Minta Eats

In France, cooking is a serious art form and a national sport.

Quinoa z pieczoną dynią i jarmużem

with 2 comments

Jest tu wszystko, co pyszni się teraz na straganach: kawałki dyni, jarmuż, cząstki chrupiącego jabłka. Do tego delikatna, lekko orzechowa quinoa. Nieco chili, dla rozgrzana w zimniejsze popołudnie, kuminu. Soku z cytryny i miodu – bo wszystko lubi równowagę.

IMG_1227

Quinoa z pieczoną dynią, jarmużem i jabłkiem

 


Quinoa z pieczoną dynią, jarmużem i jabłkiem

(dla 4 osób, jako przystawka lub niewielki lunch; inspirowane przepisem Edible Perspective)

Składniki:
600 g dyni (najlepiej delici, lub innej odmiany o nierozpadającym się miąższu)
1 jabłko (np. piros lub celesta; słodkie i twarde)
1 mała cebula czerwona
3 ząbki czosnku
1/2 pęczka lub 1 mały pęczek zielonego jarmużu
3/4 szklanki komosy ryżowej
2 łyżki miodu
1/2 łyżki octu balsamicznego
1/2 łyżeczki płatków chili
szczypta kuminu, mielonego
sól, czarny pieprz
oliwa, sok z cytryny

Piekarnik nagrzej na 180 stopni. Dynię umyj, pokrój w cząstki. W miseczce połącz 2 łyżki miodu, ocet balsamiczny, przyprawy. Marynata posmaruj dynię, ułóż kawałki warzywa na blasze wyściełanej pergaminem i wstaw do piekarnika. Piecz, odwracając w czasie pieczenia 2-3 razy, aż dynia się zrumieni. Pod koniec pieczenia dodaj cząstki jabłek
. W międzyczasie jarmuż umyj i osusz, usuń twarde nerwy z liści. Cebule obierz i pokrój w drobna kostkę, czosnek obierz i pokrój w plasterki. Na oliwie zeszkli cebulę z czosnkiem, dodaj jarmuż i duś rzez 3-4 minuty. Zestaw z ognia. Quinoę ugotuj na sypko zgodnie z przepisem na opakowaniu, dodaj podsmażony jarmuż, wymieszaj. Wyjmij upieczona dynię, jeśli trzeba usuń skórkę. Na półmisku ułóż dynię, cząstki jabłek, jarmuż i quinoę.

IMG_1229

Quinoa z pieczoną dynią, jarmużem i jabłkiem

IMG_1225

Quinoa z pieczoną dynią, jarmużem i jabłkiem

Written by mminta

06/09/2014 at 6:09 am

Grillowana kukurydza z kozim serem

with 2 comments

To danie z warszawskiej Bibendy pokochałam od razu. A właściwie to chyba nawet jeszcze zanim po raz pierwszy go spróbowałam. Już w wyobraźni wszystko grało: opalona na grillu kukurydza, kolendra, kozi ser, limonka. Proste, sezonowe, w punkt. Czarny, węglowy rumieniec przyjemnie łamie słodycz ziaren kukurydzy, cytrusowy sok dodaje świeżości, a kolendra wnosi korzenne nuty i dodaje meksykańskiego charakteru. W Bibendzie to drobne, ale jakże cieszące danie jest podawane w towarzystwie ostrego paprykowego sosu – ja w swojej domowej wersji go pominęłam, ale jeśli lubicie ogniste akcenty, warto o podobnym dodatku pomyśleć. Jeśli tylko będziecie w Warszawie, wybierzcie się do Bibendy, najlepiej ze znajomymi. Zamówcie kilka talerzy z daniami pomysły chefa Zbiga (w tym kukurydzy w oryginalnej wersji, jeśli jeszcze tylko będzie w menu), dzielcie się, próbujcie i  typujcie faworyta spośród tego, co na stole. Bibendę polecam. A tu poniżej – podsuwam grillowaną kukurydzę, po mojemu.

Grillowana kukurydza z kozim serem

Grillowana kukurydza z kozim serem

Kukurydza grillowana z kozim serem
na podstawie pomysłu chefa Zbiga z warszawskiej Bibendy

Składniki:
2 kolby młodej kukurydzy
4 łyżki koziego twarożku
4 łyżki posiekanej natki kolendry
1 cytryna
sól
oliwa

Kukurydze oczyść z włókien, obgotuj przez 2 minuty w osolonym wrzątku, a następnie zgrilluj (najlepiej na prawdziwym grillu lub ciężkiej patelni grillowej), aż się mocno zrumieni, a nawet nieco zwęgli. Gorącą kukurydzę posmaruj kozim twarożkiem, posyp kolendrą, a przed jedzeniem skrop sokiem z cytryny lub limonki.

 

Grillowana kukurydza z kozim serem

Grillowana kukurydza z kozim serem

Grillowana kukurydza z kozim serem i kolendrą

Grillowana kukurydza z kozim serem i kolendrą

Written by mminta

05/09/2014 at 6:57 am

Migdałowe ciasto z brzoskwiniami

with 6 comments

To ciasto na koniec lata. Smakami przywołuje na myśl bazar w pełni sezonu, pełen soczystych, kuszących kształtami i kolorami owoców ale też wakacyjne podróże: wyprawy na shouk po świeże migdały i wodę różaną albo do pasieki, po słoik nowego miodu. Jest sycące, maślane, słodkie akurat na tyle, by ukoić lekki żal po kończącym się lecie. Przed wstawieniem do piekarnika posyp je płatkami migdałów i cukrem, który w połączeniu z puszczonym przez owoce sokiem utworzy chrupiącą, błyszczącą skorupkę.

Ciasto migdałowo-różane z brzoskwiniami

Ciasto migdałowo-różane z brzoskwiniami


Migdałowo-różane ciasto z brzoskwiniami

175 g masła
175 g cukru
175 g mąki
100 g zmielonych migdałów
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżeczki wody różanej
1 łyżeczka esencji waniliowej
1/2 łyżeczki skórki z cytryny
2 duże jajka
3 dojrzałe brzoskwinie
2 łyżki płatków migdałów i 2 łyżki brązowego cukru, do posypania.

Tortownice o średnicy 23 cm wyłóż papierem do pieczenia i wysmaruj masłem. Piekarnik nagrzej do 175 stopni Celsjusza.
Brzoskwinie umyj, osusz, przekrój na połówki, a następnie każdą z nich na cztery cząstki.
W dzieży robota kuchennego utrzyj masło z cukrem na jasną, puszystą masę. Dodaj jajka, po jednym na raz, cały czas ucierając. Dodaj esencję waniliową i skórkę z cytryny i wymieszaj. W misce połącz mąkę z proszkiem do pieczenia i migdałami. Stopniowo dodawaj do masy mąkę, cały czas mieszając masę. Na końcu dodaj wodę różaną i wymieszaj. Przelej ciasto do formy, na wierzchu ułóż cząstki owoców, posyp migdałami i cukrem. Wstaw do piekarnika i piecz przez ok. 55-60 minut, aż patyczek wbity w środek ciasta wyjdzie suchy. Jeśli ciasto zacznie się zbytni rumienić, na koniec pieczenia możesz przykryć je pergaminem.
Wyjmij z piekarnika i przez 10 minut studź w foremce. Potem przełóż na kratkę do całkowitego ostudzenia.

Ciasto migdałowo-różane z brzoskwiniami

Ciasto migdałowo-różane z brzoskwiniami

IMG_0582a-2

Ciasto migdałowo-różane z brzoskwiniami

Pesto z jarmużu

with 2 comments

Pamiętacie z dzieciństwa taką zabawę w rozpoznawanie smaków z zamkniętymi oczami? Tym razem nikomu oczu nie zakrywałam – po prostu podsunęłam słoiczek z intensywnie zielonym sosem i zapytałam, z czego jest zrobiony. Dodatki trafiono bez problemu – czosnek, oliwa…Ale głównego bohatera nikt nie mógł przyszpilić. A był nim jarmuż.

Penne z pesto z jarmużu

Penne z pesto z jarmużu

Przyznam, że czasem nic z nim nie robię – po prostu wkładam karbowane pióropusze do słoika i stawiam na blacie zamiast kwiatów.
Tym razem trafiły jednak do słoika. A ze słoika do ugotowanego al dente pełnoziarnistego penne. Do tego tylko nieco podprażonych migdałów, albo kozi ser – co znajdziecie w lodówce. Smacznego!

Penne z pesto z jarmużu

Penne z pesto z jarmużu

Pesto z jarmużu

Składniki:

1/2 pęczka jarmużu (młodego, o niewielkich listkach, najlepiej odmiany o zielonych, płaskich, niekarbowanych liściach)
3 ząbki czosnku
1/2 szklanki oliwy
1/4 szklanki migdałów, lekko uprażonych na suchej patelni (można zastąpić pestkami dyni)
sok z cytryny – do smaku
sól, czarny pieprz – do smaku

Jarmuż umyj. W garnku zagotuj wodę. Do wrzątku włóż na 1 minutę liście jarmużu, przenieś je na cedzak i zahartuj zimną wodą.
Odłóż na durszlak do odcedzenia,a następnie dokładnie osusz za pomocą czystej ściereczki lub papierowego ręcznika. Usuń twarde nerwy z liści, a następnie posiekaj jarmuż na kawałki. Czosnek obierz ze skórki, pokrój na kawałki, przełóż do dzieży malaksera. Dodaj migdały, połowę oliwy i zmiksuj. Dodaj jarmuż i zmiksuj pulsacycjnie, uruchamiając malakser na 5 sekund. Dodaj oliwie, dopraw solą, świeżo mielonym pieprzem i sokiem z cytryny. Przełóż pesto do słoika i zalej oliwią tak, by przykryła sos.
Tak przygotowane pesto możesz przechować przez 2-3 dni w lodówce. Ale najlepiej zjeść je od razu, np. z ugotowanym al dente makaronem penne.

Pesto z jarmużu

Pesto z jarmużu

Penne z pesto z jarmużu

Penne z pesto z jarmużu

Written by mminta

27/08/2014 at 12:14 pm

Pszczoły w wielkim mieście

leave a comment »

Jeśli śledzicie mój profil na Instagramie, pewnie w oko wpadły Wam pojawiające się tam od czasu do czasu zdjęcia pszczół i uli. Tak, jeden z nich – do spółki z gronem znajomych – należy do mnie. W tym roku jeszcze nie uda nam się zebrać miodu, ale wierzymy, ze w przyszłym sezonie nasza pszczela rodzina zrewanżuje się za opiekę z nawiązką.

IMG_9745

 

Widok uli w mieście nie jest niczym niezwykłym w Berlinie czy w Londynie, gdzie uli są – na poważnie – tysiące. Wzorem miejskich ogródków z warzywami i ziołami, ule pojawiają się na prywatnych balkonach, dachach firm czy restauracji. Bo pszczoła w mieście ma się naprawdę dobrze i dobrze robi miastu, zapylając miejską roślinność. Co innego w Polsce. W samej Warszawie – jak się szacuje – jest ich ok. 200 (sama SGGW ma ich ok. 80). Chciałoby się dodać – zaledwie.

 

IMG_9735

 

 

Wprowadzić pszczoły do miast stara się od jakiegoś czasu kilka organizacji. W Warszawie są to Miejskie Pszczoły (to właśnie dzięki tej świetnej inicjatywie  oraz prowadzonemu przez Miejskie Pszczoły inkubatorowi mogę stawiać pierwsze kroki w pszczelarstwie) oraz Pszczelarium, które opiekuje się ulami znajdującymi się m.in. w ogrodzie Służewskiego Domu Kultury, a także kilkoma prywatnymi, a także organizuje pszczelarskie warsztaty, podczas których można się zapoznać z biologią pszczół (i dowiedzieć się choćby tego, że królowa w ulu jest królowa właściwie tylko z nazwy, a jej całe życie jest podporządkowane woli roju) oraz liznąć wiedzy z zakresu pszczelarstwa.

 

IMG_9753

 

IMG_9755

IMG_9774_na_tapete_haha

Pszczelarium to Kamil i Agnieszka. Oboje na co dzień pracują w korporacjach. Po pracy rozwijają drugą działalność – miejskie pszczelarstwo. Kamil połknął pszczelego bakcyla w dzieciństwie – pomagał tacie przy ulach znajdujących się na terenie rodzinnego gospodarstwa pod Garwolinem, chodził z nim na spotkanie koła pszczelarskiego. Choć dzisiaj nadal pomaga przy rodzinnej pasiece (w sumie liczy kilkadziesiąt uli), swoją pasję postanowił rozwijać również w mieście – tak powstało prowadzone z Agnieszką Pszczelarium. Niedawno miałam okazję uczestniczyć w wybieraniu miodu z jednego z uli, którymi opiekuje się Kamil. Ul stoi na terenie ogródka działkowego Jodie, między stara jabłonią, a szopą obrośniętą pnączami dyni i cukinii. Ul postawiono pod koniec czerwca, ale okazało się, że to dość czasu, by pozyskać z niego jeszcze w tym roku miód – bursztynowy w kolorze, głównie z pyłków koniczyny porastające okoliczne nasypy kolejowe.
Choć może to zabrzmieć zaskakująco, miód z miasta jest czasem „czystszy” od tego z pasiek wiejskich, gdzie pożytki mogą być zanieczyszczone pestycydami i inna „chemią” stosowaną do ochrony roślin. Jak wykazały badania – choćby miodów pozyskanych na terenie Warszawy -miody miejskie nie przekraczają również norm stężenia metali ciężkich ani węglowodorów. Zatem – pszczoły do miast!

IMG_9789

 

A tu przeczytacie o innej warszawskiej pasiece – tym razem na dachu hotelu

Written by mminta

25/08/2014 at 10:04 pm

Tarte Tatin z pomidorkami

leave a comment »

Tarte Tatin, choć – według historii – narodziła się z przypadku oraz roztargnienia, jest z pewnością jednym z genialniejszych wynalazków kulinarnych. A raczej kulinarnych wytrychów, które otwierają spore pole do popisu. Skoro może być z jabłkami, to i z morelami (i odrobiną lawendy), śliwkami (tu dodałabym nieco skórki z pomarańczy) albo…z pomidorami. Najlepiej słodkimi koktajlowymi, które można jeść niczym cukierki.

IMG_0704

By przydać tarcie wytrawnego charakteru, syrop, w którym karmelizowały się pomidorki, doprawiłam rozmarynem, octem, solą i pieprzem. Sam płat ciasta, przed położeniem go na pomidorkach, posmarowałam jedynie oliwą czosnkową i lekko posoliłam. Ale dla urozmaicenia ciasto można posmarować pesto, a między pomidorkami poutykać pączki kaparów, wypestkowane czarne oliwki lub okruchy fety. Ale to następnym razem.

Tarte Tatin z pomidorkami

Tarte Tatin z pomidorkami

Tarte Tatin z pomidorkami
(z dedykacją dla A-M)

Składniki:
1 arkusz ciasta francuskiego
600 g pomidorków koktajlowych, najlepiej różnokolorowych, umytych i osuszonych
4 łyżki miodu (najlepiej spadziowego)
1 łyżeczka octu jabłkowego
3 gałązki rozmarynu
1 mała szalotka, pokrojona w piórka
sól, pieprz, oliwa

Ciasto francuskie rozwałkuj, przytnij na wymiar formy, w której będziesz piec tartę i wstaw w blaszce do lodówki.
W rondelku na oliwie zeszklij szalotkę, a gdy będzie przezroczysta, przełóż ją na talerz. Do rondelka dodaj miód, 2 łyżki wody, rozmaryn, ocet, sól i pieprz. Gotuj na małym ogniu, aż syrop zgęstnieje.
Nagrzej piekarnik do 190 stopni Celsjusza. Dno formy do tarty wyłóż pergaminem. Wylej na papier podgrzany syrop (razem z rozmarynem), ułóż na nim pomidorki, a na nich – podsmażoną cebulkę. Przykryj wykrojonym kawałkiem ciasta i delikatnie dociśnij. Wstaw do piekarnika i piecz przez 25-30 minut, aż ciasto urośnie i się zrumieni. Wyjmij tartę z piekarnika i odstaw na 10 minut do przestudzenia. Nakryj blaszkę talerzem i szybkim ruchem odwróć formę, wyrzucając tartę na półmisek.

Tarte Tatin z pomidorkami

Tarte Tatin z pomidorkami

Pożegnanie lata z Kwiaty i Miut

leave a comment »

]

 

Było piękniej, niż na zdjęciach.

Choć chcę wierzyć, ze lato jeszcze się nie kończy, to o lepszy finał chyba byłoby trudno.

Piękne wnętrze starej stodoły, udekorowane późnoletnimi daliami i słonecznikami. Długi stół, a na nim zastawa pomysłu gospodarzy wieczoru, czyli Łukasza i Radka z Kwiaty&Miut, karteczki z imionami jeszcze nieznajomych gości. Jedzenie przygotowała Magda z Polnej Zdrój - domowy kefir z sokiem z kiszonych buraków, chili con carne,  zapiekanka z zagrodowymi serami i lavash ze zrobionym przez nią za’atarem, pieczone warzywa i dipy. Ja podrzuciłam pomysł na sałatkę z pieczonej dyni, grillowanego marynowanego tofu i rukoli tak ostrej, że nie potrzebowała żadnych przypraw (przepis znajdziecie niżej). Był chleb na zakwasie od Ani (taki, po który bym mogła jeździć do Poznania) i kawa z Salwadoru od Gacy i Anny. A na koniec, od Justyny, szklaneczki Eton mess z robionymi po nocy miniaturowymi bezikami oraz tort jak z obrazka – piętrowy, z lekkim kremem i domową konfiturą ze świeżo zerwanych owoców.

Takie popołudnia chcę trzymać w pamięci jak najdłużej. Bo niezwykłe rzeczy zdarzają się w zwykłe dni.

Dzięki!

 

 

IMG_0495

 

IMG_0486

 

IMG_0505

 

IMG_0508


Sałatka z pieczonej dyni, marynowanego tofu i rukoli

na Restaurant Day z Kwiaty & Miut oraz Polna Zdrój

Składniki:

4 garście ogrodowej rukoli
1/2 dyni delica (o zielonej skórce i pomarańczowym miąższu; można zastąpić dynią hokkaido)
1 kostka tofu
2 łyżki sosu sojowego
1/4 łyżeczka płatków chili
1 łyżka miodu
sok z cytryny
1 łyżka oleju sezamowego
2 + 2 łyżki oleju z pestek winogron
3 łyżki sezamu
sól, świeżo mielony czarny pieprz

Tofu odsącz, pokrój w kostkę, przełóż do miski. W miseczce połącz sos sojowy, olej sezamowy, miód, nieco soku z cytryny i chili. Zalej marynatą tofu, wymieszaj i odstaw do zamarynowania na min. 1 godzinę. Nagrzej piekarnik do 190 stopni z termoobiegiem. Dynię pokrój na segmenty, odetnij skórkę i pokrój w 2 cm kostkę. Przełóż do naczynia do zapiekania, skrop olejem z pestek winogron, dopraw sola i pieprzem. Wstaw do piekarnika i piecz przez 30 minut, aż dynia się zrumieni. Wyjmij z piekarnika i odstaw do przestudzenia.
Na suchej patelni upraż ziarna sezamu, przesyp na talerzyk. Na tej samej patelni rozgrzej 2 łyżki oleju z winogron, dodaj zamarynowane tofu i smaż na dość mocnym ogniu, aż się zrumieni. Na półmisku ułóż rukolę, dodaj dynię i tofu i wymieszaj. Posyp sezamem i polej resztką marynaty.

 

IMG_0516

 

IMG_0521

 

DSC_3409

 

IMG_0489

 

IMG_0525

 

IMG_0531

 

 

IMG_0487

Written by mminta

20/08/2014 at 7:47 am

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 2 416 obserwujących.

%d bloggers like this: