Minta Eats

In France, cooking is a serious art form and a national sport.

Pochwała kalafiora. Sałatka z pieczonego kalafiora z pestkami dyni i kaparami

leave a comment »

Kilka lat temu na salony wrócił burak. Wrócił jako carpaccio, pieczony, z kozim serem lub parmezanem, z pesto. W risotto i z gravlaxem. Został gwiazdą – i słusznie, bo na to zasługuje. Ale podobnie i inne jesienno-zimowe warzywa, które jak do tej pory nie doczekały się chyba swoich pięciu minut i cały czas kojarzą się z kulinarnym banałem.
Choćby taki kalafior, który pięknie chłonie smak przypraw i który zupełnie zmienia swoje oblicze, gdy zamiast go gotować, upieczemy go na chrupko w piekarniku. Wtedy wystarczy garść kaparów, nieco prażonych pestek dyni, rodzynki.

Sałatka z pieczonego kalafiora z rodzynkami i kaparami

Sałatka z pieczonego kalafiora z rodzynkami i kaparami

Sałatka z pieczonym kalafiorem, pestkami dyni, kaparami i rodzynkami


Składniki
1 główka kalafiora
4 łyżki wilgotnych rodzynek
4 łyżki pestek dyni
1 łyżka miodu
1 łyżka oliwy
1 łyżka odcedzonych kaparów

Niewielką główkę kalafiora oczyść z liści, podziel na ćwiartki, a następnie na różyczki wielkości ok. 2 cm. Umyj dokładnie pod bieżącą zimną wodą i odstaw do osuszenia. Przełóż do dużego żaroodpornego naczynia lub na blachę wyściełaną pergaminem, polej 4 łyżkami oliwy, dopraw solą morską oraz świeżo mielonym pieprzem. Dokładnie wymieszaj, aby sos pokrył kawałki warzywa. Wstaw do piekarnika i piecz przez 20 minut, aż różyczki się zrumienią. W połowie pieczenia posyp 4 czubatymi łyżkami pestek dyni. W międzyczasie przelej wrzątkiem 4 łyżki miękkich rodzynek. Wyjmij upieczonego kalafiora, dodaj rodzynki i 4 łyżki posiekanej natki pietruszki. Kapary ugnieć z 2 łyżkami oliwy i odrobiną cytryny. Polej sosem kalafiora.

Sałatka z pieczonego kalafiora z rodzynkami i kaparami

Sałatka z pieczonego kalafiora z rodzynkami i kaparami

Written by mminta

23/10/2014 at 8:04 am

Knajpa Roku 2014

leave a comment »

Stało się: Knajpa Roku 2014 wybrana. Decyzją jury, w którym miałam okazje zasiadać, tytuł Knajpy Roku trafił więcej Kafe Zielony Niedźwiedź. Nagroda Publiczności trafiła w ręce autentycznego młodzika w stawce – działającego zaledwie od kilku miesięcy L’enfant Terrible.

Gdy wystartowała tegoroczna edycja konkursu, pytano mnie, jak będę oceniać nominowane knajpy. Dwie Trzecie, Naam Thai, L’enfant Terrible, Kafe Zielony Niedźwiedź oraz … (jedna z restauracji wycofała się z konkursu) – każda zupełnie inna, z innego rodzaju kuchnią, kierowana do innej grupy odbiorców i dobra na inną okazję. Przyjęłam zasadę, że na kołku odwieszam swoje gusta i preferencje smakowe, a uwagę będę zwracać na to, co można poddać w miarę obiektywnej ocenie: serwis oraz techniczny poziom przygotowania potrawy. Uzbrojona w notatki ruszyłam na obrady jury, w którym miałam okazję zasiadać razem z Kasią Nosowską, Sewerynem Blumsztajnem, Maciejem Stuhrem oraz przewodniczącym mu Maćkiem Nowakiem. Wybór nie był łatwy, ale – jak przyznał Maciek Nowak – ostateczna decyzja została podjęta praktycznie jednomyślnie: Kafe Zielony Niedźwiedź.

Processed with VSCOcam with a6 preset

Knajpa Roku 2014: Kafe Zielony Niedźwiedź

Od początku działalności (a restauracja działa od ok. roku), Zielony Niedźwiedź stawiał na wysokiej jakości produkty; głównie z Polski, choć czasem mało znane, spotykane lub trudne do zdobycia. Dojrzewająca wołowina, wieprzowina ze świni złotnickiej, dziczyzna, sery zagrodowe, rokitnik, ryby słodkowodne. Do tego ciekawe wina (w szczególności selekcja z Węgier) oraz od pewnego czasu ryby z Portugalii. Podane po prostu, bez nadmiaru formy ponad treścią. Od jakiegoś czasu za sterami kuchni stoi znany z „Top Chefa” Sebastian Olma. I zaryzykuję stwierdzenie, że to bardzo dobre zrządzenie losu (a przynajmniej w tym momencie tak to wygląda) oraz właściwa osoba na właściwym miejscu. Olma szanuje produkt, któremu szacunek się należy, dba o niego i potrafi go nie tylko dobrze przyrządzić, ale i zaprezentować, dalej utrzymując powściągliwy, ascetyczny i nieprzekombinowany ton aranżacji. I chyba zwyczajnie cieszy się z tego, że może z takimi produktami pracować. W Niedźwiedziu widać nieustanną pracę i chęć usuwania niedociągnięć. I za taką postawę też należy się uznanie.

Processed with VSCOcam with a6 preset

Kafe Zielony Niedźwiedź. Confitowane kacze języki z pistacjami i solą morską

Processed with VSCOcam with a6 preset

Kafe Zielony Niedźwiedź. Udko i pierś kaczki, ziołowe speatzle, smażone jabłka, śliwki, płatki nasturcji

Processed with VSCOcam with a6 preset

Kafe Zielony Niedźwiedź. Kurek świeże i pieczone pomidory

Processed with VSCOcam with a6 preset

Kafe Zielony Niedźwiedź. Kremowy sernik z białą czekoladą i sosem malinowym

Processed with VSCOcam with a6 preset

Knajpa Roku 2014 – Nagroda Publiczności: L’Enfant Terrible

Nagrodę Publiczności tegorocznej edycji konkursu na Knajpę Roku zdobył L’enfant Terrible – młode (i prawdziwie niepokorne;-) dziecko warszawskiej sceny gastronomicznej. Choć nie przepadam za tym określeniem, bo niewiele za nim stoi, to kuchnię Michała Brysia najlepiej chyba opisać jako kuchnię autorską i wyróżniającą się na tle innych. Szlachetne składniki, ciekawe połączenia i bardzo charakterystyczne, niepokorne aranżacje talerzy (vide przegrzebki z atramentem czy „wół i dym”). Bryś przyznaje, że wyprawia na talerzu to, co che i co lubi (a lubi na przykład słodkości, wiec często w wytrawnych daniach pojawiają się ciastka lody czy czekoladki). L’Enfant Terrible to odważny projekt polaryzujący opinie. Biorąc pod uwagę, że miejsce działa dopiero cztery miesiące, a już narobiła sporo zamieszania, czekam na więcej (zwłaszcza, gdy wie sie o niektórych pomysłach i planach Brysia).
Po ogłoszeniu wyników Maciej Nowak poprosił mnie o komentarz. Powtórzę go tutaj. Po pierwsze: cieszą mnie tegoroczne nominacje: każda inna, każda ciekawa, w zupełnie innym stylu. Oraz – dotycząca miejsca, w którym praktycznie zawsze są goście. Cieszy mnie, że powstają nowe, niebanalne , a nawet odważne lokale, nie tylko z „codziennej” półki, ale plasujące się nieco wyżej lub kwalifikujące jako restauracje fine dining. e szefowie i szefowe kuchni przestają być anonimowymi postaciami, ale wychodzą na scenę, by odebrać nagrody – bo to oni się sercem restauracji. Z drugiej strony to, ze ci szefowie i szefowe kuchni pamiętają, że restauracja to nie wyłącznie oni, ale cały zespół – od osoby, która przyjmuje rezerwację po tę, która obiera marchewki. I na koniec to – że coraz bardziej lubimy chodzić jeść na miasto i odkrywać nowe smaki.Tym bardziej czekam na to, co będzie działo się przy okazji konkursu za roku.

Processed with VSCOcam with a6 preset

L’Enfant Terrible. Pomidory: sorbet z pomidorów, chips z pomidora, kompresowane pomidory z sokiem jabłkowym, czekoladka z pudrem z suszonych pomidorów

Processed with VSCOcam with a6 preset

L’Enfant Terrible. Przegrzebek, puree z jabłek, kiszona kapusta, atrament

Processed with VSCOcam with a6 preset

L’Enfant Terrible. Sernik z jelenia i koziego sera z czarną porzeczką

Processed with VSCOcam with a6 preset

L’Enfant Terrible. „Wól i dym” – starzona, wędzona na zimno i ciepło wołowina z red angusa, czarny chleb, lody ze śliwki wędzonej

Processed with VSCOcam with a6 preset

L’Enfant Terrible. Sum, domowe rotolo nadziewane dynią, puree z dyni, surowy kalafior, sos homarowy

Processed with VSCOcam with a6 preset

L’Enfant Terrible. Udko i pierś przepiórki, śliwka dąbrowiecka,

Processed with VSCOcam with a6 preset

L’Enfant Terrible. Masło: lody z palonego masła, krem z bezy, maślane ciasteczko.

Processed with VSCOcam with a6 preset

L’Enfant Terrible. Mleko: lody mleczne, galaretka z maślanki, chips z mleka, ciasteczko, mleczna czekolada

Written by mminta

22/10/2014 at 8:59 am

Polenta z kukurydzą i bakłażanem

with 2 comments

Można to nazwać rutyną, ale dla mnie to bardziej rytuał wyznaczający początek weekendu. Wstaję, wypijam ciepłą wodę z miodem oraz cytryną i z koszykiem (gdy ktoś mnie z nim widuje, zwykle pada pytanie, czy mam w środku psa lub kota…a tam, ku rozczarowaniu, co najwyżej marchewki, jabłka i sałata) jadę na targ pod Halą Mirowską. Po zakupy, by popatrzeć na kolory, by kupić znów zbyt dużo wszystkiego. Niby zawsze jest to samo, ale też, co tydzień, coś nowego, przypominającego o upływającym czasie. Papierówki, antonówki, pierwsze dynie, wrzosy i cebulki do zasadzenia przed nadejściem zimy. Podłużne pomidory (dla mnie idealne na kanapki, nie tylko na przetwory) i bakłażany pozawalają na chwilę zapomnieć, że jest już jesień i nieco naciągnąć sztywne daty kalendarzowych pór roku.
To danie – znów, od Yotama Ottolenghiego (zobacz też przepis na pieczoną dynię z sosem jogurtowym z tahiną – to coś na babie lato. Kiedy nadal jest słonecznie, jasno, są pomidory i słodkie papryki, ale przychodzi już ochota na coś ciepłego i sycącego.
Jak sugeruje sam autor, zarówno polentę, jak i sos można podawać osobno i wykorzystywać jako dodatki do innych dań. Dla mnie jednak połączenie kremowej, słodkiej polenty z soczystymi, aromatycznymi warzywami jest idealnie wyważone. Przygotowując sos wart postarać się, by warzywa nie rozpadły się zupełnie na jednolite puree, ale nadal były w nich wyczuwalne kawałki ich miąższu. Polentę możesz przygotować z samej świeżej kukurydzy, ale ja dodałam nieco suchej kaszy kukurydzianej. Zamiast fety, która dobrze przełamie słodycz przystawki, możesz użyć innego wyrazistego sera, np. grana padano lub dojrzewającego koziego sera.

Polenta z bakłażanem i pomidorami

Polenta z kukurydzą, bakłażanem i pomidorami

Polenta z kukurydzą z duszonymi bakłażanami
zmodyfikowany przepis Yotama Ottolenghiego z książki”Plenty”

Składniki:
Na sos z bakłażanów i pomidorów
1/4 szklanki oliwy (moja modyfikacja; w oryginale 2/3)
1 średni bakłażan, pokrojony w 1,5 cm kostkę
1 mała szalotka lub 1/2 cebuli (moja modyfikacja)
2 łyżki przecieru pomidorowego
1/4 szklanki białego wina
4 podłużne pomidory – obrane, pokrojone w 1 cm kostkę
6 łyżek wody
szczypta soli
szczypta cukru
1 łyżeczka oregano
kilka listków swieżego tymianku
świeżo mielony czarny pieprz

Na polentę:
2 kolby młodej, słodkiej kukurydzy
1/4 szklanka polenty (kaszy kukurydzianej)
3 szklanki wody
50 g masła
50 g pokruszonej fety
czarny pieprz
sól morska, do smaku

Polenta z bakłażanem i pomidorami

Polenta z kukurydzą, bakłażanem i pomidorami

Uwaga na wstępie: większość dostępnych obecnie odmian bakłażanów jest pozbawionych charakterystycznej goryczki. Aby mieć pewność, że oberżyna nie będzie gorzka po przygotowaniu, pokrój ją wpierw w grube plastry i oprósz solą, odstaw na 10 minut. Gdy na plastrach pojawią się kropelki soku, opłucz go pod bieżącą wodą. Osusz i pokrój bakłażana w kostce.
Na patelni rozgrzej połowę oliwy. Dodaj posiekaną cebulę, po chwili czosnek i bakłażana. Smaż na średnim ogniu, aż bakłażan będzie rumiany. Jeśli trzeba dodaj nieco oliwy w trakcie smażenia (bakłażan wchłonie jej każdą ilość;-). Dodaj wino, zwiększ ogień i zredukuj płyn do połowy objętości. Dodaj pomidory i przecier oraz przyprawy. Duś przez 5 minut, aż sos zgęstnieje. Podawaj ciepłe.

Usuń liście i włoski z kolb kukurydzy. Za pomocą ostrego noża zetnij ziarna z trzonu kolby.
Przełóż ziarna kukurydzy do garnka, zalej wodą tak, by przykrywała je na 1 cm. Gotuj przez ok. 12 minut, aż kukurydza będzie miękka. Odcedź (zachowaj 1 szklankę płynu), odstaw do ostudzenia, zmiksuj za pomocą blendera, pozostawiając jednak strukturę ziaren.
Płyn z gotowania ziaren ponownie doprowadź do wrzenia, dodaj kaszę kukurydzianą i gotuj zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Dodaj ziarna kukurydzy i wymieszaj. Dodaj ser i masło, dopraw pieprzem i – jeśli to konieczne – solą. Gotuj przez 2-3 minuty na małym ogniu. Podawaj z sosem z bakłażanów.

Polenta z bakłażanem i pomidorami

Polenta z kukurydzą, bakłażanem i pomidorami

Written by mminta

09/10/2014 at 8:29 am

Quinoa z kolorową marchewka, cukinią i jarmużem. Ostatnie zbiory

with one comment

Zapach ziemi nie ma sobie równych. Wilgotny, ciepły, lekko słodkawy. W dzieciństwie, jako najbardziej cierpliwy członek rodziny, siałam w równych odstępach groszek, ziarno po ziarenku. Rozsuwałam szyby inspektów podglądając, czy rzodkiewka nadaje się już do wyrwania. Przywiązywałam pomidory do tyczek, pomagając wycieńczonym łodygom udźwignąć dojrzałe owoce. Zapach ziemi się zmieniał – w lecie stawał się mineralny, ostry, na jesieni cierpko-słodki, pomieszany z zapachem dymu z palonych przed zimą uschniętych roślin i przyciętych gałęzi. Sezonowość nie jest dla mnie hasłem zaczerpniętym z artykułów, manifestów slow food czy menu restauracji, ale czymś, co widziałam na własne oczy – mimo, że urodziłam się i zawsze mieszkałam w dużym mieście.

Ostatnie zbiory w Miasto i Ogród

Ostatnie zbiory w Miasto i Ogród

Od lat nie mam ogrodu, ani nawet niewielkiej działki. Ale te wszystkie wspomnienia, ten rytm i zapachy wróciły w tym roku, za sprawą projektu Miasto i Ogród. W zaledwie metrowej średnicy sakwie wyhodowałam własne pomidory, cukinie, kilka liściowych buraków (skubańce, w ogóle nie chciały kiełkować) i fioletowe kalarepki; walczyłam z zaborczym tymiankiem i o liche czerwone bazylie. W końcu, niestety, przyszedł weekend, gdy trzeba było ogród zamknąć, wykopać krzaki, zerwać ostatnie liście bok choya, jarmużu i młodziutkiej botwinki, wyrwać cztery kolorowe marchewki.

Ostatnie zbiory

Ostatnie zbiory

Od początku było wiadomo, że Miasto i Ogród są tylko na chwilę, na jeden sezon. Ale chyba nikt nie spodziewał się (ba, ja sama się nie spodziewałam), że miejski warzywnik tak szybko wrośnie w okoliczny krajobraz. Praktycznie codziennie, o każdej porze ktoś tu był -a to zabłąkany turysta, a to ktoś, kto mimo braku swojego ogródka przyjeżdżał, by podlać przyschnięte lobelie, a to ktoś z książką opalał się na leżaku.
Mnie samą zaskoczyła ilość zbiorów z tak niewielkiego skrawka ziemi. Systematycznie obrywane zioła rosły jak szalone, wypuszczając co rusz nowe pędy. Krzak koktajlowych pomidorków obsypał się kulkami, a rzymskie sałaty ścigały się w konkursie na tę najdorodniejszą.
Adoptowane przeze mnie dwa (a może trzy – trudno stwierdzić w plątaninie łodyg i gałązek) krzaki zielonej fasolki dały w sumie ponad dwa kilogramy strąków. A jeszcze a to cukinia, a to cebulka, a to kalarepa. Ron Finley apeluje: „plant some shit”. I warto, bo z tego sadzenia jest sporo jedzenia.

Processed with VSCOcam with c1 preset

Ostatnie zbiory w Miasto i Ogród

Ostatnie zbiory trafiły do kilku obiadów. Każdy kolorowy, sentymentalny, letnio-jesienny. Na przykład quinoa z mini marchewkami, równie drobną cukinią i fioletową kalarepką.

IMG_3880

Quinoa z kolorową marchewką, cukinia i jarmużem

 

Quinoa z kolorową marchewka, cukinią i jarmużem

Składniki (na 2 porcje):
1/2 szklanki kaszy quinoa
4 małe (10 cm ) żółte cukinie
1 kalarepka
8 małych (ok. 6 cm) marchewek lub 4 nieco większe, najlepiej kolorowe
4 liście młodego jarmużu
kilka listków młodej botwiny
1 łyżka oleju z pestek winogron
na sos:
2 łyżki oleju z pestek winogronu lub oleju sezamowego
1 łyżeczka słodkiego sosu chili
szczypta mielonego imbiru
nieco soku z cytryny, do smaku
1/2 łyżeczki jasnego miso lub jasnego sosu sojowego
czarny pieprz, do smaku

Kaszę ugotuj na sypko, zgodnie z instrukcją na opakowaniu Kalarepkę obierz, przekrój na ćwiartki i pokrój w plastry. Cukinie umyj, pokrój w plasterki, marchewki umyj, przekrój wzdłuż na połówki. Z liści jarmużu usuń twarde nerwy. W garnku ułóż sitko do gotowania na parze. Ułóż na nim kalarepkę i marchewki, a po 2 minutach jarmuż. Gotuj jeszcze 1 minutę, zdejmij z ognia. Na patelni podgrzej 1 łyżkę oleju, dodaj talarki cukinii, a potem obgotowaną kalarepkę i marchewki. Smaż przez 2-3 minuty, na dość dużym ogniu, aż warzywa się zrumienią. Dodaj jarmuż, botwinkę, kaszę oraz dressing, wymieszaj. Przed podaniem posyp listkami kolendry.

Quinoa z warzywami

Quinoa z warzywami i jarmużem

Quinoa z warzywami

Quinoa z warzywami i jarmużem

Written by mminta

08/10/2014 at 9:15 am

Minta w Usta Magazyn. Po raz trzeci.

leave a comment »

Na rynku już trzeci numer Magazynu Usta, a w nim kilka moich tekstów.

MAGAZYN USTA no. 3

MAGAZYN USTA no. 3

Przede wszystkim zapraszam Was do lektury mojego wywiadu z Filipem Clayesem, szefem kuchni belgijskiej restauracji De Jonkman. Filipa poznałam podczas tegorocznej edycji międzynarodowej konferencji Madrid Fusion, gdzie opowiedział o wykorzystywaniu mniej popularnych gatunków ryb w gastronomii. Bo nie samymi solami, dorszami i turbotami człowiek żyje, zwłaszcza, gdy najczęściej spotykane w restauracyjnych kartach gatunki ryb są coraz mniej liczebne w morzach. Co serwuje swoim gościom Filip oraz w jaki sposób udało im się przekonać do współpracy miejscowych rybaków – w wywiadzie.
Ponadto w Ustach krótka relacja z Festiwalu Transatlantyk i Kina Kulinarnego oraz kilka słów o fasoli wrzawskiej. Smacznego!

Written by mminta

29/09/2014 at 6:23 am

Napisane w do poczytania

Tagged with , ,

Boker Tov! Dobrego dnia

leave a comment »

Boker Tov oznacza tyle, co dzień dobry. A dzień zawsze będzie lepszy, gdy rozpocznie się je dobrym śniadaniem. Nie za wczesnym, bo kto by się zrywał w niedzielę bladym świtem. Leniwym, bo na pracę przyjdzie jeszcze pora, w poniedziałek. W gronie znajomych i osób poznanych na miejscu. Ktoś wchodzi, ktoś wychodzi; niektórzy odpoczywają z kubkiem kawy na leżakach, inni nadrabiają zaległości w prasie, najmłodsi urządzają staroświeckie bitwy na poduszki. A na stołach pojawiają się kolejne dania.

Boker Tov

Boker Tov

Domowe konfitury do racuchów, chałek ...Do jedzenia.

Domowe konfitury do racuchów, chałek …Do jedzenia.

Buraki z labnehem

Buraki z labnehem

- Myśleliśmy o formule spotkań, nieformalnych, niespiesznych, najlepiej przy fajnym jedzeniu, na których mogli by się spotykać członkowie społeczności żydowskiej w Warszawie, ale też ich znajomi i znajomi znajomych. Padło na niedzielę – dzień po szabasie, wolny od pracy, początek nowego tygodnia. – Tak zrodziły się boker tov, czyli nasze niedzielne drugie śniadania – opowiada mi Maryla Musidłowska, stylistka jedzenia i dziennikarka kulinarna, która co niedzielę, wraz z Kubą Chojeckim przygotowuje śniadaniową ucztę. – Nie ograniczamy się do dań kuchni żydowskie czy izraelskiej, a po prostu serwujemy to, na co mamy ochotę i z tego, co akurat Kuba wypatrzy na targu – opowiada mi Maryla.

Falafele z sosem paprykowym

Falafele z sosem paprykowym

Na stole pojawiały się i śledziki, i bliny, i gravadlax, owsianka z miodem i tabbouleh, awanturka i guacamole, a po purimowym balu – korzenna, ostra zupa pomidorowa (w sam raz na regenerację po porządnych tańcach). Tym razem, korzystając z urodzaju późnoletnich warzyw, Maryla przygotowała sałatkę z marynowanych warzyw i pieczonej papryki, idealnie wyważoną, słodko-kwaśną, z kawałkami chrupiących cukinii i rozpływającymi się w ustach plasterkami rumianych strąków.

Sałatka z marynowanych warzyw

Sałatka z kiszonych warzyw

Sałatka Maryli z marynowanej cukinii i pieczonej papryki

Składniki:
2 średnie cukinie
1 średnia lub 2 małe cebule dymki
1/2 główki czosnku
1 papryczka chili
1 bulwa fenkułu
5 ziaren ziela angielskiego
2 listki laurowe
oliwa
2 czerwone papryki
garść czarnych oliwek, bez pestek

Cukinie umyj, odetnij końce, pokrój wzdłuż na ćwiartki. Usuń z każdej ćwiartki pasek miąższu z pestkami, a następnie pokrój je na skos. Dymki umyj, odetnij korzonki. Twardą część dymki (białą i kawałek zielonej) pokrój na dwu-trzy centymetrowe słupki. Czosnek obierz. Większe ząbki pokrój na mniejsze części. Chili przekrój wzdłuż na pół, nie dochodząc do szypułki, by obie części pozostały połączone. Fenkuł oczyść z obsuszonych warstw, pokrój w paski. Cukinię zasyp garścią grubej soli, wyłóż na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i krótko podpiecz w gorącym piekarniku w funkcji grilla w temp 250 C, aż brzegi plasterków nabiorą złotego koloru.
Przełóż do miski, dodaj kilka ziaren ziela angielskiego, listki laurowe, czosnek, dymkę, fenkuł i chilli. Zalej oliwą tak, aby przykryła warzywa. Dociśnij pokrywką lub talerzykiem, aż oliwa wypłynie na powierzchnię talerza (lub pokrywki) i obciąż. Odstaw na 24 godziny w chłodne miejsce. Po dobie zdejmij obciążenie i pokrywkę, wymieszaj cukinię z oliwą w naczyniu. Ponownie przykryj pokrywką, lekko dociśnij, żeby oliwa wypłynęła nad pokrywkę i odstaw na kolejne 10 godzin.
Papryki przekrój wzdłuż na połówki, usuń gniazda nasienne. Ułóż na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, skórkami do góry. Piecz pod rozgrzanym grillem, aż skórka sczernieje. Przełóż do miski, szczelnie zakryj i odstaw do ostygnięcia. Obierz papryki ze skórki i pokrój w szerokie paski. Dodaj paprykę do zamarynowanych, odsączonych z nadmiaru oliwy kawałków cukinii, dopraw do smaku solą, pieprzem i ewentualnie cukrem, dodaj czarne oliwki.
Uwaga: Wycięte z cukinii pestki z paskiem miąższu też możesz wykorzystać: skrop je oliwą z marynowania cukinii, posól, posyp płatkami chilli i zgrilluj na ciemnozłoty kolor. Zjedz same ze smakiem lub z pesto z pietruszki.

- Są dania, które muszą być zawsze: puszysta, pachnąca oliwą focaccia, hummus i pasta z buraków z labnehem, posypana z’aatarem – mówi Kuba.
Często są też falafele – z soczewicy, z bobu, a ostatnio – z ciecierzycy i słodkiej papryki, a także pikantna sałatka z marchewki, którą Kuba przygotowuje po mistrzowsku.

IMG_2245

Hummus z za’atarem i pikantna sałatka z marchewki z prażoną cebulką


Pikantna sałatka z marchewki

wg przepisu Yotama Ottolenghiego i Sami Tamimiego z książki „Jerusalem: A Cookbook”

Składniki:
6 dużych marchewek, obranych
3 łyżki oliwy
1 duża cebula, drobno posiekana
2 łyżki harissy
1/2 łyżeczki startego kuminu
1/2 łyżeczki kminku, mielonego
1/2 łyżeczki cukru
3 łyżki octu
sól morska, do smaku
2 łyżki prażonej cebulki
2 łyżki posiekanej natki pietruszki

Marchewki włóż do szerokiego garnka, zalej wodą na tyle, by przykryła warzywa. Posól wodę i doprowadź do wrzenia. Gotuj na średnim przez ok. 20 minut, aż marchewki będą miękkie. Odcedź, ostudź, pokrój w 3 mm plasterki. Gdy marchewki się gotują, na połowie oliwy usmaż cebulkę, aż będzie złotobrązowa. Resztę oliwy wymieszaj z przyprawami. Polej sosem marchewkę, wymieszaj. Podawaj posypane pietruszką i cebulką.

Pikantna sałatka z marchewki z cebulka i pietruszką

Pikantna sałatka z marchewki z cebulka i pietruszką

Jeśli nie będziecie mieć planów na którąś z niedziel, rozpocznijcie ją takim właśnie śniadaniem. Ze znajomymi albo sami, w porze drugiego śniadania lub pierwszego obiadu. Dla smaków ale i dla atmosfery niespieszności – luksusu na wagę racuchów, jakie od czasu do czasu pojawiają się na boker-tovowym stole.

Deser z kaszki mannej

Deser z kaszki mannej

Racuchy z domowymi powidłami

Racuchy z domowymi powidłami

Pieczona dynia z jogurtem, tahiną i kolendrą. Brawa dla Ottolenghiego

with 3 comments

Któraś z jego książek zawsze jest gdzieś w pobliżu, leży przy moim łóżku, albo w torbie. Inna zazwyczaj nie opuszcza kuchni, by być na podorędziu w miejscu kuchennych zbrodni. Gdyby próbować zdefiniować Ottolenghiego, to nie było by to takie proste. Na pewno jest restauratorem (od lat) i autorem książek (właśnie w Wielkiej Brytanii ukazał się jego czwarty tytuł, „Plenty More”, a w Polsce niebawem ukaże się tłumaczenie bestsellerowego „Jerusalem”!), stale publikuje na łamach „ Guardiana oraz innych magazynów kulinarnych.
Co prawda wystąpił w jednej serii telewizyjnych programów kulinarnych, jednak nie udziela się we wszystkich jak leci. Mimo to nie mam wątpliwości: jest gwiazdą. Chyba dlatego, że ma smak, wiedzę i zarówno jednym jak i drugim umie się dzielić. I to tak, że nieustannie ma się apetyt na więcej. Dania proponowane przez Ottolenghiego nie są zwykle nadmiernie skomplikowane, ale dzięki umiejętnemu dobraniu składników są ciekawe i oryginalne. Często spotykają się w nich wyraziste smaki, czasem z nieco różnych bajek, które niespodziewanie tworzą świetną całość. Tak jest z tym daniem. Niby zwyczajna pieczona dynia, ale podkręcona cynamonem i chili. Do niej kremowy, ale w żadnym razie nie mdły sos z tahiny i jogurtu. Oraz – to trzy grosze ode mnie – proste pesto z kolendry, z innego przepisu Yotama. I właściwie nic więcej nie trzeba. Tak to jest z Ottolenghim. Na kim jak na kim, ale na nim jeszcze sie nie zawiodłam ;-)

Pieczona dynia z sosem z kolendry, tahiną i jogurtem

Pieczona dynia z sosem z kolendry, tahiną i jogurtem

Jak pisze Yotam Ottolenghi, to danie stanowi pochwałę dwóch produktów z których słynie Turcji – jogurtu i ostrej papryki. Oba trafiają do sosu, który urozmaica smak słodkiej, orzechowej dyni.

Pieczona dynia z sosem z jogurtu i tahiny i pesto kolendrowym
zainpirowana dwoma przepisami Yotama Ottolenghiego, tym i tym

Składniki:
1 dynia o wadze ok. 1,2 kg (najlepiej tzw. dynia Hokkaido, bo jej skórka jest jadalna)
1 łyżeczka cynamonu
75 ml oliwy
1 ząbek czosnku, zmiażdżony
1 łyżeczka srirachy lub innego ostrego sosu chili
sól i pieprz
sok z cytryny
50 g natki kolendry, posiekanej + nieco do dekoracji
20 g pestek dyni
200 g jogurtu greckiego
2 łyżki tahiny

Nagrzej piekarnik do 180 stopni Celsjusza. Dynię przekrój na pół, usuń włóknistą część miąższu i nasiona. Pokrój na segmenty o grubości 2 cm. Przełóż do miski. W miseczce połącz połowę oliwy z sola, pieprzem, cynamonem i srirachą. Polej marynatą dynię i dokładnie wymieszaj, by pokryła kawałki warzywa. Ułóż kawałki dyni na blasze wyłożonej pergaminem i wstaw do piekarnika. Piecz przez ok. 25 minut, aż dynia sie zrumieni. W międzyczasie zmiksuj kolendrę z czosnkiem i resztą oliwy; dopraw sos solą i pieprzem oraz sokiem z cytryny.
Upieczoną dynie odłóż do wystuczenia. Przed podaniem polej jogurtem wymieszanym z tahiną oraz pesto z kolendry i posyp pestkami dyni i natką kolendry.

Pieczona dynia z sosem z kolendry, tahiną i jogurtem

Pieczona dynia z sosem z kolendry, tahiną i jogurtem

Pieczona dynia z sosem z kolendry, tahiną i jogurtem

Pieczona dynia z sosem z kolendry, tahiną i jogurtem

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 2 442 obserwujących.

%d bloggers like this: