Minta Eats

In France, cooking is a serious art form and a national sport.

Pesto z jarmużu

leave a comment »

Pamiętacie z dzieciństwa taką zabawę w rozpoznawanie smaków z zamkniętymi oczami? Tym razem nikomu oczu nie zakrywałam – po prostu podsunęłam słoiczek z intensywnie zielonym sosem i zapytałam, z czego jest zrobiony. Dodatki trafiono bez problemu – czosnek, oliwa…Ale głównego bohatera nikt nie mógł przyszpilić. A był nim jarmuż.

Penne z pesto z jarmużu

Penne z pesto z jarmużu

Przyznam, że czasem nic z nim nie robię – po prostu wkładam karbowane pióropusze do słoika i stawiam na blacie zamiast kwiatów.
Tym razem trafiły jednak do słoika. A ze słoika do ugotowanego al dente pełnoziarnistego penne. Do tego tylko nieco podprażonych migdałów, albo kozi ser – co znajdziecie w lodówce. Smacznego!

Penne z pesto z jarmużu

Penne z pesto z jarmużu

Pesto z jarmużu

Składniki:

1/2 pęczka jarmużu (młodego, o niewielkich listkach, najlepiej odmiany o zielonych, płaskich, niekarbowanych liściach)
3 ząbki czosnku
1/2 szklanki oliwy
1/4 szklanki migdałów, lekko uprażonych na suchej patelni (można zastąpić pestkami dyni)
sok z cytryny – do smaku
sól, czarny pieprz – do smaku

Jarmuż umyj. W garnku zagotuj wodę. Do wrzątku włóż na 1 minutę liście jarmużu, przenieś je na cedzak i zahartuj zimną wodą.
Odłóż na durszlak do odcedzenia,a następnie dokładnie osusz za pomocą czystej ściereczki lub papierowego ręcznika. Usuń twarde nerwy z liści, a następnie posiekaj jarmuż na kawałki. Czosnek obierz ze skórki, pokrój na kawałki, przełóż do dzieży malaksera. Dodaj migdały, połowę oliwy i zmiksuj. Dodaj jarmuż i zmiksuj pulsacycjnie, uruchamiając malakser na 5 sekund. Dodaj oliwie, dopraw solą, świeżo mielonym pieprzem i sokiem z cytryny. Przełóż pesto do słoika i zalej oliwią tak, by przykryła sos.
Tak przygotowane pesto możesz przechować przez 2-3 dni w lodówce. Ale najlepiej zjeść je od razu, np. z ugotowanym al dente makaronem penne.

Pesto z jarmużu

Pesto z jarmużu

Penne z pesto z jarmużu

Penne z pesto z jarmużu

Written by mminta

27/08/2014 at 12:14 pm

Pszczoły w wielkim mieście

leave a comment »

Jeśli śledzicie mój profil na Instagramie, pewnie w oko wpadły Wam pojawiające się tam od czasu do czasu zdjęcia pszczół i uli. Tak, jeden z nich – do spółki z gronem znajomych – należy do mnie. W tym roku jeszcze nie uda nam się zebrać miodu, ale wierzymy, ze w przyszłym sezonie nasza pszczela rodzina zrewanżuje się za opiekę z nawiązką.

IMG_9745

 

Widok uli w mieście nie jest niczym niezwykłym w Berlinie czy w Londynie, gdzie uli są – na poważnie – tysiące. Wzorem miejskich ogródków z warzywami i ziołami, ule pojawiają się na prywatnych balkonach, dachach firm czy restauracji. Bo pszczoła w mieście ma się naprawdę dobrze i dobrze robi miastu, zapylając miejską roślinność. Co innego w Polsce. W samej Warszawie – jak się szacuje – jest ich ok. 200 (sama SGGW ma ich ok. 80). Chciałoby się dodać – zaledwie.

 

IMG_9735

 

 

Wprowadzić pszczoły do miast stara się od jakiegoś czasu kilka organizacji. W Warszawie są to Miejskie Pszczoły (to właśnie dzięki tej świetnej inicjatywie  oraz prowadzonemu przez Miejskie Pszczoły inkubatorowi mogę stawiać pierwsze kroki w pszczelarstwie) oraz Pszczelarium, które opiekuje się ulami znajdującymi się m.in. w ogrodzie Służewskiego Domu Kultury, a także kilkoma prywatnymi, a także organizuje pszczelarskie warsztaty, podczas których można się zapoznać z biologią pszczół (i dowiedzieć się choćby tego, że królowa w ulu jest królowa właściwie tylko z nazwy, a jej całe życie jest podporządkowane woli roju) oraz liznąć wiedzy z zakresu pszczelarstwa.

 

IMG_9753

 

IMG_9755

IMG_9774_na_tapete_haha

Pszczelarium to Kamil i Agnieszka. Oboje na co dzień pracują w korporacjach. Po pracy rozwijają drugą działalność – miejskie pszczelarstwo. Kamil połknął pszczelego bakcyla w dzieciństwie – pomagał tacie przy ulach znajdujących się na terenie rodzinnego gospodarstwa pod Garwolinem, chodził z nim na spotkanie koła pszczelarskiego. Choć dzisiaj nadal pomaga przy rodzinnej pasiece (w sumie liczy kilkadziesiąt uli), swoją pasję postanowił rozwijać również w mieście – tak powstało prowadzone z Agnieszką Pszczelarium. Niedawno miałam okazję uczestniczyć w wybieraniu miodu z jednego z uli, którymi opiekuje się Kamil. Ul stoi na terenie ogródka działkowego Jodie, między stara jabłonią, a szopą obrośniętą pnączami dyni i cukinii. Ul postawiono pod koniec czerwca, ale okazało się, że to dość czasu, by pozyskać z niego jeszcze w tym roku miód – bursztynowy w kolorze, głównie z pyłków koniczyny porastające okoliczne nasypy kolejowe.
Choć może to zabrzmieć zaskakująco, miód z miasta jest czasem „czystszy” od tego z pasiek wiejskich, gdzie pożytki mogą być zanieczyszczone pestycydami i inna „chemią” stosowaną do ochrony roślin. Jak wykazały badania – choćby miodów pozyskanych na terenie Warszawy -miody miejskie nie przekraczają również norm stężenia metali ciężkich ani węglowodorów. Zatem – pszczoły do miast!

IMG_9789

 

A tu przeczytacie o innej warszawskiej pasiece – tym razem na dachu hotelu

Written by mminta

25/08/2014 at 10:04 pm

Tarte Tatin z pomidorkami

leave a comment »

Tarte Tatin, choć – według historii – narodziła się z przypadku oraz roztargnienia, jest z pewnością jednym z genialniejszych wynalazków kulinarnych. A raczej kulinarnych wytrychów, które otwierają spore pole do popisu. Skoro może być z jabłkami, to i z morelami (i odrobiną lawendy), śliwkami (tu dodałabym nieco skórki z pomarańczy) albo…z pomidorami. Najlepiej słodkimi koktajlowymi, które można jeść niczym cukierki.

IMG_0704

By przydać tarcie wytrawnego charakteru, syrop, w którym karmelizowały się pomidorki, doprawiłam rozmarynem, octem, solą i pieprzem. Sam płat ciasta, przed położeniem go na pomidorkach, posmarowałam jedynie oliwą czosnkową i lekko posoliłam. Ale dla urozmaicenia ciasto można posmarować pesto, a między pomidorkami poutykać pączki kaparów, wypestkowane czarne oliwki lub okruchy fety. Ale to następnym razem.

Tarte Tatin z pomidorkami

Tarte Tatin z pomidorkami

Tarte Tatin z pomidorkami
(z dedykacją dla A-M)

Składniki:
1 arkusz ciasta francuskiego
600 g pomidorków koktajlowych, najlepiej różnokolorowych, umytych i osuszonych
4 łyżki miodu (najlepiej spadziowego)
1 łyżeczka octu jabłkowego
3 gałązki rozmarynu
1 mała szalotka, pokrojona w piórka
sól, pieprz, oliwa

Ciasto francuskie rozwałkuj, przytnij na wymiar formy, w której będziesz piec tartę i wstaw w blaszce do lodówki.
W rondelku na oliwie zeszklij szalotkę, a gdy będzie przezroczysta, przełóż ją na talerz. Do rondelka dodaj miód, 2 łyżki wody, rozmaryn, ocet, sól i pieprz. Gotuj na małym ogniu, aż syrop zgęstnieje.
Nagrzej piekarnik do 190 stopni Celsjusza. Dno formy do tarty wyłóż pergaminem. Wylej na papier podgrzany syrop (razem z rozmarynem), ułóż na nim pomidorki, a na nich – podsmażoną cebulkę. Przykryj wykrojonym kawałkiem ciasta i delikatnie dociśnij. Wstaw do piekarnika i piecz przez 25-30 minut, aż ciasto urośnie i się zrumieni. Wyjmij tartę z piekarnika i odstaw na 10 minut do przestudzenia. Nakryj blaszkę talerzem i szybkim ruchem odwróć formę, wyrzucając tartę na półmisek.

Tarte Tatin z pomidorkami

Tarte Tatin z pomidorkami

Pożegnanie lata z Kwiaty i Miut

leave a comment »

]

 

Było piękniej, niż na zdjęciach.

Choć chcę wierzyć, ze lato jeszcze się nie kończy, to o lepszy finał chyba byłoby trudno.

Piękne wnętrze starej stodoły, udekorowane późnoletnimi daliami i słonecznikami. Długi stół, a na nim zastawa pomysłu gospodarzy wieczoru, czyli Łukasza i Radka z Kwiaty&Miut, karteczki z imionami jeszcze nieznajomych gości. Jedzenie przygotowała Magda z Polnej Zdrój - domowy kefir z sokiem z kiszonych buraków, chili con carne,  zapiekanka z zagrodowymi serami i lavash ze zrobionym przez nią za’atarem, pieczone warzywa i dipy. Ja podrzuciłam pomysł na sałatkę z pieczonej dyni, grillowanego marynowanego tofu i rukoli tak ostrej, że nie potrzebowała żadnych przypraw (przepis znajdziecie niżej). Był chleb na zakwasie od Ani (taki, po który bym mogła jeździć do Poznania) i kawa z Salwadoru od Gacy i Anny. A na koniec, od Justyny, szklaneczki Eton mess z robionymi po nocy miniaturowymi bezikami oraz tort jak z obrazka – piętrowy, z lekkim kremem i domową konfiturą ze świeżo zerwanych owoców.

Takie popołudnia chcę trzymać w pamięci jak najdłużej. Bo niezwykłe rzeczy zdarzają się w zwykłe dni.

Dzięki!

 

 

IMG_0495

 

IMG_0486

 

IMG_0505

 

IMG_0508


Sałatka z pieczonej dyni, marynowanego tofu i rukoli

na Restaurant Day z Kwiaty & Miut oraz Polna Zdrój

Składniki:

4 garście ogrodowej rukoli
1/2 dyni delica (o zielonej skórce i pomarańczowym miąższu; można zastąpić dynią hokkaido)
1 kostka tofu
2 łyżki sosu sojowego
1/4 łyżeczka płatków chili
1 łyżka miodu
sok z cytryny
1 łyżka oleju sezamowego
2 + 2 łyżki oleju z pestek winogron
3 łyżki sezamu
sól, świeżo mielony czarny pieprz

Tofu odsącz, pokrój w kostkę, przełóż do miski. W miseczce połącz sos sojowy, olej sezamowy, miód, nieco soku z cytryny i chili. Zalej marynatą tofu, wymieszaj i odstaw do zamarynowania na min. 1 godzinę. Nagrzej piekarnik do 190 stopni z termoobiegiem. Dynię pokrój na segmenty, odetnij skórkę i pokrój w 2 cm kostkę. Przełóż do naczynia do zapiekania, skrop olejem z pestek winogron, dopraw sola i pieprzem. Wstaw do piekarnika i piecz przez 30 minut, aż dynia się zrumieni. Wyjmij z piekarnika i odstaw do przestudzenia.
Na suchej patelni upraż ziarna sezamu, przesyp na talerzyk. Na tej samej patelni rozgrzej 2 łyżki oleju z winogron, dodaj zamarynowane tofu i smaż na dość mocnym ogniu, aż się zrumieni. Na półmisku ułóż rukolę, dodaj dynię i tofu i wymieszaj. Posyp sezamem i polej resztką marynaty.

 

IMG_0516

 

IMG_0521

 

DSC_3409

 

IMG_0489

 

IMG_0525

 

IMG_0531

 

 

IMG_0487

Written by mminta

20/08/2014 at 7:47 am

Makaron ze świeżymi pomidorami i ricottą

leave a comment »

- A może zrobisz nam obiad?

Chyba dawno nie usłyszałam tak miłej prośby.
Bo miło jest, jeśli ktoś zrobi coś dla Ciebie.
Ale chyba jeszcze fajniej jest móc zrobić coś dla innych.

 

IMG_2332

 

To jedno z tych dań, które robi się właściwie samo. I pewnie wszystko znajdziecie we własnej kuchni lub w warzywniaku za rogiem. Pokrojenie pomidorów i opłukanie listków bazylii zajmie Wam pewnie tyle, ile zajmie ugotowanie makaronu. Najlepszy będzie niewielki, jędrny makaron – orecchiette (małe uszka), cortecce, czyli wąskie łódeczki albo choćby zwykłe penne, które pewnie zalega gdzieś w kącie szafki, też da radę. Im więcej różnych pomidorów, tym ciekawiej – nie tylko wizualnie, ale i smakowo. Tegoroczne koktajlowe od Ziółków smakują jak landrynki, zielone są idealnie słodko-kwaskowe, a malinowe pachną jak pełnia lata. Do tego delikatna ricotta, która przełamie kwasowość pomidorów (jeśli jej nie ma, wystarczy choćby dobry, słodki twaróg), oliwa, bazylia ze szklanki stojącej na blacie kuchni.

 

Cortecce z pomidorami i ricottą

Cortecce z pomidorami i ricottą


Cortecce ze świeżymi pomidorami, ricottą i bazylią
dla
M i J

Składniki:
200 g krótkiego makaronu (orecchiette, cortecce)
500 g różnych pomidorów
150 g ricotty
4 gałązki bazylii (same listki)
1/5 szklanki oliwy
sól morska, pieprz

Makaron ugotuj al dente. W międzyczasie umyj i osusz pomidory. Koktajlowe przekrój na pół, a większe – na ćwiartki lub ósemki.Makaron odcedź, przełóż z powrotem do garnka. Dodaj oliwę, sól, pieprz i pomidory, wymieszaj, potrząsając garnkiem. Dodaj bazylię, pokruszoną ricottę i przełóż na półmisek. Dopraw pieprzem, jeśli to potrzebne.

Cortecce z pomidorami i ricottą

Cortecce z pomidorami i ricottą

Written by mminta

18/08/2014 at 8:58 pm

Napisane w pasty

Crumble z jabłkami i jagodami

leave a comment »

Zawsze czekam na papierówki. Je chrupię ot tak, czytając książkę, idąc do pracy. Potem są antonówki – na szarlotki czy choćby plaster twarogu z uprażonymi na szybko kawałkami owoców z miodem i cynamonem.
Poluję na malinówki, ale te coraz trudniej wypatrzeć na bazarkach.
Choć nie wyobrażam sobie zimy bez twardych, słodkich i soczystych ligoli, trochę żal starych, może nieco niemodnych odmian. Warto, by zostały – choćby po to, by urozmaicać jabłkowy krajobraz na targowisku.
Więcej o starych odmianach jabłek i ludziach, którzy nadal je uprawiają przeczytacie w moim artykule w „Gazecie Wyborczej”.

Crumble z antonówkami i jagodami

Crumble z antonówkami i jagodami

A to deser na sytuacje: „Zjadłabym coś, coś dobrego, słodkiego, domowego. I żeby jeszcze samo się zrobiło”.
Crumble, czyli owoce zapieczone pod warstwa złocistej kruszonki, to chyba najprostszy deser, jaki można wymyślić. Wystarczy pokroić dowolne owoce, doprawić wedle uznania, zasypać kruszonką na maśle i upiec. Sezon można zacząć od crumble z truskawkami i rabarbarem, potem zapiekać tak morele i śliwki, a w końcu – jabłka. Równie duże pole do popisu pozostawia kruszonka – można dodać do niej orzechy, migdały, płatki owsiane. Doprawić cynamonem, imbirem… Sami widzicie. Ja tym razem użyłam pierwszych antonówek oraz jagód, których w tym roku jest zatrzęsienie. A kruszonkę przygotowałam z płatkami, które dodają orzechowego aromatu.

Crumble z antonówkami i jagodami
Składniki:
4 średnie antonówki
1/2 szklanki leśnych jagód
1 łyżka brązowego cukru
cytryna
masło
Na kruszonkę:
2/3 szklanki mąki
4 łyżki brązowego cukru (lub jasnego cukru muscovado)
4 łyżki płatków owsianych
50 g masła
1/4 łyżeczki mielonego imbiru
szczypta soli

Nagrzej piekarnik do 180 stopni Celsjusza.
Jabłka umyj, osusz, obierz, usuń gniazda nasienne. Pokrój na ósemki, przełóż do miski i skrop sokiem z cytryny, by nie ciemniały. Jagody umyj i odcedź na durszlaku. Z podanych składników przygotuj kruszonkę, wstaw do lodówki do czasu użycia. Żaroodporne naczynie wysmaruj masłem, przełóż do środka jabłka i jagody, posyp 1 łyżką cukru. na wierzchu ułóż kruszonkę. Wstaw do piekarnika i piecz przez ok. 30 minut, aż kruszonka będzie złoto-brązowa. Podawaj na ciepło, najlepiej z lodami lub kwaśną śmietaną.

Crumble z jabłkami i jagodami

Crumble z jabłkami i jagodami

Written by mminta

09/08/2014 at 10:06 am

Kuskus z pieczonymi pomidorami i kolendrą

leave a comment »

Właściwie powstała sama. Z tego, co było pod ręką – kilku proszących o łaskę pomidorów, resztki kuskusu z poprzedniego obiadu, połowy pęczka kolendry. Do tego dużo soku z cytryny, oliwa, kumin, czerwony pieprz i nieco płatków chili. A jeśli macie ochotę nieco sumaku.
Było zbyt gorąco, by gotować.
Dobrze, że potem przyszła burza.

Kuskus z pieczonymi pomidorami, kolendrą i cytryną

 

 

Kuskus z pieczonymi pomidorami i kolendrą

na 2 porcje
1/2 szklanki kaszy kuskus lub bulgur
8 pomidorków koktajlowych
2 pomidory śliwkowe
2 małe zielone pomidory „zebry”
1 mały pęczek kolendry
1 szalotka
szczypta mielonych ziaren kolendry, kuminu, nieco sumaku
czerwony pieprz
3-4 łyżki oliwy z oliwek
1 łyżka soku z cytryny

Kuskus przygotuj zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Spulchnij widelcem, dopraw, wymieszaj i odstaw do ostudzenia. Pomidory umyj, osusz, poprzekrawaj na pół. Na patelni grillowej rozgrzej 1 łyżkę oliwy, ułóż na niej pomidory i piecz, aż się zrumienią (alternatywnie możesz posmarować pomidory oliwą, ułożyć w naczyniu żaroodpornym i upiec w piekarniku, pod grillem nastawionym na średnią moc.
Zrumienione pomidory odłóż dodaj do przyprawionego kuskusu. Dodaj posiekaną cebulkę, kolendrę, sok z cytryny i oliwę. Delikatnie wymieszaj. Odstaw na 20 minut do przegryzienia (sok z pomidorów i oliwa stworzą idealny sos). Przed podaniem możesz posypać serem bałkańskim lub kozim.

 

Kuskus z pieczonymi pomidorami i kolendrą

 

 

IMG_9711

Written by mminta

06/08/2014 at 12:08 pm

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 2 408 other followers

%d bloggers like this: