pokrój w plastry, na połówki lub cząstki. Przełóż do miski, skrop oliwą, dopraw solą i pieprzem Dodaj maliny i porwane (dla uwolnienia aromatu) listki mięty. Podawaj z razowcem, którym będzie można wymuskać resztki soku.

 

IMG_2285

Pomidory z miętą i malinami

 

IMG_2221

Pomidory tygrysie

Written by mminta

24/07/2014 at 2:43 pm

Minta na II Targach Książki Kulinarnej

leave a comment »

W najbliższy weekend, 25-27 lipca, w Centrum Sztuki Współczesnej odbędzie się druga edycja Targów Książki Kulinarnej.
Program jest przebogaty: dyskusje, warsztaty, pokazy, wymienialnie (przetworów i szpargałów), spotkania z autorami książek, prezentacje kuchni świata etc. Niezwykle ciekawie zapowiada się też czynny jedynie w niedzielę stragan z polskim designem, na którym sprzedaż będzie odbywać się w formule speed dating – 90 minut na kupienie rzeczy od danego projektanta.

Ja zapraszam Was w niedzielę, na spotkanie z Małgosią Kalembą-Drożdż, autorką „Pysznych Chwastów”, które będę miała przyjemność poprowadzić.
Chwilę potem spotkacie mnie na dyskusji o tym, czy z książek kulinarnych można w ogóle nauczyć się gotować? Razem ze mną w panelu wezmą udział Laura Osęka z księgarni Books for Cooks, Piotr Adamczewski oraz Paweł Loroch.
Do zobaczenia!

PS. A tutaj kilka powodów, dla których warto być w weekend na Jazdowie

II Targi Książki Kulinarnej

II Targi Książki Kulinarnej


Więcej informacji

Written by mminta

22/07/2014 at 1:15 pm

Napisane w wydarzenia

Drożdżówki z wiśniami i ricottą

with one comment

Miało być ciasto, a wyszły jeszcze drożdżówki. Bo pani miała wiśnie, ładne, słodko-kwaśne i coś z tymi wiśniami trzeba było zrobić.
W drożdżówkach fajne jest to, że nie da się ich zrobić mało. Od razu wychodzi cała blacha, czasem z bonusem w postaci jednej czy dwóch bułeczek, które wymagają osobnego upieczenia. Te są miękkie i maślane, a dodatek ricotty łagodzi kwasowość wiśni. Lubię, gdy wyciekający z owoców sok zostawia na rumianych bułeczkach delikatne strużki. W upalne dni piekę je w nocy, ale kilka godzin oczekiwania do śniadania nie ujmie im smaku.

Drożdżówki z wiśniami i serem

Drożdżówki z wiśniami i serem

Drożdżówki z wiśniami i ricottą

Składniki:
125 ml ciepłego mleka
1 saszetka drożdży
1 łyżka cukru
375 g mąki
2 jajka
50 g cukru
75 g masła, stopionego i ostudzonego
szczypta soli
1/2 łyżeczki esencji waniliowej
125 g (pół kubeczka) ricotty
1 łyżka cukru
250 g wiśni, umytych i wydrylowanych
Kruszonka:
50 g masła
5 g cukru
100 g mąki
Dodatkowo:
1 jajko, lekko roztrzepane

bułeczki drożdżowe z wiśniami i ricottą

bułeczki drożdżowe z wiśniami i ricottą

W misce wymieszaj drożdże z mlekiem i 1 łyżką cukru. Odstaw na 10 minut. Dodaj mąkę, sól i cukier i wymieszaj. Dodaj jajka oraz masło i mieszaj, aż do uzyskania jednolitego ciasta. Wyrabiaj przez ok. 10 minut, aż ciasto będzie elastyczne i zacznie odchodzić od dłoni. Przełóż do miski wysmarowanej olejem roślinnym (nie oliwą), przykryj folią spożywczą i odstaw na 1 godzinę do wyrastania (ciasto powinno podwoić swoją objętość).
W międzyczasie przygotuj kruszonkę: w miseczce wymieszaj cukier z mąką i solą. Dodaj starte zimne masło i szybko rozetrzyj w palcach, uzyskując niewielkie okruchy. Odstaw do lodówki.
Wyrośnięte ciasto przełóż na blat, podziel na 10-12 kawałków. Każdy kawałek ciasta uformuj w kulkę i ułóż na blasze, lekko rozpłaszczając i pozostawiając ok. 10 cm odstępu między każdą porcją ciasta. Nakryj ściereczką i odstaw na 30 minut do wyrastania. Nagrzej piekarnik do 180 stopni Celsjusza. Na każdej porcji ciasta ułóż po 4-5 wiśni, kilka grudek sera roztartego z cukrem, 1 łyżkę kruszonki. Brzegi bułeczki posmaruj jajkiem. Wstaw do piekarnika i piecz przez ok. 25 minut, aż bułeczki wyrosną i się zrumienią.
Wyjmij i ostudź na kratce. Zjedz natychmiast, albo rano, albo podziel si.e z tym, którzy w nocy woleli spać, zamiast robić bułki.

 

bułeczki drożdżowe z wiśniami i ricottą

Bułeczki drożdżowe z wiśniami i ricottą

 

Bułeczki drożdżowe z wiśniami i ricottą

Bułeczki drożdżowe z wiśniami i ricottą

nbsp;

Written by mminta

19/07/2014 at 6:09 am

Kolorowe buraki z serem labneh i cytryną

with 4 comments

Co środę jest to samo. Wpadam po jedną rzecz, dajmy na to, kwiaty cukinii albo pomidory. A wychodzę z koszem pełnym cudów. Miniaturowymi patisonami, purpurową marchewką, żółtymi burakami, rukwią wodną, pęczkiem tymianku (zawsze się przyda). I pięknymi, przypominającymi choinkowe bombki dyńkami. A niebawem pojawią się kolejne pomidory i karczochy i jeszcze…Przyznaję się, wobec  pana Ziółko  – a właściwie Ziółków, bo to cały niezwykły klan – tracę głowę.

 

Kolorowe buraki z labnehem i miętą

Kolorowe buraki z labnehem i miętą

 

No ale wróćmy do buraków. Kiedyś zobaczyłam tę sałatkę na Bon Appetit i z miejsca pokochałam (tak, jak chyba każde jedno warzywo u Ziółko). Pieczone buraki, do tego kwaskowy ser i świeży vinaigrette. Nic ponad.

Kolorowe buraki z labnehem i miętą

Kolorowe buraki z labnehem i miętą

Kolorowe buraki z serem labneh i cytryną

na podstawie przepisu Bon Appetit
Składniki:
4 małe żółte buraki
4 małe czerwone buraki
4 łyżki oliwy
2 łyżki listków mięty
2 łyżki koperku
sok z cytryny
1 łyżeczka skórki otartej z cytryny
100 g sera labneh lub ricotty
sól morska, świeżo mielony czarny pieprz

Nagrzej piekarnik do 200 stopni. Buraki wyszoruj, ułóż każdy rodzaj na osobnym arkuszu folii aluminiowej. Skrop oliwą, oprósz solą, szczelnie zawiń i ułóż w żaroodpornym naczyniu. Wstaw do piekarnika i piecz przez 50 minut, aż buraki będą miękkie. Wyjmij i odstaw do ostudzenia.
W miseczce przygotuj sos z oliwy, soku z cytryny, soli i pieprzu.
Buraki obierz ze skórki, pokój na kawałki lub rozgnieć. Przełóż do miski, polej sosem, posyp ziołami i skórką z cytryny. Na wierzchu ułóż ser. Zjedz.

 

IMG_1622

Written by mminta

17/07/2014 at 1:47 pm

Zdobycie Wiatraka

leave a comment »

Na słynnym Wiatraku wcześniej byłam – choć trudno w to uwierzyć – tylko raz. Zawsze bliżej był bazar pod Halą Mirowską, przy Halach Banacha czy choćby Wolumen, na który jesienią przyjeżdżają sadownicy z jabłkami i gdzie wiele lat temu pierwszy raz w życiu zobaczyłam babiny sprzedające kury na rosół i śmietanę w słoiku. Ale Wiatrak to była terra incognita, znana praktycznie jedynie jako punkt na na mapie.

SAZ #6 - Wiatrak

SAZ #6 – Wiatrak

Po shoppingu - dansing

Po shoppingu – dansing

Bazar Wiatraczna

Bazar Wiatraczna

Wreszcie nadarzyła się okazja, by wgryźć się w nieznany zakątek Warszawy nie byle z kim, bo z jego znawcą – Pawłem Lorochem, przewodnikiem szóstego spaceru w ramach Sezonowe Akcji Zakupowej (więcej o Sezonowej Akcji Zakupowej przeczytacie tutaj)
Universam przy rondzie Wiatraczna powstał w latach 70, jako przykładowe, osiedlowe centrum handlowe. W nieciekawym, typowym dla epoki budynku umieszczono wielkopowierzchniowy sklep, a nad nim – bar i dyskotekę. Wszystko, co potrzeba do zadowolenia konsumpcyjnych potrzeb w jednym miejscu. Sam bazar, jak opowiada Ula Łapanowska, jedna z organizatorek spotkania, zaczął powstawać z czasem, jako uzupełnienie bardziej formalnej oferty handlowej. Kilka lat temu pojawił się plan zburzenia pamiętającego poprzednią epokę sklepu i wybudowania na jego miejscu dwóch 16-to piętrowych wież. Ale na razie budowa jeszcze nie ruszyła…
Spotkanie ustalono o 9, przy wiatrakowym „Mlekomacie”. Obok, przy witrynie supersamu, swój dzień pracy zaczyna chodnikowy bard. W stronę mieszczącego się na tyłach sklepu bazarku podążają kolejne osoby z pustymi jeszcze wózkami na zakupy.

 

Mleko z mlekomatu

Mleko z mlekomatu

Czekając na pozostałych, wykorzystuję czas na bliższe oględziny mlekomatu. Porozsiewane tu i ówdzie dystrybutory pasteryzowanego mleka zawsze wydawały mi się bardziej zdehumanizowane od mleka w kartonie. Jednak samo mleko jest zdecydowanie bliższe temu „prawdziwemu”. Poddane jedynie pasteryzacji, tłuste (4 proc.) i zdecydowanie słodsze dobrze nadaje się do zrobienia wszelkich nabiałowych przetworów domowej produkcji – do przygotowania twarożku, jogurtu czy zsiadłego mleka (odpowiednie kultury bakterii również można kupić w automacie). Cena skorzystania z usług mechanicznej krowy 4 zł za litr, 2,5 za pół litra. – Ale ja tu mleka nie kupuję, lepiej na bazarku – mówi jedna z przechodzących pań i sugeruje wyprawę w głąb bazarku, do budki prowadzonej Pana Romana. Hasło „Pan Roman” pada tez w innej kolejce, a mianowicie przy budce z pieczywem  głównej alejce, w której – swoją drogą – kupić można naprawdę dobre razowe chleby (mi przypadł do gustu zwłaszcza żytni chleb „Dziadka”) czy chleb z żurawiną.

Tu kupcie chleb razowy 'Dziadka" i razowca z żurawiną

Tu kupcie chleb razowy ‚Dziadka” i razowca z żurawiną

Stoisko pana Romana znajduje się w alejce równoległej do Grochowskiej, tuż obok bazarowego sklepiku ze starociami. Prowadzi je od 20 lat, teraz razem z synem. Gdy docieramy tutaj przed 10 w sobotę, mleka już nie ma, więc co najwyżej możemy popatrzeć na kilka pustych stalowych baniek. Z braku mleka można nabyć jajka – 60 gr za sztukę. Podstawą asortymentu niewielkiego stoiska jest jednak chleb – zwykły, „baltonowski”, razowiec oraz chałka, którą kupujemy na drugie śniadanie.

Budka pana Romana, szeroko polecana

Budka pana Romana, szeroko polecana

10.30. Chleb jest, mleka nie ma

10.30. Chleb jest, mleka nie ma

Pan Roman

Pan Roman, od 20 lat na Wiatraku

Po sąsiedzku z panem Romanem znajduje się prawdziwy skarb Wiatraka i chyba jeden z solidniejszych powodów do tego, by się na Wiatrak udać: pomidory. W budce firmowanej szyldem gospodarstwa państwa Marszałków spod Otwocka kupimy nie po prostu pomidory, ale pomidory w kilkunastu odmianach: paprykowe (świetne do pieczenia w całości!), malinowe, zielone, pasiaste, żółte…do wyboru do koloru. Pani Joanna aka Królowa Pomidorów doradzi, który do czego najlepiej się nada, jak prezentuje się trwałość poszczególnych odmian oraz co jeszcze czeka nas w pomidorowym sezonie. Stałam, nie mogłam nacieszyć oczu oraz…uspokoić rosnącego apetytu na kromkę razowego chleba z masłem, pomidorem i grubą solą.

Pomidory od Marszałków

Pomidory od Marszałków

Pani Joanna - Królowa Pomiodrów

Pani Joanna – Królowa Pomiodrów

Pomidory od Marszałków

Pomidory od Marszałków

A jeśli ma być na włoską modłę, to z listkami bazylii (dodam, że magicznej bo natychmiast wypuszczającej nowe liście w miejsce oberwanych) z pobliskiej budki, w której zaopatrujemy się też w bergamotkę do letniego naparu, stewię oraz miętę.

Magiczne bazylie i bergamotki

Magiczne bazylie i bergamotki

Od wonnych ziół odciąga jednak widok wózka pchanego przez panią o azjatyckich rysach twarzy, który okazał się jednym z mobilnych mini-barków krążących po Wiatraku. U pani kupujemy (a po nas dwie zaintrygowane panie w wieku emerytalnym) wietnamskie naleśniki z ryżowego ciasta, okraszone prażoną cebulką, szynką i kolendrą, a z drugiego wózka – kubek słodkiej, ale kojąco zimnej kawy po wietnamsku. Izie udaje się jeszcze dorwać gdzieś azjatyckie, gotowane na parze bułeczki wypełnione farszem z mięsa, makaronu oraz gotowanego jajka – my, z racji pogody, mówimy pas.

Little Vietnam

Little Vietnam

Kawa po wietnamsku z rana jak śmietana

Kawa po wietnamsku z rana jak śmietana

Wiatrak to oczywiście nie tylko profesjonalne budki o wyspecjalizowanym asortymencie (np. z rybami z Ustki czy ekologicznymi produktami i zdrową żywnością) , ale również tzw. babiny. Siedzące na małych zydelkach panie sprzedające wiechcie szmaragdowego koperku z własnego ogrodu, „najlepszy” czosnek powiązany w warkocze, wyłuskany zielny groszek (5 zł za kubeczek), jagody, kurki. U Pani Jadwigi, stojącej na skrzyżowaniu alejek na tyłach Universamu kupuję wybitny twaróg i tegoroczny wielokwiat z pasieki sąsiadów. A u jej koleżanki – czarne porzeczki wielkości szklanych kulek.
Trafią do serka ugniecionego ze śmietaną.

Garnuszek wyłuskanego groszku za 5 zł

Garnuszek wyłuskanego groszku za 5 zł

Jagody na słoiki i kubeczki

Jagody na słoiki i kubeczki

Koperek najpiękniejszy

Koperek najpiękniejszy

W końcu drugie śniadanie, na opuszczonych murkach-stołach. Są kanapki z razowca, twaróg z owocami i konfiturą z tegorocznych truskawek, ziołowe napary. I oczywiście – kultowe rurki z kremem (uwaga – stoisko zamknięte w soboty). Obok naszej miejscówki, pod wiatą, warto zajrzeć niebawem do pana sprzedającego jabłka z własnego sadu, który zapowiedział rychłe pojawienie się najwcześniejszych odmian papierówek.

Śniadanie na Wiatraku

Śniadanie na Wiatraku

Mapa bazaru przy Rondzie Wiatraczna, z zaznaczonymi stoiskami odwiedzonymi podczas SAZ
Relacja z prowadzonej przeze mnie SAZ na Targu Śniadaniowym
Mój wywiad z twórczyniami Sezonowej Akcji Zakupowej

Wiatrak się poleca

Wiatrak się poleca

Written by mminta

10/07/2014 at 8:30 am

Bób, ricotta, mięta

leave a comment »

Z bobem byłam bardzo długo na bakier. Zupełnie nie rozumiałam, dlaczego „dorośli” domownicy tak wyczekiwali na pierwsze, zielone strąki, a potem byli w stanie – podczas lektury książki czy rozwiązywania jolki – pochłonąć całą miseczkę ugotowanych ziaren, łuskając jedno ziarenko po drugim, zupełnie jakby nieświadomie i od niechcenia. No i nagle zrozumiałam. Rok albo dwa lata temu zjadłam we Włoszech prosty makaron z młodziutkim, miękkim i słodkim bobem. A potem risotto. Potem jeszcze świeży bób podany do barweny z grilla. I tak dalej.
A można go dodać do omletu, do sałat. Albo z niego samego uczynić głównego bohatera. Dodajcie ricottę – dobrą słodką, lub ricottę salata, dużo świeże mięty, sól, cytrynę, oliwę. Nic więcej nie potrzeba. Serio.

Bób z ricottą i miętą

Bób z ricottą i miętą

Bób z ricottą i miętą
Składniki:
1 kg młodego, świeżego bobu
250 g ricotty
1 cytryna (skórka i sok)
1 garść listków mięty (grubo posiekanych)
4-5 łyżek oliwy
sól morska
pieprz

W dużym garnku zagotuj osoloną wodę. Do wrzątku wrzuć bób i gotuj przez 4 minuty. Odcedź na durszlaku, przelej zimną wodą. Zostaw do odcedzenia. Wyłuskaj ziarna bobu i przełóż do miski. Na patelni rozgrzej oliwę, dodaj bób, podsmażaj przez 2 minuty, podrzucając ziarna na patelni. Dodaj skórkę z cytryny i sok z 1/2 cytryny, dopraw solą i pieprzem, dodaj miętę, wymieszaj na patelni. Przełóż na półmisek i posyp pokruszoną ricottą. Wymieszaj, skrop oliwą i podawaj.

Zobacz też przepis na:
Penne z bobem i miętowym pesto
Sałatkę z bobu, groszku i zielonych szparagów

 

Bób z ricottą i miętą

Bób z ricottą i miętą

Written by mminta

05/07/2014 at 8:09 am

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 2 380 other followers

%d bloggers like this: